
Londyn rok 1787. W małej londyńskiej księgarni zbiera się dwunastu gniewnych ludzi- anglikański duchowny, dawny handlarz niewolników, ekscentryczny muzyk, dawny niewolnik i kilku kwakrów. To dość dziwne towarzystwo zebrało się, by wydać wojnę niewolnictwu.
REKLAMA
Świat zmieniają szaleńcy. Ich szaleństwo wynika najczęściej z tego, że wyprzedają swoją epokę i dostrzegają zarówno nieuchronność zmian, jak i ich konieczność. Jeśli dodamy do tego szaleństwa świadomość, że status quo jest niesprawiedliwy i nieludzki, otrzymamy wybuchową mieszankę idealizmu, której nikt nie jest w stanie powstrzymać. Oczywiście dwunastka ludzi niewiele jest w stanie zdziałać. Może być jednak motorem do pozyskania mas, a w masach można szybko wywołać masę krytyczną.
Pojęcie mass mediów i wywierania wpływu na osiemnastowieczną opinię publiczną wydawać nam się może niemożliwe. Wbrew pozorom działania naszej dwunastki jako żywo przypominały te z początku XXI wieku. Wbrew pozorom mentalność ludzka pozostała niezmienna przez stulecia. Każdy z nas ma w sobie ukrytą empatię do drugiego człowieka, zwłaszcza kiedy dostrzeże braterstwo w doznawaniu krzywd. Los niewolnika na plantacjach niewiele się różnił od losu brytyjskich marynarzy i żołnierzy. Dodatkowo świadomość, że gospodarka nic nie straci na uczynieniu dobra, a także żywy przykład dzikusa, w którym dostrzeżemy podobnego nam człowieka, potrafi zdziałać cuda. Właśnie w taki sposób nasza szalona dwunastka skłoniła wielu Brytyjczyków do rezygnacji z konsumpcji towarów wytwarzanych na plantacjach niewolników.
Oczywiście akcja naszej dwunastki spaliłaby na panewce, gdyby nie obywatelskie i wolnościowe tradycje Brytyjczyków, a także ich upodobanie do słowa pisanego.
Bo przecież książka jest najważniejszym środkiem przekazu, prawda?
