
Dziś kolejna historia Waszego chorowania. Jednocześnie przypominamy, że jeśli chcecie podzielić się Waszą historią to ślijcie je - wraz ze zdjęciem - na adres: m.kotarba@3majmysierazem.pl Będziemy je sukcesywnie publikować tutaj na blogu!
REKLAMA
Aleksandra i Toczeń
Moja historia zaczyna się około 10 października 2013 roku. Ogólnie zawsze miałam problemy z "tymi" chorobami. Gdy miałam 17 lat strasznie spuchły mi nogi i zesztywniały wszystkie stawy, dostałam nawet wybroczyn okazało się że to Plamica Schonleina-Henocha. Oczywiście nikt o tym w mojej rodzinie nie miał zielonego pojęcia. W 2010 roku stan zdrowia znowu mi się pogorszył. Miałam bóle stawów, już takie że nie mogłam chodzić, ani ruszać rękoma. Wylądowałam w szpitalu reumatologicznym w Sopocie. Tam spędziłam prawie dwa tygodnie i czułam się jak królik doświadczalny. Diagnoza: Zespół Sjogrena. Przyszedł rok 2013 i to był najgorszy rok w moim życiu. W październiku czułam się wykończona, opuchnięta, nie mogłam oddychać, ledwo wchodziłam po schodach, brzuch miałam jak w dziewiątym miesiącu ciąży… Wybrałam się do lekarza. Lekarz wykonujący USG był przerażony. Dostałam skierowanie do szpitala, w którym spędziłam dwa dni i dalej nie widziałam, co mi może być… Karetką zostałam wysłana do Akademii do Gdańska. Tam usłyszałam kolejna diagnozę: Toczeń układowy. Miałam wodę w opłucnej, opadnięte płuco, wodę w osierdziu i wodobrzusze, anemię normocytarną i ostra biegunkę... Na stole operacyjnym siedziałam pierwszy raz w życiu i mam nadzieję że ostatni. W miejscowym znieczuleniu wykonano "wysysanie" wody z płuc, a potem już "zasnełam" i obudziłam się z wielką rura wystająca mi z klatki piersiowe… To się ładnie nazywało: drenaż osierdzia. Leżałam dwa tygodnie zrobiono mi wszystkie badania, łącznie z biopsjami szpiku oraz nerek. Średnio co dwa tygodnie odwiedzałam Akademię i ciągle pojawiały się… nowe niespodzianki, np. w 14 dni schudłam 14 kilo – nie wiedzieć czemu!!! Co chwilę miałam bakterie w moczu... i takie tam.
Na chwilę obecną mój toczeń "śpi" i mam nadzieję że się nie obudzi tak szybko. Przylepiło się jeszcze do mnie Hashimoto. Mam jednak ogromne wsparcie w całej rodzinie. Zmieniłam nastawienie do życia, każdy dzień traktuje wyjątkowo. Nie lubię tylko gdy bolą stawy, bo wtedy „załapuję doła”, że czemu ja??? Tata powiedział mi, że ja „ponieważ nikt inny nie byłby w stanie tyle znieść.” :) Dziennie połykam 12,5 tabletki. Jestem pod stałą kontrolą lekarzy i mam najukochańsza Panią reumatolog pod słońcem z którą mam nawet kontakt na fb :) Bardzo bym chciałam wszystkim Motylkom życzyć dużo pogody ducha i 3-majmy się razem!!!
