
Ostatnia wieczerza. Najbardziej chyba rozpoznawalny w całej kulturze chrześcijańskiej fresk przedstawiający scenę, w której Chrystus zapowiedział zdradę Judasza. Dzieło, które obrosło mitami i legendami, do dziś inspiruje zarówno marzycieli, jak i poszukiwaczy taniej sensacji. Nie znamy ceny, jaką zleceniodawca zapłacił mistrzowi da Vinci za jego pracę, dla nas jednak jest bezcenne, podobnie jak historia jego powstania.
REKLAMA
Rok 1495. Tego roku stara epoka zbliża się do nieuchronnego końca, choć jeszcze nikt nie może tego przewidzieć. Na razie jednak wszystko idzie utartym torem. Wyspy kanaryjskie zostały ostatecznie podbite przez konkwistadorów, w Europie wojska rosyjskie próbują wkroczyć do Karelii, w Polsce kończy swą edukację na Uniwersytecie Jagiellońskim Mikołaj Kopernik, zaś w klasztorze Santa Maria delle Grazie, Leonardo di ser Piero da Vinci rozpoczyna pracę nad freskiem, z którym kojarzony jest do dnia dzisiejszego.
Historię możemy poznawać zapamiętując suche fakty, kojarząc jedynie postacie i daty. Ten sposób, oderwany od wszelkiej poezji obyczajowości epoki wydaje się być skuteczny przy wypełnianiu pytań testowych, wyborze jednej dobrej odpowiedzi, choć zawodzi, w momencie prowadzenia dyskusji, czy choćby oglądania filmów historycznych. Na szczęście pisarze popularyzujący historię powoli odchodzą od metody pamięciowej, zmuszając czytelnika do mimowolnego kojarzenia faktów i zdarzeń. Właśnie w ten sposób Ross King przemycił realia włoskiej polityki i opis obyczajowości, wykorzystując oś, jaką jest Ostatnia wieczerza.
Ostatnią wieczerzę określa się jako przykład psychologizmu w jego malarstwie. Obraz zaplanowany w najdrobniejszym szczególe ukazuje jedną z najbardziej wymownych scen z Biblii. W tej scenie Chrystus zapowiada zdradę Judasza. To jeden z ostatnich momentów, których nie dotyka cierpienie. Fres został zaplanowany w sposób drobiazgowy. Leonardo pracował nad nim niesystematycznie. Potrafił pracować wiele godzin bez przerw na posiłek czy łyk wody, by następnego dnia w bezruchu wpatrywać się w swoją pracę, jakby chciał upewnić się, iż stworzył to, co zaplanował. Ten perfekcjonizm artystyczny miał utwierdzić Lodovico Sforzę w przekonaniu, iż decyzja o powierzeniu tak znamienitego dzieła nie była chybiona. Zarówno Książe, jak i mnisi z klasztoru musieli odnieść wrażenie, iż oto przebywają w gronie apostołów i widzą jedną z ostatnich scen sprzed Męki Pańskiej. Układ potraw na stole, pozy, które przybrały określone postacie, wszystko to miało stworzyć klimat klasztornego refektarza, jadalni, w której często przyjmowani gości miało olśnić to dzieło, skłaniając do szacunku i datków na rzecz klasztornej wspólnoty.
Oczywiście książka Kinga to nie tylko fresk. To również, a może nawet przede wszystkim, przystępny, napisany ze sporą dozą humoru, opis realiów życia we Włoszech z końca XV wieku, z kraju na wskroś katolickiego, w którym jednak dzieci nieślubne otrzymywały szansę na zaistnienie w życiu publicznym, a dawni najemnicy mogli sięgnąć po władzę i tytuły. To również dzieje rodu Viscontich i Sforzów, to włoskie realia polityczne i codzienność klasztorna, z czasów, w których duchowni jeszcze wiedzieli czym jest asceza, a chleb klasztorny, czerstwy jak kamień, nadawał się do brutalnego ataku, lub też rozpaczliwej obrony. Czytelnik z każdą kolejną kartą ma wrażenie, iż przenosi się w czasie, za pomocą magicznego wehikułu jakim jest ta książka.
