Ewa Cielesz "Szepty stepowe"
Ewa Cielesz "Szepty stepowe" Wyd. Axismundi

REKLAMA
Z miłości do Dymitra Jagoda postanawia odwiedzić z nim jego rodzinne strony – odległe, mongolskie stepy. Zamiast pogodnego powitania i szczęśliwych chwil z ukochanym, zostaje wplątana w rodzinne spory sprzed lat, przepychanki między braćmi i worek tajemnic, którymi Dymitr nie chce się z nią podzielić.
Jagoda zaczyna więc być nieco przytłoczona i przerażona zastaną sytuacją. Dymitr staje się coraz bardziej małomówny i brutalny, a zakochana w nim dziewczyna uświadamia sobie coraz mocniej, jak niewiele o nim wie. Do tego obca kultura i obcy język, ciągłe poczucie obcości i mimowolnego wykluczenia ze społeczności – cała ta mieszanina sprawia, że Jagoda ma poczucie, że tu nie pasuje i potęguje jej chęć powrotu.
„Szepty stepowe” to kontynuacja „Słońce umiera i tańczy”, historii Jagody – krakowskiej artystki i Dymitra – ulicznego muzyka. Z rozpędu rozpoczyna się tam, gdzie skończył się tom pierwsze – a zatem na wyjeździe do Mongolii. Ponownie czytelnik obserwuje losy bohaterów z perspektywy Jagody.
I to była dobra decyzja. Po pierwsze – nie każe Ewie Cielesz wykazywać się ogromną wiedzą o Mongolii. Jasne, autorka się świetnie przygotowała do książki, czuć to poprzez lekturę, ale czym innym jest opowiadać o nieznanym ci świecie z perspektywy bohatera, który się w takowym wychował, a czym innym z perspektywy osoby, która ten świat dopiero poznaje. W pierwszym przypadku łatwiej całość spaprać – albo poprzez zarzucenie czytelnika zbyt wielką ilością informacji, albo poprzez niedoinformowanie go. W drugim jest łatwiej – i też często znacznie ciekawiej. Tak więc czytelnik poznaje Mongolię oczyma osoby obcej – wyłapującej te wszystkie niuanse pomiędzy dwiema kulturami, która odkrywa te różnice, uświadamia sobie jak niewiele w sumie wie o świecie, o sobie, o człowieku, który powinien być jej bliższy.
Dobrym pomysłem też było rzucenie Jagody w kolejne sytuacje graniczne i przerzucając ją po obcych krainach, pozwalając poznać zarówno kraj, jak i bohaterów z różnych stron. Trudno powiedzieć coś więcej, by za wiele nie zdradzić, ale przygody Jagody pochłaniają i potrafią zainteresować czytelnika.
Do tego wszystkiego świetnie zarysowana relacja między Dymitrem i Jagodą. Autorce udało się nie wpaść w złe tory, nie przesłodziła ich związku i co ważniejsze – nie usprawiedliwia Dymitra i nie każe czytelnikowi uwierzyć, że to takie romantyczne i że te wszystkie negatywne emocje to tak naprawdę wielka miłość. Słowem, wielkie podziękowania należą się Ewie Cielesz za to, że nie próbowała wmówić czytelnikowi, że szkodliwe relacje są czymś wielce romantycznym.
„Szepty stepowe” są lepsze od tomu pierwszego, podnoszą poprzeczkę Ewie Cielesz i sprawiają, że z jeszcze większą niecierpliwością będę wyczekiwać jej kolejnych powieści.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?