O autorze
Paweł Średziński, znany również jako "Bubas" na cześć prawdziwego Bubasa, który mieszka w helskim fokarium i jest samcem foki szarej. Średzińskiego łączy z Bubasem płeć, obły kształt ciała i rosnący wraz z wiekiem brzuch. Pasjonat świata przyrody oraz uważny obserwator wzlotów i upadków Homo sapiens w tym świecie.

Moje miejsce w sieci.

W pracy opiekuje się Rają i Albertem, w czasie wolnym pomaga chronić Bałtyk

Michał na patrolu. Błękitny Patrol WWF.
"Po zachowaniu foczego szczeniaka stwierdziliśmy, że jest zdrowy i w pełni sił, co bardzo nas ucieszyło. Widziałem wtedy pierwszy raz szczenię dzikiej foki, było to niesamowite przeżycie, motywujące do dalszej pracy i uświadamiające sens mojego patrolowania" - mówi Michał Krause z Błękitnego Patrolu WWF, na co dzień pracownik oliwskiego ogrodu zoologicznego.


Michał, w twoim przypadku miłość do przyrody, jest wpisana w to co robisz. Opiekujesz się zwierzętami w oliwskim ZOO.

Otaczający mnie świat, zawsze mnie interesował. Wychowałem się na przedmieściach Gdańska i w dzieciństwie miałem bliski kontakt z przyrodą. Kiedy dorosłem, starałem się, aby moja praca związana była z moją przyrodniczą pasją. Myślałem o pracy w zoo. Po około dwóch latach moje starania zakończyły się sukcesem i zostałem opiekunem zwierząt w Oliwskim Ogrodzie Zoologicznym.


Wśród nich są również orangutany…

Moimi podopiecznymi są między innymi orangutany, o imionach Raja i Albert. Są to obecnie jedyne orangutany przebywające w zoo w Polsce. Zachwycają mnie swoją inteligencją i zachowaniem. Niestety w swoim naturalnym środowisku są bardzo zagrożone. Człowiek niszczy ich „dom”, wycinając lasy pod plantacje palm olejowych. Staram się uświadamiać zwiedzającym zoo, co każdy może zrobić, by je chronić w ich środowisku naturalnym. Bo tylko tam, w tropikalnych lasach Borneo żyją w optymalnych dla siebie warunkach.


Skąd to zainteresowanie światem zwierząt?

Tak, jak już mówiłem, trzyma mnie od dziecka. Od kiedy pracuję w zoo, to tak naprawdę nie czuję, że idę do pracy. Przez możliwość ciągłego kontaktu ze zwierzętami, moja praca jest przyjemnością.

A jak to się stało, że wstąpiłeś trzy lata temu do Patrolu WWF?

Chciałem zrobić coś więcej, poza pracą. Poszukiwałem wolontariatu, którego celem byłaby ochrona zwierząt. W lokalnej prasie przeczytałem, że jest przeprowadzana rekrutacja do Błękitnego Patrolu i postanowiłem się do niego zgłosić. Zostałem przyjęty na listę rezerwową i pojechałem na szkolenie do Stacji Morskiej w Helu. Żartuję teraz, że jak zawsze rzutem na taśmę udało mi się spełnić następne marzenie, brać czynny udział w ochronie ssaków bałtyckich, fok i morświnów. Przez nas ludzi, foki zniknęły z naszych wybrzeży i to my ludzie powinniśmy im pomóc w powrocie, do miejsc, gdzie kiedyś występowały.


Który z patroli do dziś wspominasz, jako najbardziej udany…

Najbardziej udany… Chyba ten z pierwszych miesięcy działalności Błękitnego Patrolu, gdy pojechałem z pomocą do Ani, naszej wolontariuszki z Gdańska Stogów. Przyjechałem, gdy główny jej bohater i przyczyna, powoli wracał do Bałtyku. Był to szczeniak foki szarej, pokryty szczenięcym futrem, ,,lanugo’’. Udany dla tego, bo po zachowaniu foczego szczeniaka stwierdziliśmy, że jest zdrowy i w pełni sił, co bardzo nas ucieszyło. Widziałem wtedy pierwszy raz szczenię dzikiej foki, było to niesamowite przeżycie, motywujące do dalszej pracy i uświadamiające sens mojego patrolowania.

A który był najtrudniejszy?

Najtrudniejsze były dla mnie wszystkie patrole, kiedy jechałem do martwych fok. Widok martwych zwierząt nie jest miły, szczególnie, jeśli po wstępnych oględzinach widać że zwierzak zginął z winy człowieka. Część z nich mogła zginąć w rezultacie przyłowu, czyli przypadkowego złowienia w sieci rybackie, co jest wielkim problem w ochronie ssaków bałtyckich. Jednak najbardziej tragiczne i smutne były przypadki, w których widać było celowe działanie człowieka. Niestety są ludzie, którzy potrafią niszczyć to, co najcenniejsze w ekosystemie naszego pięknego, choć niewielkiego morza.

Dziś jesteś koordynatorem grupy wolontariuszy na odcinku od Świbna do Karwi, na których odcinkach jest najbardziej potrzebne wsparcie?

Mój rejon to Karwia-Gdańsk-Świbno. Najbardziej potrzebni są wolontariusze z odcinków Karwia-Władysławowo, Władysławowo-Hel, Zatoki Puckiej i Wyspy Sobieszewskiej. Zapraszam wszystkich chętnych, którzy chcieliby pomóc w patrolowaniu tych miejsc. Każdy z nas może coś zrobić dla natury a gdy jesteśmy w grupie, to stajemy się bardziej skuteczni w ochronie tego co cenne przyrodniczo.

Ujście Wisły jest szczególnym miejscem. To tam regularnie pojawiają się foki szare, a na łachach urodziła się foka pospolita. Oprócz fok można tam jeszcze spotkać wiele innych ciekawych gatunków.

Ujście Wisły jest faktycznie szczególnym miejscem nie tylko w ochronie fok. Mieści się tam rezerwat Mewia Łacha, który jest mekką dla ornitologów. Łachy otaczające ujście Wisły stały się pierwszym po dziesiątkach lat miejscem, gdzie foki mogą w miarę spokojnie egzystować. Jak na razie jest to niestety jedyne miejsce na Polskim brzegu morza, gdzie te zwierzęta można stale obserwować. Jak wspomniałem rezerwat Mewia Łacha, to nie tylko foki, ale również dziesiątki różnych gatunków ptaków. Latem gniazdują tu ptaki siewkowate, rybitwy, mewy. Można zobaczyć tu rzadkie na naszym wybrzeżu ostrygojady. Jest to jedyne w Polsce miejsce gniazdowania rybitwy czubatej. W rezerwacie gniazdują również nurogęsi i przepięknie ubarwione ohary. Rezerwat tętni życiem cały rok. Zimą przylatują goście z północno-wschodniej Europy a nawet dalekiej Syberii. Są to lodówki ,uhle, gągoły, markaczki. Często wizytuje te miejsce bielik. A wracając do świata ssaków. W rezerwacie zadomowił się bóbr, który przywędrował tu z nurtem Wisły szukając nowych terenów do zasiedlenia. Można też spotkać, wydry, choć jest to trudniejsze niż w przypadku bobra. Ja niestety znalazłem tylko martwą wydrę jest to jednak potwierdzenie że tu bytują. Jednym słowem rezerwat Mewia Łacha jest bez wątpienia perłą Zatoki Gdańskiej, miejscem szczególnie ważnym na mapie przyrodniczej wybrzeża Bałtyku.

Problemem jest wciąż brak miejsc do rehabilitacji zwierząt. Stacja Morska pomaga morskim ssakom. A gdzie mogą trafiać ptaki i inne zwierzęta.

Niestety miejsc do rehabilitacji zwierząt faktycznie jest niewiele. Ssakami morskimi zajmuje się Stacja Morska. Swoim zasięgiem obejmuje całe wybrzeże Polski. Z ptakami i innymi zwierzętami jest dużo trudniej. Województwo pomorskie od paru miesięcy jest w dosyć dobrej sytuacji, ponieważ powstał na naszym terenie Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Ptaków i Drobnych Ssaków ,, Ostoja’’, który mieści się w Pomieczynie, w odległości około 30 kilometrów od Gdańska. Każdy, kto znajdzie zwierzaka, może tam zadzwonić pod numer 606 907 740. Jest to miejsce które może poszczycić się pierwszymi sukcesami w rehabilitacji ptaków i cały czas prężnie się rozwija.

Jak osoby, które chciałaby wstąpić do Patrolu na twoim odcinku, mogą to zrobić?

Chętnych do wstąpienia zapraszam najpierw na stronę WWF Polska, na której można dowiedzieć się więcej na temat naszej akcji, a po przemyśleniu, czy chcą i potrafią sumiennie działać na rzecz ochrony ssaków i ptaków morskich, zapraszam do kontaktu telefonicznego pod numerem 795 536 009.

Dziękuję za rozmowę.