Sana Krasikov
Patrioci
Sana Krasikov Patrioci Wydawnictwo WAB

No, kochani pisarze i publicyści…. Myślicie, że jesteście tacy dobrzy? Drżyjcie, nieszczęśni, Sana Krasikov książką „Patrioci” ustawiła poprzeczkę bardzo, oj bardzo wysoko.

REKLAMA
Kiedy skończyłem ostatnią stronę tej książki poczułem bezradność. Jak jednym zdaniem określić czym jest ta książka? Jeśli napiszę, że to wielopokoleniowa, wielonarodowa i międzykontynentalna opowieść, zawierająca zarówno zapomniane epizody historii XX wieku, romans w warunkach dyktatury i wojny saga rodzinna, w której obok tęsknoty, wyalienowania czy próby odkupienia win w gułagu, to otrzymam trochę przydługa charakterystykę, ale cóż, Sany Krasikov nie sposób zaszufladkować jednym tylko zdaniem.
Zacznijmy jednak od początku. Ameryka ostatnich miesięcy wielkiego kryzysu. Młoda dziewczyna z Brooklynu płynie do Europy. Florence Fein, bowiem o niej jest mowa, planuje dotrzeć do Magnitogorska, gdzie czeka na nią, jak jej się wydaje, miłość jej życia, u boku której będzie budować krainę powszechnego szczęścia. Mimo, że ideał zderzył się boleśnie z twardą rzeczywistością, dziewczyna nie opuszcza państwa rządzonego twardą ręką Stalina. Jeszcze nie wie, że za kilka lat jej idealizm zostanie poddany znacznie gorszej próbie. Aresztowanie, śledztwo, gorzki smak zdrady i wreszcie gułag. Bardzo dużo jak na młodą kobietę, prawda? Wszak jej los wyleczyłby z komunizmu najtwardszego mężczyznę, a jednak ona pozostaje wierna idei. Dlaczego? Na to pytanie próbuje znaleźć odpowiedź jej syn. Julian, bo o nim mowa, rusza do putinowskiej Rosji by ściągnąć syna, który próbuje sił na lokalnym rynku biznesowym, a także by dotrzeć do akt matki, w których ma nadzieję znaleźć odpowiedzi na stawiane sobie pytania. Czy nie powinien bać się tego, że znajdzie odpowiedzi?
Radziecka, biurokratyczna rzeczywistość lat trzydziestych i powszechna korupcja pierwszych lat XXI wieku. Rosja dalej jest strefą wolną od logiki. Tylko w Rosji są ludzie odkrywający problemy, których rozwiązaniem są oni sami. I nieważne czy mówimy o funkcjonariuszu Komsomołu, czy niższego szczebla kierowniku spółki naftowej. Wiele się zmieniło na świecie po upadku komunizmu, jednak w Rosji ludzie pozostali tacy sami. I problem nie tkwi w braku dekomunizacji, XX wiek ukształtował człowieka bezwolnego. W Rosji nie warto walczyć z rzeczami, których i tak nikt nie chce zmienić. Tylko w Rosji nadal ludzie posługują się wyświechtanymi frazesami, które mają zastąpić samodzielne myślenie. Niebezpieczeństwo tkwi jednak w tym, że zasada ta zaczyna być bardzo kusząca nie tylko dla rządzących, ale i dla zwykłych ludzi, a na odrzucenie jej może już być za późno.
W tym ostatnim chciałbym się jednak mylić.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?