PILNE Nurkowie odnaleźli w jeziorze ciało Piotra Staraka
O autorze
Człowiek z Krosna.

Studiował Filozofie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kolekcjoner książek, miłośnik filmu i geek internetowy. Obecnie projekt manager w agencji specjalizującej się w kampaniach marketingowych na blogach - Szeri Szeri.

Bloger, scenariopisarz, copywriter.
Specjalizuję się w dziedzinie Social Mediów, blogosfery, marketingu, gastronomii, filmu, filozofii.

Uzalezniony od kawy, Facebooka i Lagavulina.

BLOG
www.wojciechkardys.pl

FACEBOOK
https://www.facebook.com/wojciech.kardys

TWITTER
https://twitter.com/WojciechKardys

ABOUT.ME
http://about.me/wojciechkardys

NAPISZ DO MNIE
wojtek.kardys@gmail.com

Z pamiętnika grubej świni czyli jak schudłem ponad 15kilo

110 z lewej i 93 z prawej.
110 z lewej i 93 z prawej.
Znasz to uczucie gdy po paru minutach wchodzenia po schodach do swojego mieszkania (czwarte piętro, bez windy) stajesz przed drzwiami mokry jakbyś wyszedł spod prysznica?


Znasz to uczucie, kiedy w sklepie przymierzasz koszulkę rozmiar L (hej, przecież masz taki rozmiar, prawda?!) i nagle zauważasz, że nie, że jednak XL jest w SAM RAZ?

Znasz to uczucie, gdy zbiegasz ze schodów i czujesz, jak twój brzuch trzęsie się jak słabej jakości galareta?

I w końcu czy znasz to uczucie, gdy widzisz śliczną dziewczynę przy barze, która jakimś cudem siedzi przed nim sama, wystarczy podejść, powiedzieć coś żenująco słodkiego, postawić koktajl, ale nie, bo ona taka ładna a ty jesteś taki gruby i niepewny siebie...


Znasz to? Bo ja już nie.

Od początku. W styczniu tego roku ważyłem 110 kilogramów. Całe szczęście jestem wysoki, mam prawie 190 cm więc tłuszcz miał gdzie się rozłożyć. Mimo tego - STO DZIESIĘĆ KILOGRAMÓW! Ważyłem tyle, co dwie lodówki. Z kostkarką.
Miałem dwie opcje:

1. Olać to. W końcu szacuje się, że już 64 proc. mężczyzn w naszym kraju ma nadmierną masę ciała (wskaźnik BMI powyżej 25)*. W Polsce można bez problemu być grubaskiem, przecież wszyscy na około mają lekką nadwagę a jak ktoś ci zwróci uwagę to zawsze masz w zanadrzu to słynne, ''januszowe'' przysłowie - każdy ptaszek ma swój daszek - który ucina wszelaką dyskusję nad swoją tuszą.


2. Wziąć (pani Pawłowicz wybaczy, wywodzę się ze szkoły krośnieńskiej) się w końcu za siebie i przestać sobie wmawiać, że to przez geny.
Najgorzej było zacząć.
W styczniu wmawiałem sobie, że ''od poniedziałku''. W lutym rozpocząłem dietę MŻ (mniej żreć), która polegała na tym, że nic nie jadłem cały dzień, by potem na kolację pochłonąć 2 kilo ziemniaków otoczonych smażoną kiełbasą. Zbliżał się marzec i kilogramy stały w miejscu...

I tak zacząłem ćwiczyć kalistenikę - ćwiczenia z wykorzystaniem masy swojego ciała.
Podczas sesji ćwiczenia były przeróżne: burpeesy, pompki (różne style od zwykłych po diamentowe czy też dragon push-up), podciąganie, brzuszki, przysiady, podskoki, drążek i wiele, wiele innych. Praktycznie do każdego ćwiczenia było parę różnych wariantów.

W samym tygodniu rozdzieliłem sobie bieganie dłuższe (czyli około 7-12 km) na dwa, trzy razy w tygodniu (poniedziałek, środa, piątek), by przez resztę tygodnia (wtorek, czwartek, sobotę) ćwiczyć swoje na placu (w Parku Szczęśliwickim jest specjalny placyk do ćwiczeń). Niedziela odpoczynek. Przed każdym treningiem rozgrzewka (ja dodatkowo biegałem na placyk i po treningu do mieszkania - 3 do 4 kilometrów).

I tak do dzisiaj. I już nie przestanę.
Od 1 marca do 1 września schudłem 17 kilogramów (i starczy). Nawodnienie mojego ciała zwiększyłem o 50% gdyż piję dziennie około 3-4 litrów płynów dziennie. Nie wiem ile procentowo zwiększyła się masa mięśniowa - jak tylko pójdę na umówione spotkanie do dietetyka zaktualizuję status. Wróciłem do rozmiaru L (wymieniłem pół swojej garderoby), spodnie wróciły do pasa 32 (wcześniej 36).

Nie napisałem tego wpisu, by kogokolwiek skrytykować czy wyśmiać. Ja do osób otyłych podchodzę z dużą rezerwą. Może faktycznie ktoś ma ogromne stresy w pracy/życiu, nie ma czasu na sport, ktoś inny choruje, jeszcze inny odziedziczył to w genach. Poza tym, kim ja jestem, by kogokolwiek oceniać?

Byłem gruby, przyznaję się do tego. Było mi z tym źle. Miałem jednak na tyle samozaparcia, by to ''niemożliwe'' osiągnąć. Wiem co napiszecie, że brzmię jak trener motywacyjny (typu p. Grzesiak), tyle że ja w nich nie wierzę a gadki motywacyjne są dla mnie tak samo puste, jak kalorie w czekoladzie (tutaj odsyłam do tekstu Pawła Tkaczyka - Psychologia wykładów motywacyjnych)

Ja nie potrzebowałem nikogo i niczego, by coś ze sobą zrobić. Musiałem przekonać tylko jedną osobę, siebie samego. DA SIĘ!

Per aspera ad astra.
Znajdź mnie:
Twitter: @wojtekkardys
Instagram: WojtekKardys
Facebook: Wojciech Kardys

*Newsweek

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

ŚMIERĆ WOŹNIAKA-STARAKA

TYLKO W NATEMAT 0 0To oni znaleźli ciało na dnie jeziora Kisajno. "Poszukiwania trwały w dzień i w nocy"
PILNE 0 0Piotr Woźniak-Starak nie żyje. W jeziorze Kisajno odnaleziono ciało słynnego producenta

GRZEJE

0 0Miał rodzinę, pracę, a w wolnej chwili mordował. Netflix pokazał historię potwora rodem z horroru
0 0Z tego mostu psy rzucają się w przepaść. Tajemnicy Overtoun Bridge nie rozwiązano do dzisiaj

AFERA PIEBIAKA

0 0#PiebiakGate to już zbyt wiele. Zbigniewie Ziobro, czas podać się do dymisji!
0 0O co chodzi w aferze z "Emilią" i Piebiakiem? Trzy najbardziej szokujące wątki
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"