Od stycznia do 12 grudnia br. zmarło blisko pół miliona Polaków - podaje GUS. To o prawie sto tysięcy więcej niż w 2019 roku. Tygodniowo średnio umierało 1385 osób. Rząd umywa ręce w obawie przed utratą kruchej większości.
REKLAMA
Tylko na COVID i tylko przez dwa tygodnie grudnia zmarło 6 tysięcy ludzi. To tak, jakby w 14 dni zniknęło miasteczko Przysucha, gdzie PiS lubi organizować kongresy. Nie wiemy jeszcze dokładnie, ilu Polaków umarło wskutek braku miejsca w szpitalach. Rząd nowych łóżek covidowych nie tworzy, ale zabiera z innych oddziałów. Bywa, że chorych z koronawirusem leczą ortopedzi i ginekolodzy.
Nasz kraj znajduje się w stanie upadłości. Państwo to umowa społeczna, a rząd tą umowę rozwiązał rezygnując z odpowiedzialności i troski o obywateli. Wyłącznie po to, żeby utrzymać głosy antyszczepionkowców w Sejmie i w terenie. Zupełnie jakby nie liczył na inny elektorat. 90 proc. zmarłych to ludzie niezaszczepieni.
Brak działań to zgoda PiS na powolne wymieranie narodu. Dlaczego nie zwołano Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, by kościół silniej włączył się w promocję szczepień? Dlaczego odrzucono pomysł PSL o wypłacanie 600 zł za zaszczepienie się? Można też wzorem w Wielkiej Brytanii wysyłać do niezaszczepionych informację o dacie i umówionym miejscu spotkania. Możliwości jest wiele, ale PiS woli zajmować się Lex TVN i utrzymaniem coraz bardziej kruchej większości.
Jeśli rząd naprawdę chce zatrzymać depopulację Polski, powinien częściej słuchać własnej Rady Medycznej, rzadziej antyszczepionkowców. Powołanie Instytutu Rodziny i Demografii w niczym nie pomoże. Tu i teraz potrzebne są konkrety.
