
1945 rok. Właśnie zakończył się wojenny koszmar. Poturbowani wojną ludzie próbują poukładać na nowo przerwane wojną życie. Rodzą się nowe plany, nareszcie ludzie widzą cień szansy na realizację własnych ambicji. Zdobyć wykształcenie, zawód, pracować i założyć rodzinę. Ot, małe pragnienia zwykłych ludzi. To właśnie znajdujemy w rękopisach odnajdywanych na półkach i strychach. Pisane niegdyś do szuflady, dla zabicia czasu lub spojrzenia na własne życie z dystansem stają się dziś, po latach, cennym dokumentem pokazującym realia życia i obyczajowość tamtych lat. Są niczym drobne elementy układanki, bez których obraz całości nigdy nie jest pełny.
REKLAMA
Antologia siedmiu dzienników z pierwszych powojennych lat. Te lata są latami nadziei. Oto Polska otrząsa się z wojennej traumy i stara się umościć w nowej rzeczywistości. Zaczyna się wielkie społeczne i etniczne przemeblowanie. Nowe granice mają opuścić Niemcy, którzy zgodnie z wolą mocarstw znaleźli się w granicach Polski. Ich miejsca zajmują Polacy, którzy z tych samych powodów muszą opuścić własne domy na dawnych Kresach Wschodnich. Wędrówka ludów, małe ludzkie tragedie i nadzieje, jakie niesie za sobą odbudowa Polski. Jeszcze nikt nie wie, że kraj ogarnie niedługo iście stalinowska tyrania, zapanuje powszechne donosicielstwo i nastąpi czas konformistów. Na razie jednak siódemka młodych ludzi mozolnie włącza się w nowe życie, spisując wieczorami wrażenia, jakie niesie kolejny dzień, swoje małe sukcesy i porażki, a my, dzięki pracy Aleksandry Janiszewskiej, możemy na chwilę wejść w ich życie i poznać z nieco innej, nowej dla nas perspektywy, poznać tamte lata.
Przyzwyczajono nas do lektury dzienników i pamiętników opisujących heroiczne wyczyny bohaterów bez skazy, walczących o wolność i gotowych każdego dnia, by oddać swe życie. Z tego punktu widzenia dzienniki zwykłych, podobnych nam ludzi, wydawać by się mogły mało interesujące. Jednak właśnie ze względu na ich podobieństwo do nas, fascynują. Możemy oto porównać swe doświadczenia z równolatkami żyjącymi w innej rzeczywistości. Zaskakujące jest, jak dalece przypominają one nasze własne doświadczenia. Mieszkanka Żyrardowa dorastająca w niezamożnej rodzinie pragnie zdobyć zawód, dający jej niezależność i poczucie społecznej użyteczności. Syn lwowskiego profesora rozpaczliwie walczy z czasem, nadrabiając zaległości w nauce, doganiając stracony przez wojnę czas. Poznanianka włącza się od pierwszych dni w życie literackie miasta. Syn chłopów spod Łowicza stara się włączyć w nowe struktury społeczne, by dzięki temu bronić interesów podobnych sobie mieszkańców wsi. Wreszcie dwie dziewczyny zdobywające wiedzę w Warszawie i uczennica spod Starachowic obserwująca zmagania żołnierzy wyklętych z nową władzą.
Wszyscy oni starali się budować wokół siebie swoją małą ojczyznę, przekonując się każdego dnia, że ta nowa rzeczywistość będzie znacznie trudniejsza niż ta przedwrześniowa. Ich postępowanie zgodne było z przekonaniem, że należy budować tyle wolnej Polski, ile się tylko da, że trzeba zachować jak najwięcej świadomej substancji narodowej, budować tożsamość kulturową i świadomość każdego człowieka, słowem, należy budować i utrwalać elitę narodu, by odbudować świadome i prawdziwie demokratyczne społeczeństwo. Tym samym nasi bohaterowie budowali podwaliny dla przyszłej działalności opozycyjnej, a w konsekwencji demokratyzacji Kraju.
Szkoda tylko, że ich małe wojenki zostały zapomniane i niedoceniane
