
Arystokrata, malarz, pisarz, major wojska polskiego, kawaler najwyższych odznaczeń państwowych, więzień Starobielska, współtwórca paryskiej Kultury. Józef Czapski. Malarz zapomniany.
REKLAMA
Drodzy historycy sztuki, znawcy malarstwa, grzejący stołki na polskich uczelniach. To do was kieruję pierwsze słowa tej krótkiej notki. Nie jest wam wstyd, że oto pierwsza, kompleksowa biografia wybitnego polskiego intelektualisty i artysty malarza wyszła spod amerykańskiego pióra? Że książka, która powinna być owocem waszej pracy powstała w wyniku przypadkowej fascynacji osobą Józefa Czapskiego?
Eric Carpeles we wstępie do swej książki napisał, że z osobą Józefa Czapskiego zetknął się zupełnie przypadkiem. Jednego dnia nie słyszał o jego istnieniu, by następnego być nim zafascynowany. Tak właśnie rodzą się prawdziwe miłości, o czym świadczy ta książka. Bowiem Carpeles wykonał pracę godną tytanów. Sam będąc malarzem i pisarzem jednocześnie, patrzył na Czapskiego jak na kolegę, szukając w nim podobieństw do samego siebie. To tylko pozornie ułatwia pracę, bowiem biografie wybitnych malarzy, poza malarzami czytają również zwykli ludzie. Poza tym docelowym czytelnikiem książki Karpelesa miał być przeciętny Amerykanin, toteż książka zawierać musiała również uproszczony zarys historii Polski, który być może nużyć będzie naszego czytelnika, niemniej jednak pozwalający na uzmysłowienie sobie, jak postrzegane są nasze dzieje przez obce nacje.
Nie będę tu streszczać biografii Czapskiego. Zainteresowani sięgną po nią sami, lub choćby z lenistwa wyświetlą hasło w wikipedii. Skupię się na samej książce. Karpeles swoją fascynację narzuca czytelnikowi. Ponad pięćdziesiąt ilustracji pozwala nam na przeanalizowanie jego drogi twórczej o lat trzydziestych po schyłek życia. Z przedstawionych w książce obrazów jasno wynika, że malarstwo było dla Czapskiego sposobem na przedstawianie własnej wizji świata, sposobu jego postrzegania. Oko malarza było swoistą soczewką fotografika, dokumentującego obserwowaną rzeczywistość. Nieco rozmazane spojrzenie, właściwe krótkowidzom lub ludziom dogłębnie wzruszonym, towarzyszy prawie wszystkim prezentowanym obrazom. Wydawać by się mogło, że dla Czapskiego prawdziwy świat jest tak mało interesujący, za bardzo realny, że potrzebne jest inne, mniej dokądże spojrzenie. No właśnie…. Skupiłem się na malarstwie, zupełnie jak Karpeles, wszak dla niegoCzapski-malarz jest najważniejszy. A może właśnie Autor ma rację. Wszak na dzisiejszą rzeczywistość najlepszym remedium będzie chyba sztuka. Jedno jest jednak pewne. Po lekturze tej książki dla nikogo z nas Czapski nie będzie obojętny.
