Jerzy Wójcik
Oddział
Między AK i UB-historia żołnierzy Łazika
Jerzy Wójcik Oddział Między AK i UB-historia żołnierzy Łazika Wydawnictwo Wielka Litera

Żołnierze wyklęci. To pojęcie, by gloryfikować partyzantów, którzy nie wyszli z lasu i toczyli beznadziejną walkę z nowym systemem, pełne jest uproszczeń. Wspaniali, bez skazy i ideowi. Taki obraz przedstawiany jest coraz częściej w mediach, a ten, kto wskaże niezbyt chlubne czyny „Wyklętych” odsądzany jest od czci i wiary. Ta dziecięca potrzeba kreowania dwukolorowej rzeczywistości jeszcze długo panować będzie w publicznym dyskursie. A przecież nie ma ideałów wśród nas, a zbyt długo prowadzona walka wypacza walczących, zobojętnia ich na zło i skłania do zbrodni. I o tym właśnie jest historia Jana Wąchały „Łazika”.

REKLAMA
To dość prosta historia. Bohaterski partyzant wykonujący wyroki śmierci, o którym mawiano, że nie rozstaje się z różańcem i pistoletem Walther P38, stał się legendą zupełnie przez przypadek. W czasie okupacji trochę handlował i starał się przeżyć wojenną zawieruchę. Zabicie niemieckiego leśniczego zmusiło go do ukrywania się w lesie. Właściwie jego czyn był samowolą, za którą powinien odpowiedzieć głową, śmierć każdego Niemca pociągała za sobą akcje odwetowe. Czy to ukryty talent do zabijania, czy inne przyczyny skłoniły dowództwo AK do wykorzystania partyzanta z przypadku. Od tej pory „Łazik” miał zabijać na rozkaz, a powierzane mu zadania należały do najtrudniejszych- miał wykonywać wyroki śmierci, zarówno na przedstawicielach hitlerowskiego aparatu terroru, na konfidentach i zdrajcach, a także na dezerterach z AK. Po wkroczeniu sowietów ujawnia się, ale szybko wraca do konspiracji, która z biegiem czasu zaczyna przypominać zwykłą bandyterkę.
„Łazik” był wyklętym z aspiracjami. Z tego powodu odrzucił „zaproszenie” do podporządkowania się oddziałowi „Ognia”, Józefa Kurasia. Być może powód mógł być inny, wszak to Wąchała miał wykonać wyrok śmierci, wydany na gloryfikowanego obecnie podhalańskiego watażkę. Nie zmienia to faktu, że od chwili odrzucenia tej propozycji, „Łazik” stał się śmiertelnym wrogiem „Ognia”. W maju 1946 roku, z rozkazu „Ognia”, Jan Wąchała został zabity. Wraz z nim zginęło jedenastu uratowanych z Zagłady Żydów, których to Wąchała przeprowadzał przez zieloną granicę na Zachód. Mordu jedenastu osób, w tym kobiet i dzieci, nie sposób usprawiedliwić racją stanu, walką o niepodległość. Podwładni Kurasia dokonali tej zbrodni, bo mogli to zrobić i byli pewni bezkarności, zwłaszcza ze strony swego dowódcy.
Utrzymana w tonie reportażu śledczego, książka Jana Wójcika nie pozostawia wątpliwości. Wiele czynów Żołnierzy Wyklętych winna zawstydzać wszystkich, którym dobro Polski leży na sercu. Historia oręża polskiego nie składa się bowiem z samych chwalebnych czynów i do tego winniśmy się przyzwyczaić, choćby po to, by wyrugować w przyszłości wszystko, co mogłoby hańbić imię Polaka.
I aby nikt pojęciem Żołnierza Wyklętego nie zestawił rotmistrza Pileckiego z „Burym” czy „Ogniem”. Choćby przez szacunek dla tego pierwszego.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?