Utworzenie przez posłów pewnej partii komisji parlamentarnej, która ma na celu zwalczanie „ateizacji” w Polsce umknęło mi. Do niedawna sprawa ta zresztą nie wzbudzała większego zainteresowania ani wśród dziennikarzy, ani wśród blogerów. Może dlatego, że owa komisja, nazwana „Zespołem ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski”, powołana została z końcem marca. A jak wiadomo, po marcu przychodzi kwiecień i... prima aprilis. Wszystko jednak wskazuje na to, że nie był to niewybredny primaaprilisowy żart.
REKLAMA
Parlamentarny zespół zdaje się najbardziej doskwierać ateistom, jak świadczą artykuły, wpisy na forach i petycje umieszczane od kilkunastu godzin na portalach, które stanowią głos tegoż światopoglądu lub, jak kto woli, (a)religijności. Mniejsza z tym, że ateizm jest w gruncie rzeczy całkiem „religijny” – w końcu w i e r z y w rozum i zdrowy rozsądek – i że bywa często bardziej dogmatyczny niż niejeden nurt teologii chrześcijańskiej! Myślę mimo wszystko, że sprawa parlamentarnego zespołu godzi również w ludzi wierzących. I niekoniecznie tych deklarujących się jako „głęboko wierzących”, których zachowania niejednokrotnie pozostawiają wiele do życzenia. Godzi ona w godność zwykłego wierzącego człowieka.
Posłowie z zespołu, jak zauważył już Tadeusz Bartoś grzeszą pychą, bo brakuje im kompetencji w dziedzinie, w której chcą się wypowiadać. Grzeszą również pychą dlatego, że podejmują decyzję o tym, kto jest, a kto nie jest wierzący lub ateistą. Żeby „przeciwdziałać” czemuś, trzeba najpierw zidentyfikować wroga, czyż nie? Swoją drogą, ciekawi mnie czy polskiego muzułmanina – bo jakby nie było w „katolickiej Polsce” mamy także Polaków-Muzułmanów – nastawionego na pacyfistyczne propagowanie swojej wiary, nasi bogobojni posłowie, według znanych tylko im standardów i kryteriów, uznaliby za osobę wierzącą czy raczej za wojującego ateistę, któremu należy za wszelka cenę „przeciwdziałać”?
Posłowie z tejże komisji grzeszą również pychą dlatego, że poprzez powołanie swojego zespołu pokazują, że uznają za obowiązującą, że faworyzują, jedną tylko formę religijności. Domyślamy się z resztą, o którą formę może im chodzić. Najprawdopodobniej o tę podzielaną – jak świadczą liczby same za siebie – jedynie przez mniejszość Polaków. Ale mniejszość na tyle specyficzną, że bierze się za większość i gardzi ona wszelkimi innymi mniejszościami, a argumentu przynależenia do mniejszości używa, aby wszelką mniejszość zakneblować i zdyskredytować.
Martwi mnie także, że powołanie takiej komisji świadczy, jak dla mnie, o braku szacunku jej członków założycieli do innych form religijności - a przez to i do ludzi - niż tej, którą sobie upatrzyli. Bóg raczy wiedzieć, że w łonie samego chrześcijaństwa, również jednego Kościoła Rzymu, sposobów przeżywania wiary jest wiele! Również Kościołowi Powszechnemu, od wschodu do zachodu i od południa po północ, nie brakuje różnorodności barw i głosów. Zaczynamy powoli je widzieć oraz słyszeć też i u nas.
Podobnie jak w innych rzekomo „religijnych sprawach”, odnoszę wrażenie, że członkom Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski temat wiary i religijności jest po prostu obcy. A religia i wiara znów są wykorzystywane do innych niż do deklarowanych celów.
I czy to nie jest grzech nad grzechami...?
