Jakiś czas temu zamieściłem tu wpis oferujący wszystkim chętnym (za jednym kliknięciem!) dwie napisane przeze mnie książeczki dla dzieci, zatytułowane: "Bajkowe wycieczki do krainy prawdziwej nauki i techniki". W komentarzu do tego wpisu deklarowałem, że jest to oferta przeznaczona w szczególności dla humanistów. Dla tych, którzy studiują zawiłości ludzkiego ducha, ale nie zastanawiali się nigdy, jak działa lodówka. Dla myślicieli wyjaśniających przyczyny upadku imperiów, ale nie wiedzących, co powoduje upadek rowerzysty. Dla badaczy odkrywających subtelne czynniki nadające kierunek rozwojowi kultury i cywilizacji, ale ignorujących stalowe szyny wyznaczające kierunek ruchu pociągów.

REKLAMA
Ich prawo!
Na własny użytek można bowiem prawa przyrody ignorować. One i tak działają, więc samolot oderwie się od ziemi nawet wtedy, gdy wśród pasażerów nie będzie nikogo, kto by wiedział jak powstaje siła nośna działająca na skrzydła. Na własny użytek można też lekceważyć technikę, bo nie trzeba znać elektroniki żeby włączyć telewizor.
Jeśli jednak humanista, zajmujący się zawodowo kulturą, językiem, literaturą itp. ma dzieci spragnione wiedzy - to sytuacja się zmienia. Dzieci potrafią bowiem zadawać bardzo dociekliwe pytania, także na temat praw przyrody i zasad działania urządzeń technicznych, z którymi mają do czynienia na co dzień. A odpowiedzi na ich proste (pozornie!) pytania nie jest łatwo znaleźć, nawet przy bardzo zręcznym przeszukiwaniu Internetu.
Dla wspomagania takich właśnie zakłopotanych rodziców, zwłaszcza humanistów, napisałem te dwie książeczki. Anonsował je wzmiankowany wyżej wpis, zatytułowany "Wakacyjny prezent - dwie moje książeczki dla dzieci".
Reakcja na ten wpis była raczej skromna.
Trochę się tym martwiłem. Myślałem: może nikt tego nie potrzebuje? Może to wcale nie jest dobre? Może niepotrzebnie tak się trudziłem?
Bo przyznam się, że opisanie zasad fizyki tak, żeby je zrozumiało nawet dziesięcioletnie dziecko, nie jest łatwe. A jeszcze trudniejsze jest zaciekawienie dziecka naukowym tematem i utrzymanie tego zainteresowania tak długo, by wszystko udało się dokładnie wyjaśnić. Więc zanim książeczki się ukazały - każdą bajeczkę długo i z namysłem pisałem, potem wiele razy poprawiałem, wreszcie udostępniłem. I co?
I nic!
Trzy komentarze, trochę "lajków", ale ogólnie - mizerota!
Dzisiaj jednak zyskałem dowód, że te moje bajanie przyciągnęły wreszcie uwagę humanistów, z czego się bardzo cieszę.
Pojawił się bardzo miły komentarz na temat tych moich książeczek. Zamieścił go na swoim blogu prof. Bogusław Śliwerski. Jest to bardzo znany i szanowany profesor nauk humanistycznych, pedagog, więc zdecydowanie przedstawiciel tych Osób, do których chciałem dotrzeć. A w Jego wpisie znajdują się też dopiski i rysunki Jego dziewięcioletniej Córki, więc widzę, że "końcowy odbiorca" przekazywanych treści też potwierdził ich przydatność :-) .
Dziękuję za ten dowód zainteresowania - i może ktoś jeszcze coś na ten temat napisze?