Dziś w Polsce nikt nie sprawdza, czy procedura in vitro jest wykonywana w sposób bezpieczny, jak przechowywane są zarodki, czy są niszczone, nikt nie monitoruje tego, co się z nimi dzieje. Tymczasem zamiast prowadzić merytoryczną dyskusję nad leczeniem niepłodności tą metodą, zastanawiamy się nad tym, czy dobrymi rodzicami mogą być tylko pary pozostające w związku małżeńskim i czy zarodki mają uczucia…

REKLAMA
Na stronie Rządowego Centrum Legislacji właśnie ujawniono uwagi ministerstw dot. projektu ustawy regulującego leczenie niepłodności. Sporo z nich skupia się przede wszystkim na kwestiach ideologicznych, a jednym z pomysłów jest, żeby z procedury in vitro mogły korzystać wyłącznie pary małżeńskie. Co więcej, nie miałoby to dotyczyć jedynie przypadków, gdy para korzysta z refundacji w ramach NFZ, czyli de facto dla wszystkich par żyjących na tzw. kocią łapę, metoda in vitro byłaby zakazana.
Co prawda, uwagi te były przygotowane za czasów premierowania Donalda Tuska, jednak to właśnie teraz ujrzały światło dzienne. Niestety, bardzo często urzędnicy o konserwatywnych poglądach blokują ważne regulacje prawne, często nawet bez wiedzy swoich przełożonych. Pozostaje mieć nadzieję, że Pani Premier Ewa Kopacz dotrzyma danego słowa i doprowadzi do regulacji in vitro w Polsce, zgodnie z przesłankami medycznymi, a nie ideologią. Będę się temu bacznie przyglądać.
Procedura zapłodnienia in vitro wymaga jak najszybciej regulacji, czego oczekuje od nas Unia Europejskie i przede wszystkim bezpłodne pary. Za brak odpowiedniej ustawy grożą nam ogromne kary.