Współcześnie wydawane książki (a także czasopisma i inne wydawnictwa) coraz częściej pojawiają się wyłącznie w postaci cyfrowej. Nawet jeśli wydawca decyduje się na wydanie książki papierowej - to zwykle towarzyszy jej to samo dzieło w postaci elektronicznej. To jest wygodne i nowoczesne. Pojawia się jednak problem milionów woluminów zgromadzonych w magazynach bibliotek - które dostępne są wyłącznie w formie papierowej. Co z nimi robić, żeby uchronić je przed zniszczeniem a równocześnie zapewnić do nich łatwy dostęp ze strony wszystkich użytkowników, także tych, którzy nigdy "nie splamili się" wizytą w żadnej bibliotece? Odpowiedź jest oczywista - książki te trzeba zeskanować i umieścić w bibliotece cyfrowej. O kilku wybranych zagadnieniach związanych z taką "digitalizacją" papierowych książek opowiada dzisiejszy wpis na tym blogu.

REKLAMA
Postanowiłem podzielić się z Państwem moimi spostrzeżeniami związanymi z procesem cyfryzacji zasobów bibliotek. Jest to proces, który ma miejsce tu i teraz, więc warto przyjrzeć się temu, jak proces ten przebiega i jakie będą jego przypuszczalne skutki.
Zacznę od stwierdzeń bardzo ogólnych. Rola książek w rozwoju cywilizacji jest powszechnie znana i trudna do przecenienia. Wynalazek pisma, który pozwolił utrwalać słowa i myśli w postaci nieulotnej i możliwej do przekazania innym ludziom spowodował przejście od cywilizacji słowa do cywilizacji pisma.
Dzisiaj trudno w to może uwierzyć, ale wprowadzenie pisma, które przecież poprzez utrwalanie myśli pojedynczych ludzi i całych pokoleń umożliwiło rozwój kultury i stworzyło podwaliny nauki – budziło swego czasu wątpliwości przedstawicieli kultury i nauki z epoki przed-piśmiennej. Nie poznamy oczywiście dzisiaj tych dyskusji ani tych argumentów, jakie towarzyszyły pojawianiu się różnych form pisma w kolebce naszej cywilizacji, to znaczy w obszarze krajów śródziemnomorskich, gdyż te antagonizmy sprzed tysięcy lat ukryte są już w mroku dziejów – ale można być pewnym, że dla wędrownych aojdów, którzy przez wieki przechowali w tradycji ustnej heksametry Homera, pomysł spisania Iliady musiał być obrazoburczym przejawem barbarzyństwa!
logo
Wiemy na pewno, że tak musiało być, bo znamy dokładnie z przekazów historycznych taką właśnie reakcję (na próby wprowadzania pisma) ze strony celtyckich druidów, którzy – podobnie jak aojdzi wczesnej epoki hellenistycznej - z pokolenia na pokolenie przechowywali swoją tradycję w postaci ustnych przekazów. Z zapisków Juliusza Cezara, opisującego w Commentari de Bello Galico podbój i początki romanizacji Galii i Brytanii, a potem z relacji, jakie pozostawili wczesnośredniowieczni mnisi iryjscy (Leabhar Gabhála Éireann), wyłania się obraz walki starego z nowym zadziwiająco podobny do niepokojów dręczących współczesnych kontestatorów bibliotek cyfrowych!
logo
Druidzi pielęgnowali ustny przekaz informacji i byli w tym mistrzami!
Druidzi twierdzili bowiem, że wprowadzenie i rozpowszechnienie pisma ogłupi ludzi, ponieważ mając możliwość utrwalania wiadomości za pomocą pisma nie będą oni już mieli motywacji do tego, by kształcić swoją pamięć. Takie zubożenie ćwiczeń umysłu i pamięci miało (zdaniem celtyckich kapłanów) spowodować cofnięcie ich kultury i cywilizacji do czasów barbarzyństwa. Jak wiadomo rzeczywisty efekt wprowadzenia pisma był dokładnie przeciwny do obrazu, jaki wyłaniał się z tych fobii, ale pewna szkoda jednak się stała – mianowicie właśnie te nie przeniesione do dokumentów pisanych wierzenia druidów rzeczywiście rozpłynęły się w pomroce dziejów.
Godna uwagi jest też analiza zjawisk kulturowych i cywilizacyjnych, których przyczyną był epokowy wynalazek druku, dokonany około 1430 roku przez Johannesa Gensfleisch zum Gutenberg. Wynalazek ten, będący bez wątpienia jednym z fundamentów współczesnej cywilizacji, wywołuje obecnie entuzjazm większości ludzi chcących obcować z kulturą, jednak w czasach współczesnych Gutenbergowi oceniany był przez elity intelektualne jako krok wstecz! Zastąpienie ręcznie pisanych i pięknie zdobionych ksiąg przez masowe wyroby techniki drukarskiej miało spowodować (zdaniem przeciwników druku) brak poszanowania dla książek. Zdaniem zwolenników starego porządku, na skutek tego że książki staną się zbyt tanie i nie będą wystarczająco piękne, przestaną być przez ludzi szanowane, zaś to mogłoby się przenieść (według ich opinii) na zbyt lekki stosunek do zawartych w tych księgach treści (w tamtych czasach – głównie religijnych).
logo
Dzisiaj mamy na ten temat uformowany pogląd, wynikający z obserwacji licznych pozytywnych skutków masowego obcowania ze słowem drukowanym, jednak w XV wieku przewaga tych pozytywnych efektów wcale nie była taka oczywista...
W dobie kosztownych, ręcznie przepisywanych ksiąg, było ich niewiele i były trudno dostępne. Dlatego na uniwersytetach i w kościołach żądni wiedzy uczniowie gromadzili się wokół profesora lub lektora, który odczytując na głos księgę i komentując jej treści stwarzał przesłanki do zbiorowego obcowania z odczytywanymi informacjami. Takie zbiorowo przyswajane książkowe informacje łatwiej było przekształcać w wiadomości (będące wypadkową informacji jako takiej oraz jej interpretacji przez lektora), a następnie na podstawie wiadomości łatwiej było zdobywać wiedzę (która jest zawsze czymś więcej, niż tylko prostą sumą wiadomości). Co więcej, potem skuteczniej można było na fundamencie tej wiedzy budować mądrość.
Dzisiaj mamy dostęp do bardzo wielu informacji, kto jednak zadaje sobie trud, by wydobyć z nich wiedzę i kogo stać na to, by osiągać mądrość?
logo
Co do joty sprawdza się także prognoza mówiąca, że udostępnienie wszystkim ludziom tanich i łatwo dostępnych źródeł informacji spowoduje – obok rozwoju nauki i wiedzy - upadek autorytetów a także przyczyni się do powstania pseudonauki. Biorąc pod uwagę to, jak wiele bezwartościowych (lub nawet szkodliwych) książek wydrukowano w ciągu ostatnich pięciuset lat – naprawdę trudno nie przyznać krytykom Gutenberga odrobiny racji...
Wspominając przywołane wyżej okoliczności historyczne, towarzyszące dziejowym przemianom cywilizacyjnym o podobnej skali i o podobnym znaczeniu, jak obecna internetyzacja, dostrzegamy więc, że w każdym z tych przypadków krytycy mieli na swój sposób rację, chociaż widzieli problemy jednostronnie, a zwłaszcza nie doceniali ich drugiej, ważniejszej strony – niewidocznej jednak dla nich z powodu braku odpowiedniej perspektywy. Wynalazek pisma rzeczywiście spowodował wprawdzie, że nasza indywidualna pamięć (poszczególnych ludzi) nie jest wystarczająco ćwiczona, jednak mogliśmy dzięki temu (jako ludzkość) w sposób trwały zgromadzić w naszych bibliotekach zasoby wiedzy miliony razy przekraczające pojemność pamięci nawet najlepiej wyćwiczonego człowieka. Wynalazek druku rzeczywiście spowodował, że słowo pisane dotarło do wszystkich i bywa nader często odczytywane bez należytej uwagi, ale dał nam też owo nieprzebrane bogactwo nowych myśli, idei i doznań, dostępnych dla każdego czytającego człowieka. Za każdym razem, na każdym rozdrożu cywilizacji, coś traciliśmy – by zyskać coś. Trwałość pisma stanowi większą wartość, niż ćwiczenie pamięci. Verba volant, scripta manent. Ileż skarbów ludzkiej myśli uleciało bezpowrotnie, bo ich nie zapisano, a pamięć okazała się nietrwała, ale też ile myśli nawet pochodzących z odległych stuleci może nas dzisiaj wzruszać pięknem albo zachwycać mądrością – bo w momencie, gdy powstały, pismo już było znane. Podobnie korzyści, jakie wywołała „proliferacja” tanich drukowanych książek - tysiąckrotnie zrekompensowały ewentualne straty, związane z niezbyt pieczołowitym odczytywaniem dzieł klasyków.
Dzisiaj wyzwaniem chwili jest przeniesienie treści papierowych książek do Internetu. Byłem "od zawsze" zwolennikiem takich działań.
logo
logo
Wspierałem również bardzo intensywnie projekt tak zwanej Polskiej Biblioteki Internetowej (PBI):
logo
logo
Projekt ten jednak nie był rozwijany i obecnie PBI istnieje tylko w szczątkowej formie...
Piszę o tym wszystkim, bo pojawiła się oto nowa inicjatywa w zakresie cyfrowego udostępniania starych książek (naukowych) nazwana "Otwórz książkę". Wejście do tego Sezamu jest tutaj. Realizatorem jest Uniwersytet Warszawski.
logo
I znowu jako pierwsze pojawiły się tam moje książki...
logo
I na koniec jeden element futurystyczny. Miałem kiedyś pomysł, żeby skanować i zachowywać w formie cyfrowej książki usuwane z bibliotek jako przestarzałe. Takie "czyszczenie półek" jest konieczne, bo magazyny bibliotek nie są z gumy, a książek wciąż przybywa. Istnieje jednak obawa, że wyrzucając te stare książki ze wszystkich księgozbiorów niektóre z nich utracimy bezpowrotnie. Tymczasem warto je zachować - chociażby na potrzeby historyków nauki i literatury. Bardzo naturalnym sposobem jest zachowanie ich w formie elektronicznej - zasoby komputerowych pamięci są wystarczające do tego, żeby je wszystkie pomieścić. Nazwałem ten projekt "Schronisko dla bezdomnych książek". Może i ono doczeka się kiedyś realizacji?