
Korfu. Górzysta wyspa grecka niedaleko wybrzeża Albanii. To tutaj, przez kilka lat, mieszkała bogata i nieco ekscentryczna rodzina Durrellów. To tu, późniejszy pisarz i zoolog, Gerald Durrell zapałał miłością do zwierząt. Lata te opisuje w trzytomowej, autobiograficznej książce.
REKLAMA
Przede wszystkim, zacny Czytelniku, jeśli nie lubisz angielskiego humoru i narracji, która z jednej strony dostarcza rozrywki, z drugiej zaś przemyca wiedzę, po którą pewnie byś ni sięgnął, nie bierz tej książki. Uznasz ją za nudną i pewnie tylko zmęczy Cię jej lektura. Angielski humor, wypowiadany z poważną twarzą, przy relacjonowaniu najbardziej błahych wydarzeń, humor nie szydzący, ale uwypuklający te drobne wady, z tym charakterystycznym ciepłem, jakie może emanować od najbliższego przyjaciela, jest jedyny w swoi rodzaju. Ten sam humor znajdziesz u Jerome`a czy Wellsa. Tą właśnie wspaniałą narracją opisuje Durrell swoje lata spędzone na Korfu.
A jest o czym pisać. Anglik poza granicami swego kraju chce koniecznie stworzyć sobie małą ojczyznę, do której stopniowo przenosić będzie to, co zastaje w miejscu swego czasowego osiedlenia. To tworzenie malutkiej ojczyzny wydaje się być śmieszne, tym bardziej, że Durrell w humorystyczny sposób opisał starania matki, by znaleźć choćby dom z łazienką, co na Korfu w okresie międzywojennym było prawie niemożliwe. W podobnie ciepły, ale zabawny sposób, opisuje we nieco ekscentryczne rodzeństwo, nauczycieli, tych prawdziwych i tych, którzy uczyli go życia i miłości do przyrody. Jednocześnie Autor uświadamia nam, że w życiu nic nie jest ważniejsze od otaczającego nas piękna, że trzeba umieć po prostu po nie sięgnąć, wziąć je, zawładnąć nim, a nawet zabrać dla samego siebie, że trzeba umieć korzystać z dobrodziejstw świata, póki jeszcze jest tak piękny.
Jutro może być inaczej.
