
Lektura tej książki zbiegła się w czasie z ostatnimi zamachami. Tak, doniesienia medialne potrafią rozgniewać i uczynić z każdego zatwardziałego islamofoba. Głośniej bowiem mówi się o zamachach niż o 130 imamach, którzy odmawiają modłów za zbrodniarzy, a to przykrywa starą prawdę- ta religia nie jest monolitem. A o tym nie chce pamiętać Hege Storhaug.
REKLAMA
Właściwie niczego nowego się nie dowiedziałem. O tym, że islam potrzebuje reform, świadomości, że ksiąg pisanych prawie półtora tysiąca lat temu nie sposób stosować wprost do obecnej rzeczywistości pisał choćby Tahar Ben Jelloun czy Ayaan Hirsi Ali (ta ostatnia została nawet zacytowana przez Hege Storhaug, szkoda tylko, że cytat stanowił ułamek jednego zdania). Spodziewałem się jednak, że książka ta będzie głęboką analizą zderzenia dwóch cywilizacji i rzetelnego omówienia problemów ich współistnienia.
Przede wszystkim „Islam. Jedenasta plaga” jest książką napisaną chaotycznie, jakby Autorka, posiadająca wszak rozległą wiedzę, pochodzącą zarówno z lektury prasy, własnej pracy i codziennych obserwacji, chciała wszystkie bolączki europejskiej rzeczywistości przypisać właśnie islamowi. Dla własnych potrzeb usystematyzowałem zarzuty stawiane islamowi na trzy grupy : przestępczość, zmiany demograficzne i radykalizm. Wszystkie trzy wywołać mają wrażenie, że oto Europa przestaje istnieć i nie widać szansy na zastopowanie procesu jej upadku.
Trudno się nie zgodzić z faktem, że wszystkie migracje powodujące „odświeżenie krwi” na przedmieściach i slumsach powodują wzrostu przestępczości o wiele większą niż choćby w tradycyjnie zamkniętych slumsach Ameryki Północnej. Pojawiające się młode wilki starają się ugryźć kawałek tortu, który został już dawno rozdysponowany. Anonimowi i pozbawieni korzeni przestają mieć jakiekolwiek skrupuły w nowej rzeczywistości. Sami da siebie przeszłością, teraźniejszością i przyszłością są przeciwnikiem trudnym i wymagającym stanowczych działań policji, działań, których jedynym wspólnym mianownikiem jest zasada zera tolerancji. Czy możemy jednak powiązać kradzieże z islamem? Tym samym, który karze złodziei przez obcięcie prawicy? Jedyne, czego można obawiać się w kontaktach przestępców z islamistami, to masowych nawróceń bezwzględnych i doświadczonych w realiach półświatka przestępców.
Nie sposób też polemizować z liczbami. Muzułmanów w Europie przybywa, zarówno w sposób naturalny, jak i przez migracje. Zmienia się więc struktura demograficzna miast Europy. Oczywiście tym samym wzrasta ilość meczetów i ludzi, którzy w różny sposób traktują swoją religię. Autorka ubolewa nad tym, iż protestanckie kościoły wyludniają się, a ilość wiernych w meczetach przybywa. Laicyzacja życia, wynikająca z upadku autorytetu chrześcijaństwa nie jest chyba odpowiednim zarzutem dla wyznawców nauk Proroka. Kobiety w burkach również mogą wzbudzać określone emocje, zwłaszcza jeśli są one narzucane kobietom przez mężczyzn. Autorka, jako feministka winna wiedzieć, że prawdziwa wolność kobiet nastąpi wówczas, gdy nikt nie będzie muzułmankom ani narzucać, ani zabraniać noszenia hidżabów. Prawdziwą bowiem plagą współczesnego świata jest islamski radykalizm.
O tym właśnie radykalizmie pisze nam autorka z jednej strony bardzo dużo, z drugiej zaś niewiele. Radykalizm islamski omawiany jest tylko przy okazji zamachów terrorystycznych i przemowach imamów opętanych nienawiścią do wszystkich, którzy cenią sobie wolność i piękno. Brak omówienia przyczyn, dla których tak wiele Europejek dokonuje konwersji, a wielu urodzonych już w Europie podaje się wpływom radykałów. W dodatku Autorka daje się ponieść emocjom i zrównuje zamach z 11 września z tragedią w Biesłanie, cóż, wielu zachodnich intelektualistów nie rozumie sposobu, w jaki Kreml steruje opinią publiczną świata.
To mogła być dobra książka o islamie zderzającym się z kulturą zachodu. Niestety wyszło jak zwykle. Znowu miast diagnozy, otrzymaliśmy omówienie symptomów choroby. Znowu islam został potraktowany jako monolit, a wnioski, które wyciągnie z lektury statystyczny Europejczyk będą zbliżone do tych, które wygłosił kilka dni temu pewien parlamentarzysta o manierach bywalca przydrożnych barów, który chciałby wywołać konflikt, z którego najbardziej zadowoleni byliby śmiertelni wrogowie zachodniej cywilizacji.
