
Kiedy masz zaplanowaną jazdę zapoznawczą najbardziej luksusowym modelem Lexusa, a zima właśnie postanowiła, że nie odda prymu wiośnie, zastanawiasz się co z tego wyjdzie. Tymczasem, okazało się, że właśnie taka aura pozwoliła na pełne zaprezentowanie możliwości tego modelu.
REKLAMA
Do zapoznania się z modelem otrzymaliśmy LS 500 E-Four Omotenashi z napędem na wszystkie koła. Najlepiej przybliży nam go Tomasz Bogacki, Manager Omotenashi w Lexusie Kraków „Czekaliśmy na ten – ponad 2 tonowy – model 8 lat. Nie da się go porównać do wcześniejszej generacji. Inżynierowie zmienili wszystko, zostawiając praktycznie tylko znaczek Lexusa. Posiada zupełnie nowy układ napędowy z 3,5 litrowym silnikiem V6 (417 KM), dwoma turbinami i stałym napędem na cztery koła. Produkowany w Japonii, długi na ponad 5 metrów LS ukierunkowany jest na zapewnienie komfortu nie tylko kierowcy, ale wszystkim podróżującym nim osobom.”
Wnętrze wita nas jasną kolorystyką, a nadwozie, aby ułatwić nam wejście unosi się lekko i opuszcza boczki fotela. Otula nas – tak to właściwe określenie – bardzo wygodny fotel. Nie jest ani zbyt twardy, ani za miękki. Jest taki jaki powinien być, również pod względem wielkości, jak i możliwości i zakresu regulacji. System nagłośnienia – ciągle z odtwarzaczem CD, brawo – działa doskonale. Dźwięk opływa nas z każdej strony. Może to wpływ przekazu marketingowego o zamontowanym 24-drożnym systemie audio Mark Levinson (posiada głośniki m.in. w podsufitce), ale naprawdę robi wrażenie i uszy „cieszą się” jego jakością. Tak przyjmuje nas najbogatsza wersja LS-a. „Wersja Omotenashi ukierunkowana jest na użytkowanie z prawego tylnego fotela, czyli dla wszystkich osób posiadających kierowcę. Posiada dodatkowo m.in. rozkładany fotel typu Ottoman, rozkładany podnóżek, monitory w zagłówkach przednich foteli, DVD z tyłu, czy wydłużony zakres odsunięcia fotela przedniego pasażera (do 420 mm). Warto również wspomnieć o funkcji masażu shiatsu, zwanego masażem punktowym. Ta japońska technika wywodząca się ze starożytnych chińskich masaży, sprawdza się w redukowaniu napięć powstałych w wyniku stresu i pozwala przywrócić ciału harmonię.” - tak scharakteryzował ją Tomasz Bogacki.
O tym jak bardzo LS nastawiony jest na komfort może stanowić jeszcze jeden fakt. Jeżeli wyjdziecie na chwilę z samochodu, po powrocie automatycznie i samoczynnie zwiększy się natężenie nawiewu, podgrzewanie foteli oraz kierownicy, tak aby jak najszybciej osiągnąć zadeklarowaną temperaturę. Dodatkowo robi to wykrywając kierowcę i pasażerów, tym samym kierując strumienie nawiewów tam gdzie się znajdują.
Aura na zewnątrz wzbudzała szacunek. Po południowych opadach deszczu, który przeszedł w śnieg oraz panującej minusowej temperaturze gdzieniegdzie natrafialiśmy jeszcze na lodowe placki. W takich warunkach postanowiliśmy zaufać LS-owi zostawiając go na komfortowych nastawach. Jak bardzo było ślisko przekonaliśmy się sprawdzając kamerę cofania (doskonale precyzyjna). Zaparkowaliśmy i wysiedliśmy sprawdzić jej odczyty ze stanem faktycznym i ... chyba dostalibyśmy najwyższe noty w jeździe figurowej za nie synchronicznie wykonane figury. Jak się okazało zaparkowaliśmy – sprawnie i bez żadnego kłopotu – na lodzie. Samochód okazał się bardziej przyczepny do podłoża od podeszw naszych butów.
Delikatnie posługując się pedałem przyspieszenia do naszych uszu nie dochodzą prawie żadne dźwięki. Pewnie i przyczepnie płyniemy po drodze. Jeżeli jednak potrzebujemy szybko przyspieszyć, bez praktycznie żadnego opóźnienia, LS wyrywa się do przodu, równocześnie wydając charakterystyczny dla silników V6 dźwięk. Prawie jakbyśmy podpalili beczkę prochu na której siedzieliśmy. Elastyczność naprawdę robi wrażenie, a obiecywane przyspieszenie (4,9 sekundy od 0 do 100 km/h) nie jest na wyrost.
Słowo o bezpieczeństwie. Oczywiście LS wyposażony jest we wszystkie systemy i asystentów je poprawiające. Ale nie tylko mające nam zapewnić ochronę, ale również pieszym. Mówiąc wprost, praktycznie nie da się nim przejechać osoby. Nawet jakbyśmy bardzo chcieli. Poruszając się do przodu, jeżeli wykryje pieszego sam się zatrzyma lub go ominie. Jeżeli cofamy, a ktoś znajduje się z tyłu LS-a, on nie ruszy.
Jak wyglądają ceny? Listę otwiera hybryda w wersji Elegance, która została wyceniona na 490 000 zł. Najbogatsza wersja (Omotenashi, benzynowa, którą jeździliśmy) to koszt 690 000 zł. Model wchodzi do Polski z hasłem „Arcydzieło absolutne”. Gdyby traktować je dosłownie oznaczałoby to iż jest to ostatni LS w historii Lexusa. Bo cóż może być lepszego od arcydzieła absolutnego? Miejmy jednak nadzieję, że tak nie będzie.
