O autorze
„Rinke za kratami” to książka oraz serial dokumentalny, w których Rinke Rooyens odkrywa życie codzienne w Zakładzie Karnym w Krzywańcu, niedaleko Zielonej Góry. Producent i reżyser największych telewizyjnych hitów rozrywkowych („Taniec z gwiazdami”, „Voice of Poland”, „Świat się kręci”, „Jak oni śpiewają”, „Kocham Cię, Polsko!”, „Top Model”) przez miesiąc śledził z kamerą pracę funkcjonariuszy oraz towarzyszył osadzonym, którzy podzielili się z nim swoimi historiami, rozterkami, emocjami. To debiut Rinke Rooyensa w projekcie o tematyce społecznej, a także pierwszy program, w którym wcielił się w rolę prowadzącego. Premiera książki oraz serialu dokumentalnego odbędzie się już 9 września.

"Rinke za kratami" - Dzień trzeci

Rinke za kratami


DZIEŃ 3

(…)

W Alcatraz zbliżała się pora obiadu. A ja wszedłem na oddział, w którym karę odsiadywał Tomasz. To on na wczorajszej próbie grał na harmonijce. Zauważyłem, że kiedy tylko przykładał instrument do ust, zamykał oczy. Jego rysy stawały się bardziej delikatne, a on odpływał. Nie był już w sali prób ani w więzieniu, tylko gdzieś w swoim wewnętrznym świecie. Wczoraj dowiedziałem się, że harmonijka, na której grał, nie działała dobrze. Zamówiłem w sklepie muzycznym w Zielonej Górze nowszy model. I teraz chciałem mu ją podarować. Kiedy oddziałowy wprowadził nas do celi, Tomek miał na sobie biały fartuch.

– Dlaczego jesteś tak ubrany? – zapytałem.
– Jestem kalifaktorem.
– Co to znaczy?
– Tak nazywa się ten, kto w więzieniu rozdaje posiłki – usłyszałem.
Tomek nie zaprosił nas, żebyśmy usiedli. Zdawało mi się, że nie jest zbyt zadowolony z naszej wizyty.
– Ile już siedzisz?
– Dwanaście lat.
– A ile ci jeszcze zostało?
– Też 12. Jestem w połowie wyroku. W tym roku skończyłem 30 lat – odpowiedział. I znowu milczenie. – Zaskoczyliście mnie. Myślałem, że będziemy raczej rozmawiać tylko na próbach, przy innych chłopakach – powiedział.


Kiedy dowiedział się, że chciałbym tylko zapytać o muzykę, trochę złagodniał. Opowiadał, że kilka lat temu siedział w celi z kolegą, który miał harmonijkę i próbował nauczyć się na niej grać.
– On chciał grać z nut i kompletnie mu to nie wychodziło. W końcu się zniechęcił. I wtedy poprosiłem go, żeby mi tę harmonijkę pożyczył, skoro mu się znudziła. Zacząłem grać na czuja, ze słuchu. I po kilku dniach już coś tam umiałem, jakąś łatwą melodię. Wtedy zacząłem się w to wkręcać coraz bardziej.


Tomek przyznał, że nigdy nie słuchał bluesa ani jazzu. Dopiero kilka dni temu w TVP Kultura obejrzał program Legendy jazzu i nasłuchał się o początkach kariery wielkich muzyków.
– Kiedy zaczynam grać, to jest tak, jakbym wchodził do innego świata. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Po prostu wszystko wokół mnie zaczyna się zmieniać. Sam nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Ale najdziwniejsze jest to, że ten sam utwór za każdym razem gram inaczej niż poprzednio. Niezależnie od tego, ile razy bym ćwiczył, za każdym razem jest inaczej. Może dlatego granie mnie w ogóle nie nudzi. Tylko teraz martwię się, bo moja harmonijka coś nawala.


– Mam coś dla ciebie. – Podałem Tomkowi pudełko z nowym instrumentem. Otwierał je z namaszczeniem.
– Dziękuję. Nie spodziewałem się. Naprawdę dziękuję.
– Zagrasz coś? – poprosiłem. Miło było patrzeć, jak twarz Tomka się rozpogadza i jak znowu przenosi się on w świat swojej wyobraźni.
– O czym marzysz? – zapytałem, gdy skończył.

(…)

"Rinke za kratami", Wydawnictwo Zwierciadło, 2015