Grupa naTemat

Górnicy na bogato. Palacz Kompanii Węglowej zarabia jak pracownik warszawskiego banku.

Plan teledysku "Jadymy na bogato" w satyrze o bogatych górnikach jest jednak sporo prawdy.
Plan teledysku "Jadymy na bogato" w satyrze o bogatych górnikach jest jednak sporo prawdy. fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Dlaczego nie warto współczuć górnikom Kompanii Węglowej? Protestują, choć żyją w matriksie, o którym przeciętny polski pracownik mógłby tylko pomarzyć. 14 pensji, choć rok ma tylko 12, gwarancja zatrudnienia do 2020 roku, pensje niemal dwukrotnie wyższe niż przeciętne, emerytura 10 lat wcześniej niż reszta zwykłych Polaków. A im ciągle mało.

Związek Zawodowy Pracowników Dołowych opublikował listę płac Kompanii Węglowej. Dane przygotowano na potrzeby GUS, czyli brutto, ale z doliczeniem, premii, Barbórki, deputatu węglowego, dodatków na komunikację i tak dalej. Ranking otwierają górnicy fedrujący na przodku w kopalni Jankowice. Zwykły robotnik otrzymuje tam 7,5 tys. miesięcznie, technik górnik lub inżynier 9,1 tys. zł. Nie mało zarabiają też pracownicy biurowi, średnio 5,4 tys. zł. Nawet palacz w elektrociepłowni to już niezła posadka - 4,7 tys. złotych miesięcznie.
Mało? To płaca porównywalna z pracownikiem ministerstwa (4,8 tys. zł) czy średniego szczebla specjalistą z warszawskiego banku (4,9 tys. zł) – wynika z Monitora Płac portalu Wynagrodzenia.pl

Poza palaczem, każdy z wymienionych pracowników zarabia więcej niż wynosi średnia pensja w powiecie warszawskim – 5 tys. zł. miesięcznie. Nie wspominając o średniej krajowej – opublikowana w kwietniu przez GUS płaca brutto choć najwyższa od lat wyniosła tylko 4017 zł.

Wysokie pensje w kopalniach wywindowały górnicze regiony do czołówki powiatów, w których zarabia się najlepiej w Polsce. Po Lubinie, gdzie mieszkają pracownicy KGHM, najlepiej zarabia się w powiecie jastrzębskim, gdzie znajdują się trzy kopalnie Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Katowice (płaca 4966 zł miesięcznie), gdzie mieści się Kompania Węglowa są na czwartym miejscu zaraz za Warszawą.

14 pensji w 12 miesięcy
To nie wszystko, bo górnicy Kompanii Węglowej mają przywileje jakich nie powstydziłaby się nawet najbogatsza korporacja. Należą do nich 13. i 14. pensja. Dodatkowy roczny bonus od zysku to znana praktyka na zachodnich cywilizowanych rynkach pracy, ale 14 pensja wypłacana niezależnie od tego, czy firma przynosi zysk? – Nawet gdy było już wiadomo, że za 2013 rok KW poniesie miliardową stratę, górnicy wciąż domagali się wypłaty nagród i to nie rozłożonych na raty, ale w pełnej kwocie. Miałem wrażenie, że gotowi są zadusić firmę, ale tego nie odpuszczą – mówi jeden z byłych menedżerów spółki.

W lutym po dramatycznych negocjacjach górnicy zgodzili się zawiesić wypłaty czternastek w dziale administracji na trzy lata, ale zamieniając tę niedogodność na gwarancję zatrudnienia do 2020 roku. I w tym przypadku górnik bankrutującej kopalni wychodzi lepiej niż przeciętnie zarabiający Polak. Żadna w Polsce firma nie gwarantuje zatrudnienia na co najmniej 6 lat.


Darmowy węgiel
Ale to jeszcze nic przy innej górniczej tradycji, jaką jest deputat węglowy. 8 ton darmowego węgla należy się każdemu pracownikowi. A 2,5- 3 tony nawet emerytowanym pracownikom kopalni. Co ciekawe, emerytowani górnicy żyją całkiem długo i jest ich więcej (166 tys. osób) niż aktualnie zatrudnionych pracowników – 55 tys. Przy czym darmowy węgiel nie jest zasiłkiem socjalnym i należy się nawet tym, którzy mieszkania i domy mają podłączone do miejskich sieci ciepłowniczych. Oni odbierają równowartość w gotówce - ok. 570 zł za każda należną tonę.

Rachunek dla dobrodzieja przekracza 500 mln złotych rocznie ( 266 mln węgiel dla emerytów i 280 mln dla pracowników) Żadna firma w Polsce tyle nie rozdaje. Ale kiedy KW odebrała jedna tonę z przydziału emerytów, podniósł się krzyk jakby skazywano ich na głodówkę.

Tymczasem nawet największy i najbogatszy w Polsce Orlen nie rozdaje talonów na paliwo, tylko świąteczne bony o wartości ponad 1000 złotych. Deputaty zachowały się w Browarach Żywiec, ale to tylko 4 zgrzewki piwa z okazji świąt Bożego Narodzenia i dodatkowo w Wielkanoc. Pracownicy firmy spożywczej Nestle odbierają kosze z produktami tej firmy - kawa, czekolada itp.

Bajka o czarnym złocie
W rozliczeniach z elektrowniami polski węgiel kosztuje około 400 zł zł za tonę, podczas gdy zagraniczny, którego cena rynkowa wyznaczana jest np. na giełdzie w Rotterdamie to zaledwie 235 zł. Trudno się dziwić koszty osobowe to 63 proc. wszystkich kosztów wydobycia w KW.

– Nie ma uzasadnienia dla takich wysokich cen. Gdybym miał kupować tylko węgiel ze Śląska należałoby podnieść rachunki za prąd – zdradza menedżer jednego z dużych producentów prądu. Dodaje, że w ubiegłym roku wszystkie, nawet państwowe koncerny energetyczne PGE, Tauron, Enea, zażądały obniżek cen węgla w długoterminowych umowach z Kompanią Węglową.


Przeciętny polski pracownik przegrywa z górnikiem także w kwestii emerytury. Górnik przejdzie na nią w wieku 55 lat, po minimum 25 latach pracy zawodowej, podczas gdy nie mniej ciężko pracujący hutnik w wieku 65 czy 67 lat. Do 10-letniego stażu w ciężkich górniczych warunkach wliczane są przerwy chorobowe, a nawet prac 5 lat w biurze (o ile pracownik pochodzi z zamkniętej kopalni) i wiele innych absurdów.

– Nie chodzi tylko o luksus czasu przejścia na emeryturę 10 lat wcześniej niż inni, ale też o wysokość świadczenia – mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert emerytalny konfederacji pracodawców Lewiatan i były członek rady nadzorczej ZUS. System nalicza górnikom świadczenia tak jakby odkładali składki. – W efekcie, jak wyliczyliśmy, ta uprzywilejowana grupa zawodowa otrzymuje z systemu nawet trzy razy więcej niż do niego wnosi. Ponieważ wszyscy jedziemy na jednym wózku, w jednym ZUS, to w pewnym sensie górnicy pomniejszają emerytury miastowych – kwituje Mordasewicz.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PracaGórnicyZwiązkowcy
Skomentuj