Siri Petrsn
Dziecko Odyna
Siri Petrsn Dziecko Odyna Wydawnictwo Rebis

A co jeśli nie jesteś taki jak inny? Jeśli od wszystkich odróżnia cię wygląd? Hirka coś o tym dobrze wie - nie ma ogona, co stało się przyczynkiem do licznych docinków i pewnego ostracyzmu wśród ætlingów , a teraz jeszcze okazało się, że tak naprawdę jest człekiem, zarazą, dzieckiem Odyna i powinna zginąć…

REKLAMA
„Dziecko Odyna” otwiera trylogię „Krucze pierścienie” będącą prawdopodobnie pierwszą skandynawską serią fantasy ukazującą się na polskim rynku. Jest to jednocześnie debiut Siri Pettersen, norweskiej ilustratorki i projektantki stron internetowych, za który otrzymała krajowe nagrody dla pisarzy – Fabelprisen i Sproing.
Jak na debiut jest zaskakująco dobrze i nie ma się czego obawiać. „Dziecko Odyna” to nie kolejny przypadek grafomaństwa, ale Bo i czytelnik otrzymuje ciekawy świat – umieszczenie historii gdzieś w Skandynawii pozwoliło na zaczerpniecie przez miłośników fantasy świeżego oddechu – dotychczas bowiem niemalże do znudzenia autorzy sięgali do celtyckich opowieści i większość powieści rozgrywała się na ziemiach brytyjskich – nawet jeżeli nie było to dosłownie powiedziane. A zatem Pettersen już na początku zapunktowała u wielu, sięgając do korzeni swojej ojczyzny.
Bohaterowie też są w miarę interesujący. Wiadomo, autorka poszła nieco po schematach – jest więc Główny Bohater Niepasujący Do Reszty, jest Oddany i Dzielny Przyjaciel, jest i Wielki Zły. Do tego niekoniecznie sprawiedliwa Rada rządząca w Ym, moce i dziwne stworzenia, a po drodze i kilka postaci związanych z magią koniecznie po różnych stronach, by ukazać całe ich spektrum. Jednak niekoniecznie to przeszkadza w odbiorze – choć Hirka i Rime kilkakrotnie niebezpiecznie zbliżyli się do miana Mary Sue [dla niezorientowanych – postaci idealnych, umiejących wszystko, ale bez żadnego charakteru], to posiadają silnie zarysowaną osobowość i nie są jedynie pionkami bez wnętrza w ręku Siri Pettersen.
Mieszane uczucie może budzić akcja. Nierównomiernie rozłożona – stosunkowo długi wstęp czy zakończenie, w którym na niewielu stronach autorka upchnęła ileś wątków, by domknąć książkę. A jednocześnie fabuła sama w sobie nie jest zła. Przyciąga uwagę, pochłania czytelnika, nawet jeśli nie rozumie się dokładnie, co też Hirka robi czy w jakim to celu podejmuje kolejne działania [czasem otrzymuje się wyjaśnienie, częściej nie – prawdopodobnie bohaterka sama nie wie, co właściwie chce zrobić, dlatego miota się po kraju, ciągnąc czytelników za sobą]. Co prawda autorka czerpie ze znanych opowieści pełnymi garściami, ale nie kopiuje przy tym mechanicznie, ożywiając historię na karbach książki. Do tego „Dziecko Odyna” jest sprawnie napisana i przynosi dużą dozę rozrywki, dlatego warto przymknąć oko na drobne niedociągnięcia.
„Dziecko Odyna” to powieść wciągająca bez reszty, którą chce się i zarazem nie chce skończyć, zwłaszcza, że na drugi tom trzeba jeszcze trochę poczekać, a aż żal odrywać się od lektury nie mając zapewnionej w pobliżu kontynuacji. Przyjemne fantasy idealne dla każdego – zarówno dla fanów fantastyki, jak i dla tych, którzy przygodę z gatunkiem dopiero zaczynają.
Drobne niedogodności związane z lekturą trzeba złożyć na karb niedoświadczenia Siri Pettersen. Wszyscy czytelnicy, którzy dadzą „Dziecku Odyna” muszą mieć nadzieję, że to co nie wyszło tutaj, zostanie wynagrodzone w dwójnasób w drugiej części trylogii.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?