O autorze
Dobre jedzenie jest jedną z naszych pasji.

Uwielbiamy odkrywać nowe krainy smaków i zapachów, ale też cenimy sobie powroty do znanych i sprawdzonych miejsc na naszej kulinarnej mapie. Lubimy dać się zaskakiwać: niecodziennym zestawieniem smaków, ciekawymi pomysłami na podanie dania. Ale sami także eksperymentujemy, wymyślamy nowe kombinacje, mieszamy najróżniejsze składniki. Naszą ciągłą inspiracją są podróże – nie tylko te dalekie, kiedy nasze kubki smakowe spotykają się z kulinarnym dziedzictwem innych narodów. Podróże bliskie, do innego regionu, miasta, wioski, dostarczają nam okazji do odkrycia nieznanych smakołyków w lokalnych restauracjach czy wytwarzanych przez niewielkie rodzinne firmy. Kochamy targowiska i jarmarki, ich niesterylny nieład i sezonową obfitość: na nich właśnie najlepiej lubimy wymyślać, co zjemy na kolację.

Kilka lat temu stworzyliśmy markę „Spiżarnia”, dzięki której smakosze mogą popróbować tradycyjnych, oryginalnych polskich przysmaków: konfitur, soków, syropów, miodów prosto z pasieki, przetworów i rozmaitych słodkości.

Mieliśmy pewien kłopot z nazwaniem naszego stylu gotowania. Po długiej burzy mózgów zdecydowaliśmy się na nazwę www.zniejednegogarnka.pl„Z niejednego garnka”[/url], bo faktycznie z różnych garnków pochodzą nasze kulinarne inspiracje.

Zaklinamy wiosnę

Jeśli wierzyć mądrościom ludowym, a w końcu w coś, czasem wierzyć trzeba, wkroczymy niebawem w prawdziwą wiosnę. Jeszcze tylko zimni ogrodnicy, a więc św. Pankracy, św. Serwacy i św. Bonifacy, potem zimna Zośka, a 25 maja, na św. Grzegorza „…zima idzie do morza”. Może to gusła i zabobony, ale niektóre mądrości ludowe ziarno prawy mogą przecież kryć, skoro nawet meteorolodzy twierdzą, że w naszym klimacie prawdopodobieństwo ochłodzenia między 10 a 17 maja i wynosi aż 34%.


Inna sprawa, że trudno powiedzieć dlaczego akurat Pankracy, Serwacy, Bonifacy i Zofia mają tego pecha, że muszą uważać na nich działkowcy i szczęśliwi posiadacze ogrodów. Dlaczego to właśnie – jak mądrość ludowa głosi - „Pankracy, Serwacy i Bonifacy dla drzew wielcy niedobracy”, a dodatkowo sam Pankracy „…mrozem kwiat poznaczy”? Niektóre przysłowia sugerują nawet pewien element złej woli, co świętym dalibóg nie uchodzi – „jak się rozsierdzi Serwacy, to wszystko zmrozi i przeinaczy”. Nie tylko panowie święci mają się zresztą z czego tłumaczyć, bo w końcu to „na świętą Zofiję deszcz po polach bije”. Pewną okolicznością łagodzącą dla świętych może być tu fakt, że pochodzą oni z całkiem innym stref klimatycznych, zaś zbieżność poświęconym im dni z naszymi wczesnowiosennymi przymrozkami i słotami jest zupełnie przypadkowa, co lud w swych mądrościach jakby przeoczył.


Aby oddać jednak sprawiedliwość ludowym mądrościom, trzeba podkreślić, że święci owi czasem traktowani są z pewną dozą sympatii. Okazuje się bowiem, że to „święta Zofija kwiaty rozwija”, „dla świętej Zosi kłos się podnosi”, zaś „jasny dzień Pankracego przyczynia wina dobrego”. W tym ostatnim przypadku zresztą mądrość ludowa rozmija się z przekazem historycznym, bo to św. Serwacy jest patronem uprawiających winorośl, zaś św. Pankracy roztacza swą pieczę jedynie nad młodymi sadzonkami i roślinami ogrodowymi. Św. Bonifacy, czyli trzeci ogrodnik, patronuje jedynie kawalerom i nawróconym, a więc z uprawami przynajmniej oficjalnie nic wspólnego nie ma – no chyba, że ogródek uprawia akurat kawaler lub ktoś, kto tkwił w sidłach gender i błąd swój uznał.

Myśli nasze pobiegły w kierunku zimnych ogrodników i zimnej Zośki całkiem nieprzypadkowo. Próbując bowiem, między jednym a drugim deszczem, złapać trochę słońca w naszym ogrodzie, zapatrzyliśmy się na przedwcześnie rozkwitnięty różanecznik, napęczniałe już pączki klematisów, rozrastające się błyskawicznie surfinie i dumnie obnoszący swą burgundzką czerwienią klon palmowy. Może mądrości ludowe czasem sobie przeczą, ale co zrobić, jak nadejdzie prawdziwy przymrozek i wszystkie nasze rośliny zmarnieją? Choć z gruntu racjonalni i na gusła niepodatni, postanowiliśmy jakoś temu zaradzić. W spiżarni szczęśliwie znaleźliśmy sporawy słoiczek naszej domowej konfitury wiśniowej, którą zjedliśmy po obiedzie, uroniwszy odrobinę tej smakowitości na ziemię, aby (zwyczajem ludów pierwotnych) udobruchać świętych ogrodników, a także najrozmaitsze duszki i elfy oraz inne stwory w ogrodzie naszym być może pomieszkujące. Wygląda na to, że ofiara nasza została przyjęta, bo do konfitury po chwili przyleciał pokaźny chrabąszcz, a przecież – jak mądrość ludowa głosi – „dużo chrabąszczy w maju, proso będzie niby w gaju”.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...