„Firmy dziecioróbstwo nie interesuje”, „taka stara i dzieci się jej zachciewa” – usłyszała Anna Tymko, pracownica Polskich Sieci Energetycznych. Kobieta, która przyznała w miejscu pracy, że starała się o zapłodnienie metodą in-vitro, przez co była na długim zwolnieniu, przybrała na wadze i była zmuszona wystąpić o zapomogę do Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych.

REKLAMA
Niedawno wszystkich zelektryzowały kuriozalne wypowiedzi senatorów podczas debaty, na której omawiano uchwaloną przez Sejm Ustawę o leczeniu niepłodności. Absurdalne tezy wygłaszane przez niektórych jej uczestników i uczestniczki, a wymierzone w pary starające się o ciążę z in-vitro ale też i w dzieci urodzone tą metodą (nazywane mordercami swych braci i sióstr) wywoływały niesmak, oburzenie, ale głównie śmiech. Niestety – piętnowanie kobiet, które zdecydowały się na in vitro to nie niesmaczny żart z sali posiedzeń komisji, ale najprawdziwsza rzeczywistość.
Pani Anna była długi czas nękana, a wreszcie zwolniona z pracy, bo zdecydowała się skorzystać z procedury in-vitro. Niewybredne komentarze współpracowników i przełożonych dotyczyły także jej wieku – pani Anna ma 42 lata. To pokazuje, na jak przykre konsekwencje nierzadko narażone są Polki, które chcą podejmować decyzje zgodnie ze swoim sumieniem.
Trudno zrozumieć, jak dalece posuwają się ludzie, którzy roszczą sobie prawo do decydowania o sumieniach innych i jak bardzo godzi to w godność i życie drugiej osoby. Panią Annę, mającą dwoje dzieci z pierwszego związku, za skorzystanie z tego prawa spotkała degradacja zawodowa, upokorzenia i na końcu zwolnienie.
Kobieta nie poddaje się i chce podjąć słuszną walkę o swoje prawa. Będę uważnie śledzić jej poczynania i z niecierpliwością czekać na decyzję sądu. Mam nadzieję, że wygra wolność wyboru i sumienia i po prostu sprawiedliwość, a pani Annie życzę odwagi i konsekwencji, bo wyrok dla niej korzystny może przyczynić się do tak oczekiwanej zmiany społecznej i zmiany w prawie.