Dagmara Andryka "Trąf, trąf, misia bela"
Dagmara Andryka "Trąf, trąf, misia bela" Wyd. Prószyński i S-ka

REKLAMA
W nieszczęśliwym wypadku ginie Igor. Na pogrzebie spotykają się jego przyjaciele, którzy nie mieli z sobą kontaktu od wielu lat. Gdy kilka tygodni później ginie kolejny z grupki znajomych, do Marty, dziennikarki i autorki historii Mille, zgłasza się Anna, przyjaciółka zmarłych. Twierdzi, że ktoś na nich poluje, że pozostałej piątce grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.
Marta Witecka, nieco niechętna, zgadza się pomóc i tym sposobem rozpoczyna się śledztwo, które zmusi piątkę spośród siedmioosobowego początkowo grona przyjaciół, do zanurzenia się w przeszłość i przypomnienia sobie zdarzeń sprzed trzydziestu lat. Czy śmierć dwójki z grupy ma związek z tajemnicą, zawiązaną wówczas na obozie sportowym?
„Podobno jest tak, że jak człowiek pozna śmierć drugiej osoby, to nigdy się z nią nie rozstanie.”
Marta Witecka to taka detektyw idealna dla czytelnika. Detektyw nie rzucający się w oczy, znajdujący się na planie dalszym względem zagadki, podejrzanych i ofiar. Życie Marty toczy się na drugim lub nawet trzecim planie, na zasadzie przebłysków, które mają wiązać „Trąf, trąf, misia bela” z tomem poprzednim – „Tysiącem” – ale nie stanowiących jakiegoś szczególnie ważnego wątku w kryminale. Dla powieści kryminalnej to ważne, bo od stopnia zaangażowania czytelnika w życie prowadzącego śledztwa zależy to, na ile kryminał będzie kryminałem w formie czystej, a na ile wymieszanym z powieścią obyczajową i problematyką społeczną [alkoholizm, depresja etc.] – czyli tym, co przedstawia sobą powieść skandynawska. Oczywiście, nie ucieknie się od opisywania życia detektywa, zwłaszcza, gdy tworzy się serie, ale to od autora zależy, ile czytelnik się o nim dowie. I tym samym, decyzją Andryki, o Witeckiej wiemy najmniej jak się da.
Inna sprawa ma się z pięciorgiem przyjaciół wokół których toczy się śledztwo. Jako że zainteresowanych jest sporo, a każdy z bohaterów ma swój osobny wątek i prowadzi własną narrację [co daje w różnych szacunkach mniej więcej dziesięć różnych punktów narracji w całej powieści], a do tego jeszcze co jakiś czas czytelnik otrzymuje wspomnienia z pamiętnego dla bohaterów obozu sprzed trzydziestu lat, to wiadomym jest, że nie sposób powiedzieć, zaprezentować wszystko. Tak więc trochę jak w przypadku Witeckiej, czytelnik poznaje urywki z ich życia, skupiając się bardziej na ich obecnej sytuacji niż na tym, co do niej doprowadziło, jeśli pojawiają się jakieś informacje o ich przeszłości, to zawsze są one użyteczne. Tak jak ze strzelbą Czechowa – tyle że tutaj o strzelby czytelnik potyka się co chwila, będąc bystrym połapie się w którymś momencie, kto jest mordercą, jeśli jednak ilość tropów go przerośnie i nie rozgryzie ich znaczenia, to wraz z bohaterami, Witecką i komisarzem będzie mógł obserwować dokąd to śledztwo zaprowadzi.
Dobrze wyszło także połączenie historii, jeśli chodzi o wymiar czasowy. Retrospekcje przeplatają się z teraźniejszością, rzucając nowe światło na śledztwo, nie są one jednak rzucone w sposób nachalny [„a teraz państwo dowiecie się, komu ten bohater podpadł w przeszłości”], tylko zgodnie z linią czasową – kolejne sytuacje obozowe, które będą mieć wpływ na akcję w teraźniejszości, niekoniecznie od razu – tym samym Andryka pozwala przez chwilę czytelnikowi być bliżej rozwiązania zagadki od Witeckiej, by już po kilku stronach odmienić sytuację o kilkadziesiąt stopni.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?