
Popołudnie na Krecie. W małej kawiarni w jednej z kreteńskich wsi spotyka się dwóch ludzi. Jak to w takich przypadkach bywa, skracają sobie oni czas rozmową. A mają oni o czym. Podróż jednego z nich na Wyspę zapoczątkowało tajemnicze morderstwo, a droga, jaką przebył wiedzie przez wiele pozornie ze sobą nie związanych miast.
REKLAMA
Współczesna literatura jest chyba zbyt ciasna na Michala Ajvaza. Ten pochodzący z karaimskich emigrantów, wybitny pisarz czeski, chce z języka pisanego wydobyć coś więcej, przekazać swą myśl nie tylko za pomocą akcji, ale też samego słowa. Pretekstem do tej zabawy staje się ledwie zarysowany wątek kryminalno sensacyjny. Bowiem u Ajvaza liczy się tylko jedno. Literatura.
Ta książka jest przede wszystkim wielkim ukłonem dla światowej literatury. Pewnie każdy z nas czytając tę książkę, czytając po raz kolejny oczywiście, bowiem Ajvaza nie sposób przeczytać raz i odłożyć na półkę, doszuka się przeróżnych, pozornie bezsensownych odniesień literackich. Dla mnie jest to mix Kafki i Schulza i niech mi ktoś powie, że nie mogę mieć takowych skojarzeń? Ajvaz bawi się słowem przenosząc czytelnika nie tylko w czasie i przestrzeni, ale także pomiędzy światem realnym, jak i alternatywnej rzeczywistości naszych marzeń.
I nie wstydźmy się rozmarzonych min spowodowanych lekturą Ajvaza. Wart jest tego.
