Victoria Redel "Przed wszystkim"
Victoria Redel "Przed wszystkim" Wyd. Prószyński i S-ka

REKLAMA
Stare Znajome. Znają się od dzieciństwa, niejedno razem przeżyły i niejeden sekret razem dzieliły. Niejednokrotnie bliższe sobie aniżeli swoim partnerom czy rodzinom, piątka dziewcząt przyjaźni się od najmłodszych lat. Cokolwiek się dzieje, są razem, wspierając się nawzajem… Tak było przy kolejnych ślubach, porodach, a teraz także i śmierci.
Anna, gwiazda grupy, najbarwniejsza i o największym magnetyzmie spośród całej piątki, umiera. Kolejny nawrót choroby, a ona odmawia ponownego leczenia, więc w zasadzie wszyscy odliczają dni do jej śmierci. Stan Anny staje się pretekstem do ponownego zebrania się grupy przyjaciółek, które zjeżdżają się zewsząd, by wesprzeć chorą, spotkać się, pomóc i porozmawiać o sobie, swoich rodzinach i planach na przyszłość.
„Wspólnie urodziły dwanaścioro dzieci. Miały trzy aborcje na życzenie. Trzy poronienia. Jedna ciąża została usunięta po amniopunkcji, ze względu na wady płodu. To tak gwoli ścisłości.”
Wątkiem spajającym całość „Przed wszystkim” jest choroba Anny i jej powolne umieranie, ale wokół tego na pierwszy plan co jakiś czas wysuwają się problemy przyjaciółek Anny – Helen ma wkrótce wyjść ponownie za mąż, Caroline ma na głowie chorą psychicznie siostrę, Molly – dorastającą córkę, a Ming praktykę prawniczą, dzieci i miłość. Z samego wyliczenia czuć, że wątków jest mnóstwo, na szczęście Redel udało się uniknąć natłoku informacji i zdarzeń w książce. Część pojawia się tylko jako napomknienie w rozmowie, część przewija się w tle, kawałek po kawałku ujawniając jakieś informacje.
Coś takiego udało się w dużej mierze dzięki sposobowi ułożenia powieści, jej kompozycji. Jest tu kilk większych rozdziałów, jednak narracja jest bardziej punktowa – hasło czy kilka słów kluczowych, po czym fragment historii przyjaciółek czy też jednej z nich. Innymi słowy, czytelnik poznaje historię rzutami – to teraźniejszą, to związaną z ich przeszłością, to o jednej, to o drugiej i powoli odsłania się cały obraz.
„Stare Znajome. Deklaracja, że bez względu na to, kto zjawi się w ich życiu, czy w przyszłym roku, czy później, w szkole średniej, ktoś nowy i ciekawszy, może nawet stanie się kumpelą na całe życie, nie będzie jednak należeć do Starych Znajomych. […] Ale podobało im się, ja to brzmi. […] Dzięki temu zgadzały się całą piątką, to po prostu fakt. I coś ich własnego, na zawsze.”
Redel udało się podejść do tematu umierania w zaskakująco niepesymistyczny sposób. Prawie nigdy nie zdarza jej się popaść w dramatyczny ton, głównie skupia się na tych optymistycznych aspektach życia, na sile przyjaźni i na czerpaniu z życia tyle, ile się da. Jak na fakt, że jedna z głównych bohaterek odmawia walki o dalsze życie, niezwykłe jest to, że właśnie taka, a nie inna płynie wymowa z „Przed wszystkim”.
To i przyjaźń. Silna, wbrew i pomimo wszystkiego, nie zważająca na problemy, zawirowania losu i życia. To przyjaciółki wysuwają się na pierwszy plan, to przede wszystkim one, a nie rodzina [ta także, ale nie w takim stopniu, co czwórka kobiet] wspierają Annę w jej ostatnich dniach, to one wiedzą o sobie wszystko, często będąc sobie bliższymi niż rodzina. Redel kreuje wizerunek przyjaźni jako najważniejszego i najsilniejszego związku pomiędzy ludźmi. Mocniejszą niż cokolwiek innego. I jest to piękna wizja.
„Przed wszystkim” to ciekawa i dobrze napisana powieść o piątce przyjaciółek. Emocjonalna i chwytająca za serce, wzruszająca swoją siłą i optymizmem, a wieńcząca to wszystko ciekawą i nietypową konstrukcją.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?