Rok 2002. XVII Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Polacy walczą z Koreą. Edyta Górniak dokonuje majstersztyku swingując takt ¾ Mazurka Dąbrowskiego. Na żywo, trzymając tempo i tonację, mimo echa odbijającego się po stadionie i kilku tysięcy naszych kibiców, którzy wyli swojego mazurka w tempie lokomotywy. Przegraliśmy mecz i ukamienowaliśmy piosenkarkę, „bo śpiewała za wolno”. Narodowy hymn zamiast symbolizować naszą walkę i wysiłek, stał się symbolem naszej porażki i manifestacją naszych narodowych wad.
Jaki hymn, taki naród
Amerykański hymn „The Star Spangled Banner” (flaga usiana gwiazdami) jest opowieścią o fladze, która przetrwała nocne bombardowanie „do świtu nowego dnia”. W XIX-wiecznych stylach prowadzenia wojny, flaga spełniała rolę militarną; istnienie flagi na szańcach sygnalizowało pozycje wojsk i status toczącej się wojny. Dokumentując scenariusz filmu o Kazimierzu Pułaskim doszedłem do wniosku, że w 1779 roku Pułaski zginął na szańcu Springfield w Savannah, gdyż rzucił się do walki, gdy zobaczył zatkniętą tam na krótko flagę Old Glory trzymaną uparcie w ręku ciężko rannego Kurta von Stedingka.
Stąd też w 1812 roku dowódca Fortu McHenry pod Baltimore, Major George Armistead zlecił uszycie dużej, 400. metrowej flagi widocznej dla wojsk z oddali. Brytyjczycy bili w tę flagę ze statków 25 godzin non stop. Nastał świt i taką zobaczył ją autor tekstu późniejszego hymnu, Francis Scott Key: podziurawioną pociskami i „usianą gwiazdami -- ciągle w łopocie nad ziemią wolnych i domem odważnych.”
Flaga nie występuje jednak w hymnie amerykańskim jedynie jako emblemat bądź sygnał militarny. Jeśli jest flaga, są też i ludzie, którzy ją dzierżą lub bronią. Flaga staje się symbolem narodu - wolnego i niepokonanego wobec wysiłków wroga.
Mazurek Dąbrowskiego jest w tym sensie podobny do hymnu amerykańskiego. Twórca naszego hymnu również odwołuje się do konkretnego faktu w historii: wymazania Polski z mapy Europy po Trzecim Rozbiorze i nadziei związanej z jej odrodzeniem pod dowództwem generała Jana Dąbrowskiego. „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” jest jedną z najpiękniejszych linijek patriotycznego tekstu jaka kiedykolwiek powstała, podchwyconą później w swych hymnach przez narody byłej Jugosławii i Ukrainy. Oba hymny, amerykański i polski są równie stare (1814 i 1797), w podobnym czasie uznane za hymny państwowe (1931 i 1926). A jednak, inaczej niż u Amerykanów, nasz patriotyzm wyrażany odśpiewaniem państwowego hymnu albo manifestuje się wstydliwie, albo zgoła popada w wojujący etnocentryzm.
Patriotyzm stadionowy
Dominacja polityczna, ekonomiczna i militarna USA eksportuje dziś amerykańska kulturę na skalę równą zalewie Europy francuszczyzną w czasach Ludwika XIV. Oglądamy amerykańskie filmy, słuchamy amerykańskiej muzyki, zaś amerykańskimi IPhonami (made in China) komunikujemy się w sieci amerykańskiego Facebooka i Twittera. Jedno, co się nas nie ima, to duch amerykańskiego patriotyzmu, na który pozostajemy dziwnie impregnowani, a od którego skutecznie izolują nas, przez zamilczenie, polskie media.
The „Pledge of Allegiance” – ślubowanie na Flagę recytuje każde dziecko w amerykańskiej szkole przed początkiem zajęciami wymawiając sakramentalne ”naród pod Bogiem” z prawą ręka na sercu, jak przy śpiewaniu hymnu - zachowania n.b. regulowane Kodeksem Prawnym USA. Amerykański Kongres codziennie zaczyna obrady modlitwą. „Bogu Zawierzamy” widnieje na każdej amerykańskiej monecie. Flagi na domach wiszą tu nie tylko od święta, a często na co dzień. Nie ma miasteczka w Ameryce w którym nie istniałby skwer upamiętniający ofiary wojen w Korei, Wietnamie, Iraku, Afganistanie, bądź wojen niepodległościowych. Parada Memorial Day jest jednym z najbardziej wzruszających wydarzeń roku w którym uczestniczy dobrowolnie młodzież szkolna i skauci oraz przeróżne szkolne zespoły muzyczne, które przygotowują się do tego wydarzenia, jak nad Wisłą Jasie i Małgosie (przepraszam: Sylvie i Maksy) do matury.
Ameryka hołubi swą historię i tradycję, hymny, barwy, flagi, kościoły i symbole, które jednoczą naród „wolnych i odważnych” pod jedną flagą - jedną, judeo-chrześcijańską tradycją i „jednym Bogiem”.
Nam z kolei, hymn państwowy kojarzy się z meczem (na ogół przegranym). Barwy biało-czerwone utożsamiamy ze skokami Małysza, Boga z moherem, wiarę z zabobonem, religię ze skansenem. Wobec braku znaczącej, nowoczesnej siły konserwatywnej w polskim spektrum politycznym wykształcił się swoisty “patriotyzm stadionowy”– ubrane w biało-czerwone szaliki bojówki skandujące co popadnie, wykrzykujące słowa Mazurka Dąbrowskiego i najczęściej skłonne dać wszystkim łupnia już po słowach „szablą odbijemy”.
W ankiecie ARC Rynek i Opinia „Czy EURO 2012 będzie sukcesem organizacyjnym, czy porażką?”, aż 63 % respondentów obawia się kompromitacji Polski, a 57% ankietowanych obawia się zamieszek wywołanych przez polskich kibiców. Ja boję się o nasz hymn na otwarcie. Boję się, że pseudo-kibice będą darli ryja w takcie trzy czwarte.
Skoro tak bardzo wzorujemy nasze życie na amerykańskim, importując telewizyjne You Can Dance’y, angażując „account managerów”, sprzedając „last minute” i oglądając „Pana i Panią House”– skopiujmy Super Bowl 1991 na Euro 2012. Niech zawyją nad głowami nasze F-16, a hymn niech zaśpiewa polska Whitney Houston. My zaś połóżmy rękę na sercu, spójrzmy ze łzą w oku na biało-czerwoną flagę łopocącą na wietrze i posłuchajmy w spokoju. Pokażmy, że jesteśmy u siebie. Świadomi naszej tradycji, wiary, flagi, przekonań i pewni „świtu nadchodzącego dnia”.
Nie jestem pewien, czy mecz – ale na pewno „coś” tym wygramy.
www.MaxKolonko.com


