Grzegorz Motyka
Wołyń`43
Grzegorz Motyka Wołyń`43 Wydawnictwo Literackie

Wołyń, to nie tylko słowo, przynajmniej dla mnie. To przede wszystkim historia mojej rodziny, historia, w której dorastałem nie widząc milczenia w przestrzeni publicznej. Ten bowiem, kto naprawdę zna historię tamtych dni nigdy nie zauważy pustki i milczenia, bowiem wszystko przechowuje we własnym sercu.

REKLAMA
Przyznam od razu, że książkę Grzegorza Motyki chwyciłem do rąk licząc na odreagowanie po uczuciu zniesmaczenia, które towarzyszyło mi w czasie filmu Wołyń. Chyba ofiary nacjonalistycznej czystki, w tym moja rodzina, będą musiały jeszcze długo czekać na film godny ich przeżyć. Projekcja zasmuciła mnie, gdybyśmy bowiem wycieli z filmu wszystkie sceny morderstw to film byłby pusty, bezrefleksyjny. A może to właśnie było celem reżysera? Ludzkim odruchem widz odrzuca od siebie film, kodując jednocześnie spłycony przekaz tamtych dni.
Grzegorz Motyka miał być więc dla mnie przeciwwagą dla Smarzowskiego. Sięgałem po książkę tego znakomitego historyka, wiedząc, że na jej kartach znajdę uczciwe przedstawienie historii. Nie zawiodłem się. Przede wszystkim Motyka nie idzie na łatwiznę. Bezrefleksyjne przedstawienie zbrodni powoduje utożsamienie zła z jedną tylko nacją. Proste i prymitywne zestawienie : „Ukrainiec=morderca” jest kuszące, bowiem zwalnia od myślenia i dalszych poszukiwań prawdy. U Motyki jednak nie znajdziemy prostych recept. Zarówno w trakcie, jak i po lekturze trzeba myśleć, zwłaszcza, jeśli pojmiemy, w czym tak naprawdę tkwiło całe zło XX wieku.
Nacjonalizm. Ostatnio bardzo modny wśród młodego pokolenia, zaniedbanego w czasie ostatnich 25 lat, pokolenia, pozostawionego samemu sobie, porzuconemu na pastwę wszelkiej maści radykałów, pokolenia, utożsamiającego niechęć wobec innych nacji z patriotyzmem. Nikt młodym ludziom nie powiedział, że tyle nacjonalizm ma wspólnego z patriotyzmem, ile pluszowy miś z niedźwiedziem polarnym. Nacjonalizm potrzebuje bowiem wroga, by podkreślać związki z własną nacją, patriotyzm zaś potrzebuje tylko obiektu miłości. Nacjonalistą można zostać, patriotą zaś człowiek po prostu jest. Różnic pomiędzy nacjonalizmem a patriotyzmem jest o wiele więcej, nie jest to jednak ani czas, ani miejsce, by zgłębiać ten temat. Podkreślić można jedno- nacjonaliści nawet przeciwnych obozów bardzo szybko mogą się ze sobą dogadać, zapominając zbrodnie drugiej strony. Przykładem takiego internacjonalistycznego nacjonalizmu zapoczątkowali choćby weterani Brygady Świętokrzyskiej, zawierający antykomunistyczne przymierze z OUN, zapominając szybko, zbyt szybko o pomordowanych na Wołyniu.
Zbrodnia wołyńska była czystką etniczną, próbą stworzenia jednolitego etnicznie społeczeństwa. Jednolitość etniczna, religijna, czy rasowa była marzeniem wielu nacjonalistów. Zgodnie z taką ideologią Polak nie może mieszkać wśród Niemców, czy Anglików, Białorusin w Polsce, prawosławny wśród katolików, chrześcijanin wśród islamistów. Nic więc dziwnego, że zarówno hitlerowcy, banderowcy, chorwaccy ustasze czy serbscy czetnicy marzyli o tworzeniu wielkiej i silnej społeczności ujednoliconej według jednego tylko wzorca. Niektórzy z polskich żołnierzy wyklętych również nie mogła oprzeć się pokusie sprowadzenia pojęcia wroga ojczyzny z obywatelem polskim innej narodowości czy wyznania, czemu nie byli w stanie zaprzeczyć nawet prokuratorzy IPN. Winę za zbrodnie wołyńską ponosi więc nacjonalizm ukraiński, a wszelakie hołdy, czy żądanie upamiętniania ofiar tamtych dni przez naszych, rodzimych nacjonalistów jest złośliwym chichotem historii i splunięciem na groby ofiar.
Smutne to.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?