Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Preparator
Hubert Klimko-Dobrzaniecki Preparator Wydawnictwo Od deski do deski

Postawienie przed sądem mordercy i jego osadzenie to tylko początek drogi, której kresem jest znalezienie odpowiedzi na zasadnicze pytanie. Dlaczego normalny człowiek popełnia zbrodnię? Pozornie pytanie to nie jest potrzebne i sprytnemu adwokatowi służyć może złagodzeniu wyroku. Z drugiej strony znalezienie odpowiedzi na to pytanie może, przynajmniej w teorii, pozwolić na stworzenie modelu wychowawczego, który zminimalizuje ryzyko wejścia zwykłego człowieka na drogę przestępstwa.

REKLAMA
Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Wiedzieli już o tym nasi pradziadowie, którzy przykładali szczególne znaczenie wychowaniu młodzieży. Kanclerz Jan Saryusz Zamoyski ujął tę prawdę jeszcze dobitniej. Takie będą Rzeczpospolite, jak ich młodzieży chowanie. Ten tok rozumowania widać w analizie zbrodni, jaką przeprowadził Hubert Klimko-Dobrzaniecki. Ta zbrodnia wydarzyła się bowiem naprawdę, książka co prawda nie jest szczegółowym zapisem akt sprawy, Autorowi bowiem nie chodziło o to, by napisać reportaż z morderstwa, ale nakreślić psychologiczny obraz człowieka, jakiego mijamy każdego dnia. Człowieka, w którym drzemie poczucie straconego życia, nieziszczonych pragnień i przegranej.
Konstrukcja książki nie pozwala do ostatniej strony poznać, co tak naprawdę się wydarzyło. Ot, rozmowa dwóch ludzi, którzy wymieniają swoje życiowe doświadczenia. Spowiedź bliźniego przed bliźnim taka, jaką prowadzi się w gronie przyjaciół przy kawie, czy kieliszku czegoś mocniejszego. Spowiedź z całego ludzkiego życia. I jak każda spowiedź zaczyna się w czasach dzieciństwa, które, zgodnie ze staropolskim przysłowiem, ukształtowały bohatera opowieści. Smutne to dzieciństwo, dom, w którym daremnie szukać objawów miłości, są natomiast oczekiwania, których spełnić nie sposób, są rozbudzane oczekiwania i fascynacje, są chwile, w których można poczuć złudzenie szczęścia. I to wieczne poczucie utraty. Miłości, pasji życiowej i akceptacji. Są wyrzuty, spotęgowane wspomnieniami przeszłości, jest nerwica wywołana prymitywnym leczeniem leworęczności. Jest piekło, jeszcze nienazwane. I jest też wyzwolenie, a raczej złudzenie wyzwolenia. Życie na swoim, praca, kobieta, z którą doświadcza się złudzenia szczęścia i to pragnienie ofiarowania jej wszystkiego, czego tylko zapragnie. I wreszcie drzemiące tęsknoty za tym, co utracone. A potem błędny, chory układ, który może pozwolić na wyjście z sytuacji, która wydawać się może bez wyjścia. Ale zmory przeszłości nigdy nie opuszczą tego, kogo choć raz dręczyły. Zmory, które potrafią sparaliżować do tego stopnia, że wystarczy tylko jedna chwila.
Nie, to nie jest relatywizacja morderstwa. Ten czyn jest złem absolutnym i nie można stosować żadnych okoliczności łagodzących. Surowa, zgodna z prawem kara musi być udziałem każdego, kto targnie się na ludzkie życie. Nie jest więc ta książka relatywizacją zbrodniczego czynu, jest tylko chłodnym, beznamiętnym, a tym samym przerażającym zapisem życia człowieka, który popełnił zbrodnię. Czytelnik ma okazję poznać człowieka, z którego poglądami mógłby się utożsamić. Tak, ten człowiek wyznaje podobne, co ja, wartości, ten człowiek ocenia rzeczywistość moimi słowami. Te wrażenia staną w konfrontacji z zapisem ostatnich kart książki. I to również przerazi czytelnika. Czy jestem od niego lepszy? A jeśli czuję się takim, to w którym momencie zaczynam odnosić to wrażenie? A może powinienem skonfrontować moje życie, moje własne fobie i zmory z tym, co spotkało tego człowieka? Może wtedy będę umiał lepiej określić dobro i zło, może wtedy uczynię swoje i swego otoczenia życie lepszym. Może to jest recepta na to, by wyeliminować zło na świecie?
Idealizuję w swoich odczuciach? Być może, ale czy nie chcielibyśmy, by nasze ulice były bezpieczniejsze? Pomyślcie, choć przez chwilę, o tej historii.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?