
To wszystko, co mogę wam dać. Na dzisiaj koniec z rozdawaniem Dowalego. Jutro też go nie będzie. Ceremonia zakończona. Proszę zachować ostrożność przy drzwiach. Trzymać się wskazówek personelu i policji. Przed chwilą otrzymałem wiadomość, że panuje ścisk i tworzą się kolejki do wyjścia. Dobranoc.
REKLAMA
Wyobraźmy sobie mały klub gdzieś na prowincji. Przychodzą tam zazwyczaj ludzie zmęczeni codzienną pracą. Przynoszą tam swoje codzienne kłopoty i zmartwienia szukając chwili zapomnienia. Ten klub jest jedynym miejscem gdzie mogą w zamian za parę szekli otrzymać chwilę zapomnienia, rozrywki i doładowania baterii na kolejne dni. Występ komika podlany kilkoma drinkami jest dla nich czymś wymarzonym. O ile oczywiście komikiem tym jest Dowale.
Dowale swoje lata świetności ma już za sobą. Zmęczony życiem komik, dla którego występ w podrzędnym barze w Netanji jest okazją do zarobienia kilku szekli. Ta chałtura niegdyś musiała być dla niego czymś upokarzającym, dziś jednak jest jedyną okazją do kontaktu z niewybredną publicznością. Kilka starych, ogranych kawałów, chodzenie na rękach i kpiny z publiczności wywołują salwy śmiechu. Wśród publiczności jest jednak ktoś, kto został zaproszony na ten występ. Kolega z młodości Dowalego domyśla się, że to, co pokazuje komik zaczyna wykraczać dalece poza spodziewany występ.
Wydaje się, że w którymś momencie Dowale stracił nad sobą kontrolę. Miast żartów zaczyna opowiadać o matce, jej pogrzebie i kolejnych kopniakach jakich nie szczędziło mu życie. Coś takiego oczywiście nie może spodobać się publiczności. Oni nie przyszli tu dla kolejnych rozmyślań o straconym sensie życia, o przegranej młodości. Wszak znają to z własnego doświadczenia. Komiku baw nas, za to otrzymujesz wynagrodzenie. Aby zatrzymać publiczność nasz bohater rzuca od czasu do czasu żart, niczym ochłap dla psa. Chce się opędzić przed natrętami, zyskać jeszcze kilka minut spokoju, bowiem tego wieczoru chce mówić tylko dla jednej osoby. Nie wie jednak, że tej publicznej wiwisekcji słucha z uwagą dwójka ludzi. I to tylko do nich Dowale kieruje swoje słowa.
Tak. Wchodzi koń do baru to książka o starości o straconym życiu, który tak łatwo kradną nam wszelkiego rodzaju autorytety wmawiające nam poczucie obowiązku, zachęcają nas do normalnego, poukładanego życia. Ten rozpaczliwy krzyk starości, krzyk człowieka, który uświadamia sobie, że tak naprawdę nigdy nie żył własnym życiem, nigdy nie był szczęśliwy, a kiedy to sobie uświadamia, nie jest w stanie dokonać żadnej zmiany w swoim życiu. Przerażający krzyk rozpaczy brzmieć będzie w nas jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Wiem, nie potrafię być do końca obiektywny, kiedy piszę o prozie Dawida Grosmana. Ten znakomity pisarz już nie raz udowodnił, że potrafi nie tylko pisać prozę, ale zmusić czytelnika do lektury. Jednak tą książką Grosman pokazał w jaki sposób tego dokonuje. Niczym Dowale zdaje się wybierać sobie swoich czytelników i zmusić ich do lektury, ale czyni to w taki sposób, że czytelnik nie ma do niego o to cienia żalu.
I czyń ze mną tak Dawidzie pisząc kolejne książki. Warte są lektury.
