David Hockney, Martin Gayford
Historia obrazów
David Hockney, Martin Gayford Historia obrazów Wydawnictwo Rebis

Malarstwo. Chyba każdy z nas miał kiedyś do czynienia z obrazami. Oglądamy je nie wiedząc nawet w jakim stopniu wpływają one nie tylko na nas, ale również na film i literaturę.

REKLAMA
David Hockney i Martin Gayford rozmawiają o obrazach. Czy może być coś bardziej pociągającego w poznawaniu obrazów niż dywagacje o nich wybitnego malarza i znakomitego historyka sztuki? Tak, książka ta jest niczym innym jak luźną rozmową dwóch znawców tematu, w których nawet najdrobniejsza dygresja ma swój ukryty cel, a celem tym jest uświadomienie czytelnikowi tego, czym właściwie jest obraz i jak ewoluował przez tysiąclecia. Oczywiście obraz to nie tylko płótno, nie tylko dzieło malarza. Obraz to fotografia, film a nawet elementy architektoniczne. Obraz, to wszystko, co widzimy przed oczami lub to, co chcemy widzieć, to również nasze doznania i wrażenia. To wszystko, co dzieje się w naszym wnętrzu po wizualnych doznaniach.
Historia ta zaczyna się w chwili, kiedy mieszkaniec jaskini chwycił na wpół zwęglony kawałek drewna i zaczął kreślić na ścianie swoją codzienność. W tym dniu zaczęła się historia obrazu. Przez tysiąclecia obrazy ewoluowały do dnia, w którym zaczęły powstawać dzięki programom komputerowym. Oczywiście twórcy naszych wizji nie powiedzieli ostatniego słowa, gdzieś w przyszłości znajdą się nowe metody przedstawiania rzeczywistości, wizji łechcących nasze zmysły. Nasi prawnukowie jeszcze nie raz będą opowiadali o pradawnych, nieco prymitywnych obrazach tworzonych na ekranach komputerowych.
To oczywiście nasza przyszłość, teraźniejszość znamy sami, a o przeszłości warto pamiętać nie tylko w chwili, kiedy wchodzimy do muzeum. Kiedy uświadomimy sobie, jak wiele czerpali operatorzy filmowi z płócien wielkich mistrzów, zrozumiemy zarówno kunszt tych pierwszych, jak i drugich. Stanie się dla nas jasne, dlaczego pamiętamy taką Casablancę, a zapominamy o Avatarze, dlaczego scena ze starej ekranizacji Anny Kareniny, w scenie, w której grają tylko mimika i oświetlenie robi o wiele większe wrażenie niż realizm Szeregowca Ryana. Jeśli docenimy ten najważniejszy zmysł człowieka, jakim jest wzrok, zaczniemy widzieć więcej, doceniać otaczające nas piękno, nie tylko to stworzone ręką ludzką, ale i naturą.
A na tym możemy tylko zyskać.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?