
Takie rzeczy zdarzają się innym. To zdanie zostało użyte przez węgierskiego wydawcy Rozwodu w Budzie. Zmuszają one do refleksji, czy na pewno pewne rzeczy zdarzają się innym, czy możemy być pewni samego siebie, ludzi, których kochamy, czy naszego życia. Życie potrafi płatać figle w najmniej spodziewanym momencie.
REKLAMA
Wejdźmy na chwilę w świat ludzi, których życie zostało rozplanowane jeszcze przed ich urodzeniem, ścieżka kariery wytyczona została karierą ojca i dziadka. Jednym z nich jest sędzia jednego ze stołecznych sądów. Stał się prawnikiem, bowiem takim był jego ojciec i dziad. Nasz bohater dumnie wkroczył na ścieżkę swego życia, wiodąc przewidywalne życie mieszczanina. Wygodne mieszkanie na Zamkowej Górze, żona, dzieci, odpowiedzialna praca, kawiarnie, słowem codzienność równie nudna, co nieprzewidywalna. Pewnego dnia jednak nasz bohater postawiony zostaje w sytuacji, która każe mu przewartościować swoje życie i zastanowić się nad pytaniami o miłość, sens życia, o szczęście.
Oj, nie, drogi czytelniku. Tytułowy rozwód nie dotyczy naszego bohatera. Wprawdzie jego dość fanatyczny katolicyzm nie przeszkadza mu udzielać rozwodów, ale przecież rozwody dotyczą innych. Ten tytułowy rozwód ma być udzielony właśnie przez naszego bohatera, jednak do nego nie dochodzi, co ma oczywiście związek z rozmową, jaka zostanie przeprowadzona w przeddzień rozprawy. Rozmowa dwójki mieszczan, z których jeden uczynił coś niespotykanego, coś, czego normalny człowiek nie robi. Ta rozmowa, a raczej monolog, zawiera kwintesencję miłości, zazdrości i rozpaczy i jest przede rozpaczliwym wołaniem o zrozumienie, które jest przecież wyrazem akceptacji, empatii, ludzkiej solidarności w bólu i cierpieniu. Więcej nie sposób napisać, bez zdradzenia treści rozmowy, muszę jednak napisać, że ta płynąca wolno fabuła, jest nadal aktualna dziś i możemy polecić ją szczególnie tym, którzy myślą, że zaplanowali swoje życie.
