REKLAMA
PiS dostało pierwsze poważne ostrzeżenie. Zaledwie po miesiącu autorytarnych rządów, po ponurym spektaklu bezprawia, kłamstwa, podłości, pychy i nienawiści z Kaczyńskim w roli głównej w kilku miastach odbyły się wielkie manifestacje, w których łącznie wzięło udział około 100 tysięcy ludzi. W samej Warszawie demonstrowało 60 tysięcy (ciekawe, że podległa p. Błaszczakowi policja nie podaje żadnych danych na temat frekwencji). Muszę przyznać, że te manifestacje przekroczyły najśmielszy próg moich oczekiwań i nadziei, muszę przyznać, że bardzo się bałem tego, że podobnie jak przed Sejmem i Trybunałem Konstytucyjnym i tym razem przyjdzie kilkuset dzielnych ludzi broniących Polski i demokracji w Polsce narażając się na szyderstwo i drwinę pisowskich lizusów nazywających się dziennikarzami i jeszcze obrzydliwszych (trudno to sobie wyobrazić) klakierów nazywających sie politykami. Kaczyński i jego klika byli przekonani, że żadne demonstracje im nie grożą, że społeczeństwo zmęczone i znudzone prowokowanymi przez PiS awanturami nie wystąpi w swojej masie, że nikogo nie obchodzi jakiś egzotyczny Trybunał, że wystarczy ciemny lud, który wszystko kupi przekupić ochłapami w postaci 500 złotych na dziecko (teraz okazuje się, że nie na każde i nie dla każdego), aby spokojnie wprowadzać coraz brutalniejsze autorytarne rządy. Po raz kolejny Kaczyński pokazał co sądzi o Polsce i Polakach ciężko obrażając miliony ludzi haniebnymi słowami o swoich przeciwnikach politycznych, którzy wpisują się w fatalną tradycję zdrady narodowej, "to jest jakby w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków". Z pewnością jako zdecydowany przeciwnik Kaczyńskiego uważający, że dopóki ten szkodnik i demolujący nasz kraj hipokryta w hańbie nie odejdzie z polskiej polityki nie będzie spokoju do tej kategorii "najgorszego sortu Polaków" się zaliczam. Panie Kaczyński dziadek mojego dziadka Tymoteusz Niesiołowski walczył w Powstaniu Styczniowym i był zesłany na Sybir tam też został zesłany mój dziadek ze strony mamy Bronisław Łabędzki za organizowanie strajku szkolnego w Łęczycy w 1905 roku, uciekł z Sybiru do Ameryki i powrócił z żoną (moją babcią) i dziećmi do Polski dopiero w 1920 roku, brat mojej mamy Tadeusz Łabędzki przed i w czasie wojny wybitny działacz Ruchu Narodowego został zamordowany w czasie śledztwa przez UB w 1946 roku, a mój tata bronił granic Polski w 1920 i w 1939 roku potem przez całą wojnę był w AK, a po wojnie był szykanowany przez UB, wreszcie mój brat Marek razem ze mną był w Ruchu, ROPCiO i zakładał NSZZ "Solidarność" w więzieniu spędził ponad 2 lata, a w obozie internowanych pół roku. Czy wystarczy panie Kaczyński? Zanim pan zacznie mówić o genach może pan coś powie o własnych tradycjach rodzinnych, własnych genach i do jakiego "sortu Polaków" pan należy?
Demonstracje, co do których pisowskie lizusy były przekonane, że nie mogą się udać (w tym duchu wypowiadali się między innymi takie tuzy intelektualne jak Brudziński i Karnowski) pokazały jasno, że Kaczyński i jego klika nie mają przyzwolenia na niszczenie demokracji i demolowanie Polski, na odbieranie nam z takim trudem wywalczonej wolności, z której jesteśmy dumni. To nie były demonstracje tylko w obronie Trybunału, ale przede wszystkim w obronie wolności. Przeciwnicy zaprowadzanej właśnie ponurej dyktatury potrafili się zmobilizować, pokazali swoją siłę i przede wszystkim poczuli to co budzi się co jakiś czas w Polakach doprowadzonych do wściekłości przez głupotę, pychę i podłość rządzących. Dokładnie tak jak mobilizowaliśmy się w czasach PRL-u tak teraz zmobilizowaliśmy się przeciwko pisowskim rządom. Droga do wolności jest jeszcze długa. Dzisiejszy sukces to nie koniec Kaczyńskiego i jego operetkowych manekinów udających władców Rzeczypospolitej, ale to początek końca, lub jak powiedział kiedyś Winston Churchill koniec początku. Tej siły, którą społeczeństwo dziś zobaczyło nikt nam nie odbierze. Z pewnością rządzący Polską ludzie czy raczej jeden człowiek z niczego się nie wycofa, za nic nie przeprosi, niczego nie odwoła będzie szedł do zwarcia, będzie nadal zniesławiał inaczej myślących, znajdzie dość klakierów, "ekspertów i dziennikarzy", aby powtarzać, że ma rację i tak samo jak komuniści będzie zwoływał własne wiece poparcia, uruchamiał swoją propagandę, kłamał i kręcił i kusił fałszywymi obietnicami. Ale to już nic nie da. Uruchomiony został scenariusz ulicznej konfrontacji, w obliczu ubezwłasnowolnienia Parlamentu, jedyny możliwy, który najpewniej doprowadzi do erozji i upadku tej odrażającej władzy. A jeśli ta władza niczego nie będzie w stanie zrozumieć to stanie się to równie nagle jak nagle tysiące ludzi wyszło na ulice wydawało się sennych i odległych od walki o wolność polskich miast. Jeśli ta władza niczego nie zrozumie, okaże się niereformowalna i niezdolna do stosowania reguł demokratycznych to czeka ją polski Majdan.
Demonstracje, co do których pisowskie lizusy były przekonane, że nie mogą się udać (w tym duchu wypowiadali się między innymi takie tuzy intelektualne jak Brudziński i Karnowski) pokazały jasno, że Kaczyński i jego klika nie mają przyzwolenia na niszczenie demokracji i demolowanie Polski, na odbieranie nam z takim trudem wywalczonej wolności, z której jesteśmy dumni. To nie były demonstracje tylko w obronie Trybunału, ale przede wszystkim w obronie wolności. Przeciwnicy zaprowadzanej właśnie ponurej dyktatury potrafili się zmobilizować, pokazali swoją siłę i przede wszystkim poczuli to co budzi się co jakiś czas w Polakach doprowadzonych do wściekłości przez głupotę, pychę i podłość rządzących. Dokładnie tak jak mobilizowaliśmy się w czasach PRL-u tak teraz zmobilizowaliśmy się przeciwko pisowskim rządom. Droga do wolności jest jeszcze długa. Dzisiejszy sukces to nie koniec Kaczyńskiego i jego operetkowych manekinów udających władców Rzeczypospolitej, ale to początek końca, lub jak powiedział kiedyś Winston Churchill koniec początku. Tej siły, którą społeczeństwo dziś zobaczyło nikt nam nie odbierze. Z pewnością rządzący Polską ludzie czy raczej jeden człowiek z niczego się nie wycofa, za nic nie przeprosi, niczego nie odwoła będzie szedł do zwarcia, będzie nadal zniesławiał inaczej myślących, znajdzie dość klakierów, "ekspertów i dziennikarzy", aby powtarzać, że ma rację i tak samo jak komuniści będzie zwoływał własne wiece poparcia, uruchamiał swoją propagandę, kłamał i kręcił i kusił fałszywymi obietnicami. Ale to już nic nie da. Uruchomiony został scenariusz ulicznej konfrontacji, w obliczu ubezwłasnowolnienia Parlamentu, jedyny możliwy, który najpewniej doprowadzi do erozji i upadku tej odrażającej władzy. A jeśli ta władza niczego nie będzie w stanie zrozumieć to stanie się to równie nagle jak nagle tysiące ludzi wyszło na ulice wydawało się sennych i odległych od walki o wolność polskich miast. Jeśli ta władza niczego nie zrozumie, okaże się niereformowalna i niezdolna do stosowania reguł demokratycznych to czeka ją polski Majdan.
