
REKLAMA
„Wagina. (…)Wypowiadam je na głos, bo wierzę, że nie widzimy, nie uznajemy, nie pamiętamy tego, o czym nie mówimy. To, o czym nie mówimy, staje się wielką tajemnicą, a tajemnice mają to do siebie, że często wywołują wstyd, strach, kreują mity. Wypowiadam je na głos, bo chcę kiedyś wymawiać je z pewnością w głosie i w sercu, a nie z zażenowaniem i poczuciem winy.”
„Monologi waginy” zrobiły na świecie ogromną karierę, mocno przyczyniając się do przemian społecznych i prawnych w stosunku do traktowania kobiet. Nawet jeśli nie kojarzy się samego przedstawienia teatralnego, to z pewnością słyszało się o efektach ich działań – wystosowaniu przez Japonię przeprosin do „pocieszycielek” z czasów II Wojny Światowej czy zmianie prawa w Borneo – bądź o corocznym happeningu w ramach One Billion Rising – zbiorowym tańczeniu kobiet w Walentynki, co ma wyrazić ich sprzeciw wobec przemocy i kultury gwałtu.
W przedmowie do książki Eve Ensler wspomina o wstydzie związanego z tematyką poruszaną przez „Monologi waginy”. Coś w tym jest – książkę czytałam w tramwaju i za każdym razem, gdy ktoś dostrzegł okładkę, robił głupią minę, zaczynał szeptać po cichu lub rzucał mi złowrogie spojrzenie mówiące jasno, że powinnam się wstydzić, że po takie bezeceństwa sięgam. Jakoś społeczeństwo jeszcze się nie przyzwyczaiło do rozmawiania o kobietach, o ich potrzebach – nie przygotowuje do tego zazwyczaj ani kultura, ani rodzice, ani szkoła. Temat zamiatany jest pod dywan lub poruszany na tyle niezgrabnie, że trudno tu mówić o jakimkolwiek porządnym przygotowaniu do rozmowy.
A jest o czym rozmawiać. „Monologi waginy” czyli przedstawienie teatralne oparte o rozmowy z ponad dwustoma kobietami, opowiada o codzienności pełnej przemocy, nieustannych upokorzeń, niewiedzy i niezrozumienia. Kobiet odkrywających swoją seksualność, często nierozumiejące przy tym, co się z nimi dzieje, słyszące zewsząd, że powinny być karne, posłuszne, spełniać oczekiwania innych, realizując oczekiwania rodziny i męża. Kobiet słyszących, że nie mają prawa żądać czegokolwiek dla siebie, że muszą przekładać pragnienia innych ponad swoje.
„Monologi waginy” są więc silnym głosem kobiet – opowiadających o doświadczeniach gwałtu, przemocy domowej ze strony rodziców, męża, o obrzezaniu, molestowaniu i uprzedmiotawianiu. Kobiet z Ameryki, Japonii, Filipin, z całego świata – z różnych krajów i kultur, młodych, starych, których przeżycia są jednocześnie tak różne i tak niepokojąco podobne. Nieważne skąd się jest, gdzie się wychowało i kim się jest – prawdopodobieństwo stania się ofiarą tylko z powodu bycia kobietą, jest równie wysokie.
Statystyki są nieubłagalne – co trzecia kobieta padła lub padnie ofiarą przemocy. „Monologi waginy” nie uzdrowią świata, są bardziej wyrazem bezsilnej wściekłości z powodu tego, co trafia spotyka miliony kobiet codziennie. Ten głos jest coraz bardziej słyszalny, zmienia świat kawałek po kawałku, ale codzienność po #metoo pokazuje, że jeszcze długa droga przed nim i jeszcze wiele wściekłych przemów przed nim. Ale warto – co udowadnia, jak wiele już się zmieniło na lepsze.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
