Marcin Rychlik
Kręcone siekierą
9 seansów Smarzowskiego
Marcin Rychlik Kręcone siekierą 9 seansów Smarzowskiego Wydawnictwo Axis mundi

Kręcone siekierą. Sam tytuł mrozi krew, kojarząc się z koszmarem, jaki przyniósł, przynajmniej części widzom, film Wołyń. Ale alternatywny „Smarzowski od kuchni” nie odda istoty zarówno książki, jak i uczuciom, które towarzyszą oglądaniu filmów człowieka, który w mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy stara się znaleźć jasny promyk człowieczeństwa.

REKLAMA
Dziewięć filmów Smarzowskiego. Wśród nich oczywiście są : Wesele, Dom zły, Róża, Pod mocnym aniołem, Wołyń i Kler. Zaiste mocne to kino, dotykające zarówno polskich wad narodowych, zmór, które nas dławią, jak i tej cholernie ciężkiej historii. Smarzowskiego kocha się lub nienawidzi, ale nawet jego wielbiciele mają często problem z akceptacją tego, co widzą na ekranie. Piszący te słowa sam doświadczył tego uczucia opuszczając kino po filmie Wołyń. Zmierzając w stronę samochodu zastanawiał się, czy obraz wypełnił istotę rzezi wołyńskiej, wiedząc jednocześnie, że dysponuje relacjami rodzinnymi, których okropieństwa zatarłyby w pamięci każdego widza cały ten film. Nie jest to jedyny problem z tym reżyserem. Reakcje na film prowadzą do zachowań, których z pewnością reżyser by sobie nie życzył. Wołyń obudził w wielu widzach dość niskie instynkty. Prasa doniosła o kilku atakach na pracujące w Polsce Ukrainki, politycy, odrzucając polityczną poprawność, deklarowali chęć deportacji każdego, kto nie podpisze swoistej deklaracji wierności Polsce. Podobny amok towarzyszył Klerowi, po którym co bardziej radykalni widzowie wzywali do delegalizacji instytucji kościoła, zapominając o tym, ze tym wiernym, sama wiara jest wyznacznikiem norm moralnych, silniejszym od kodeksu karnego. Widocznie jednak Smarzowski kieruje swoje filmy do bardziej odpornych emocjonalnie czytelników, szkoda tylko, że zapomina zawiadamiać o tym przed seansem.
Nie jest to biografia twórcza, to raczej zbiór opowieści o tym, jak powstawały filmy Smarzowskiego, z perspektywy ludzi zaangażowanych w określony film. Dlatego czytelnik może swobodnie dobierać sobie kolejność lektury, a nawet pominąć film, który nie przypadł mu do gustu i przyznam, może niepotrzebnie, że właśnie w taki sposób podszedłem do tej książki. Szukałem jednak w opowieściach i anegdotkach odpowiedzi na podstawowe pytanie : dlaczego reżyser coraz bardziej zwiększa kaliber tematyczny, dlaczego interesuje go ta zwierzęca strona natury ludzkiej, o ile oczywiście, po samym filmie nie zwątpimy w to, iż człowiek brzmi dumnie. W tym zwątpieniu w człowieczeństwo jest jednak metoda, w której reżyser poszukuje jasnych cech. Nie ma bowiem zła absolutnego, ani absolutnego dobra. Jeśli zobaczymy kryształowo czystą istotę, uciekajmy, bowiem zdolna jest do największego okrucieństwa. Zupełnie inaczej jest, gdy zobaczymy pozorne zło absolutne. Tu możemy doszukiwać się dobra.
I takie oto wnioski płyną z tej lektury.