
Sejm RP uchwalił, że rok 2018 będzie rokiem Ernesta Malinowskiego, bo w tym roku przypada 200. rocznica jego urodzin. Dzieło tego człowieka upamiętnia pomnik pokazany na zdjęciu powyżej. Niby nic wielkiego, pomnik jak pomnik, 7,5 metrów wysokości, ze strzegomskiego granitu... Ciekawie zaczyna być, gdy się dowiadujemy, że jest on zapewne najwyżej położonym pomnikiem na świecie! Zbudowano go bowiem na przełęczy Ticlio, w miejscu o jedenaście metrów wyższym od szczytu Mont Blanc!
REKLAMA
Czym Ernest Malinowski zasłużył na takie wyróżnienie?
Mało kto to wie - a szkoda!
We wpisie na tym blogu zatytułowanym Pociąg i życie seksualne dzikich opisałem zabawną historię o tym, jak jadąc pociągiem nazwanym właśnie "Ernest Malinowski" słuchałem wywodów wszechwiedzącego pana, który z wielką swadą opowiadał nieco zmieszanym współpasażerkom, że Malinowski badał życie seksualne ludzi zamieszkujących wyspy Pacyfiku i napisał na ten temat bardzo znaną książkę. Podekscytowanie współpasażerek doszło do szczytu, gdy opowiadający pan dodał informację (prawdziwą!), że Malinowski stosował metodę naukową, którą sam wynalazł i którą nazwał "metodą obserwacji uczestniczącej". W kontekście tematu badań nie było to nawet dwuznaczne. To było jednoznaczne!
Czy więc pomnik widoczny na zdjęciu wyżej powinniśmy kojarzyć z tym właśnie osiągnięciem naukowym Malinowskiego? Patrząc na kształt pomnika można mieć różne skojarzenia...
Jednak jak wyjaśniłem w tym moim wyżej cytowanym wpisie na blogu - nastąpiła pomyłka i wszechwiedzący pan ekscytował współpasażerki opowieściami o dokonaniach innego Malinowskiego, Bronisława Kaspra, który był sławnym antropologiem i rzeczywiście zgłębiał temat seksu wśród ludów pierwotnych.
Natomiast Ernest Malinowski dążył wzwyż, ku szczytom. I to nie sam, ale prowadząc za sobą niezliczone pociągi!
Pięknie opisano to w najnowszym numerze "Przeglądu Technicznego - Gazety Inżynierskiej", w którym obszerny artykuł redaktora Marka Bielskiego przybliża sylwetkę wybitnego inżyniera, jakim był Ernest Malinowski. Budował on w Peru, dokąd zagnała go skomplikowana polska historia z powstaniami w tle, pionierskie linie kolejowe. Zasłynął głównie tym, że był twórcą trans-andyjskiej linii kolejowej, położonej najwyżej na świecie, pod szczytami niebotycznych gór. Opisałem to osiągnięcie inżynierskie i heroiczne dokonanie w felietonie „Polak doprowadził pociąg wyżej niż latają kondory”, którego fragment zacytował red. Marek Bielski w sygnalizowanym wyżej artykule w Przeglądzie Technicznym. Dodatkowo pisałem o Malinowskim na wielkich bilbordach rozstawianych w różnych miastach (w Warszawie pod Pałacem Prezydenckim) pod hasłem „Biało-czerwona na bezdrożach”.
Świętujmy więc rok Ernesta Malinowskiego, ale wiedząc dokładnie, kim był ten nasz wielki rodak, czym się wsławił. I jaki ma wspaniały pomnik pod szczytami Andów!
