
Islandia. Mały kraj w Europie Północnej, o którym jest głośno tylko przy okazji kryzysu finansowego, karania pracowników sektora bankowego, erupcji pyłu wulkanicznego, rzezi rekinów, czy przy okazji fenomenalnych meczy, jakie drużyna typowych amatorów stoczyła na mistrzostwach Europy…. Zaiste, było na co popatrzeć.
REKLAMA
Doprawdy dziwny to kraj. Mimo, że lodowce zajmują niewiele ponad 10% jego powierzchni nazywany jest krainą lodu. Jego mieszkańcy marzą o cieple, jednak temperatura Majorki ich przeraża. Wieczni gawędziarze czują się niepewnie wśród zbyt wielu nieznanych sobie ludzi. Chyba faktycznie lepiej jest dla nich mieszkać na własnej, małej wyspie, gdzie nikogo nie będzie dziwić mężczyzna dziergający na drutach, czy pudding z owczej wątroby. Islandia jest bowiem przedziwnym miejscem. Nas, wychowanych w nieco cieplejszym klimacie może przerażać surowość życia w tym kraju, jednak choćby kilkudniowy tam pobyt jest dość kuszący.
Nigdy nie odwiedziłem Islandii, praktycznie nie znam jej historii, a Islandczycy kojarzyli mi się do tej pory głównie z Bjork. Nic dziwnego, jestem typowym mieszańcem Europy, którego kusi egzotyka krajów basenu Morza Śródziemnego. Po lekturze książki Marty i Adama Biernatów wydaje mi się jakbym właśnie wrócił z kilkudniowego rekonesansu z przemożną potrzebą powrotu. Nic dziwnego, książkę pisała dwójka amatorów, zakochanych w podróżach i północnej Europie. Tylko tacy ludzie potrafią zarazić pasją i opowiadać o ulubionych miejscach z pasją i humorem. Poznajemy więc zwyczaje domowe i kulinarne Islandczyków, ich niefrasobliwe podejście do czasu, surowość wychowania religijnego, zmiany obyczajowe i kulturowe, jakie zachodzą w całym społeczeństwie i to, co jest jego siłą. Umiejętność współdziałania w sytuacjach kryzysowych stworzyła z nich w pełni zdyscyplinowane i świadome swoich praw społeczeństwo obywatelskie. Taka społeczność nie ulega tak łatwo demagogom i politycznym oszustom. Jednocześnie Islandczycy są przesądni. Wiara w duchy opiekuńcze, krasnoludy i trolle nie jest tu niczym dziwnym, a wychowaniu dziecka towarzyszy tak wiele obaw przed złym losem, iż można pomyśleć o głowie przeciętnego Islandczyka jak o najdoskonalszym serwerze rozbudowanej sieci informatycznej. Naród dużych dzieci, które mogą rozczulać, a nie denerwować.
A może faktycznie rzucić to wszystko i tam polecieć?
