Grupa naTemat

Patriotyzm Made in USA

Rok 1991. Floryda. XXV Super Bowl ligi amerykańskiego footballu. Miliard ludzi w transmisji telewizyjnej. Ponad 70 tysięcy kibiców na Stadionie Tampa. Kilka tysięcy mil od tamtego miejsca, amerykańscy chłopcy na czele koalicji 34. innych państw oswabadzają Kuwejt z irackiego najeźdźcy. Hymn na rozpoczęcie meczu nie mógł być tu zwykłym hymnem. Miał być symbolem wolności i zwycięstwa. Tego chciała publiczność.

Na murawę wyszła murzynka w białym dresie z czerwono-niebieskimi naszywkami i przepaską na głowie. Nazywała się Whitney Houston. Pięć oktaw, bez wysiłku z uśmiechem na twarzy i radością w oczach. Ciągle ma się dreszcze. Dziś nie pamiętam już, który zespół zdobył Puchar tamtego wieczoru, ale głos piosenkarki pokonał czas, stając się symbolem wolności. Wykonanie hymnu przez Houston wydane później na singlu, uczyniło „The Star-Spangled Banner” pierwszym hymnem w historii, który wszedł na listę Top 10 muzycznych hitów Billboardu.

Rok 2002. XVII Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Polacy walczą z Koreą. Edyta Górniak dokonuje majstersztyku swingując takt ¾ Mazurka Dąbrowskiego. Na żywo, trzymając tempo i tonację, mimo echa odbijającego się po stadionie i kilku tysięcy naszych kibiców, którzy wyli swojego mazurka w tempie lokomotywy. Przegraliśmy mecz i ukamienowaliśmy piosenkarkę, „bo śpiewała za wolno”. Narodowy hymn zamiast symbolizować naszą walkę i wysiłek, stał się symbolem naszej porażki i manifestacją naszych narodowych wad.

Jaki hymn, taki naród


Amerykański hymn „The Star Spangled Banner” (flaga usiana gwiazdami) jest opowieścią o fladze, która przetrwała nocne bombardowanie „do świtu nowego dnia”. W XIX-wiecznych stylach prowadzenia wojny, flaga spełniała rolę militarną; istnienie flagi na szańcach sygnalizowało pozycje wojsk i status toczącej się wojny. Dokumentując scenariusz filmu o Kazimierzu Pułaskim doszedłem do wniosku, że w 1779 roku Pułaski zginął na szańcu Springfield w Savannah, gdyż rzucił się do walki, gdy zobaczył zatkniętą tam na krótko flagę Old Glory trzymaną uparcie w ręku ciężko rannego Kurta von Stedingka.

Stąd też w 1812 roku dowódca Fortu McHenry pod Baltimore, Major George Armistead zlecił uszycie dużej, 400. metrowej flagi widocznej dla wojsk z oddali. Brytyjczycy bili w tę flagę ze statków 25 godzin non stop. Nastał świt i taką zobaczył ją autor tekstu późniejszego hymnu, Francis Scott Key: podziurawioną pociskami i „usianą gwiazdami -- ciągle w łopocie nad ziemią wolnych i domem odważnych.”

Flaga nie występuje jednak w hymnie amerykańskim jedynie jako emblemat bądź sygnał militarny. Jeśli jest flaga, są też i ludzie, którzy ją dzierżą lub bronią. Flaga staje się symbolem narodu - wolnego i niepokonanego wobec wysiłków wroga.
Mazurek Dąbrowskiego jest w tym sensie podobny do hymnu amerykańskiego. Twórca naszego hymnu również odwołuje się do konkretnego faktu w historii: wymazania Polski z mapy Europy po Trzecim Rozbiorze i nadziei związanej z jej odrodzeniem pod dowództwem generała Jana Dąbrowskiego. „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” jest jedną z najpiękniejszych linijek patriotycznego tekstu jaka kiedykolwiek powstała, podchwyconą później w swych hymnach przez narody byłej Jugosławii i Ukrainy. Oba hymny, amerykański i polski są równie stare (1814 i 1797), w podobnym czasie uznane za hymny państwowe (1931 i 1926). A jednak, inaczej niż u Amerykanów, nasz patriotyzm wyrażany odśpiewaniem państwowego hymnu albo manifestuje się wstydliwie, albo zgoła popada w wojujący etnocentryzm.

Patriotyzm stadionowy

Dominacja polityczna, ekonomiczna i militarna USA eksportuje dziś amerykańska kulturę na skalę równą zalewie Europy francuszczyzną w czasach Ludwika XIV. Oglądamy amerykańskie filmy, słuchamy amerykańskiej muzyki, zaś amerykańskimi IPhonami (made in China) komunikujemy się w sieci amerykańskiego Facebooka i Twittera. Jedno, co się nas nie ima, to duch amerykańskiego patriotyzmu, na który pozostajemy dziwnie impregnowani, a od którego skutecznie izolują nas, przez zamilczenie, polskie media.

The „Pledge of Allegiance” – ślubowanie na Flagę recytuje każde dziecko w amerykańskiej szkole przed początkiem zajęciami wymawiając sakramentalne ”naród pod Bogiem” z prawą ręka na sercu, jak przy śpiewaniu hymnu - zachowania n.b. regulowane Kodeksem Prawnym USA. Amerykański Kongres codziennie zaczyna obrady modlitwą. „Bogu Zawierzamy” widnieje na każdej amerykańskiej monecie. Flagi na domach wiszą tu nie tylko od święta, a często na co dzień. Nie ma miasteczka w Ameryce w którym nie istniałby skwer upamiętniający ofiary wojen w Korei, Wietnamie, Iraku, Afganistanie, bądź wojen niepodległościowych. Parada Memorial Day jest jednym z najbardziej wzruszających wydarzeń roku w którym uczestniczy dobrowolnie młodzież szkolna i skauci oraz przeróżne szkolne zespoły muzyczne, które przygotowują się do tego wydarzenia, jak nad Wisłą Jasie i Małgosie (przepraszam: Sylvie i Maksy) do matury.

Ameryka hołubi swą historię i tradycję, hymny, barwy, flagi, kościoły i symbole, które jednoczą naród „wolnych i odważnych” pod jedną flagą - jedną, judeo-chrześcijańską tradycją i „jednym Bogiem”.

Nam z kolei, hymn państwowy kojarzy się z meczem (na ogół przegranym). Barwy biało-czerwone utożsamiamy ze skokami Małysza, Boga z moherem, wiarę z zabobonem, religię ze skansenem. Wobec braku znaczącej, nowoczesnej siły konserwatywnej w polskim spektrum politycznym wykształcił się swoisty “patriotyzm stadionowy”– ubrane w biało-czerwone szaliki bojówki skandujące co popadnie, wykrzykujące słowa Mazurka Dąbrowskiego i najczęściej skłonne dać wszystkim łupnia już po słowach „szablą odbijemy”.

W ankiecie ARC Rynek i Opinia „Czy EURO 2012 będzie sukcesem organizacyjnym, czy porażką?”, aż 63 % respondentów obawia się kompromitacji Polski, a 57% ankietowanych obawia się zamieszek wywołanych przez polskich kibiców. Ja boję się o nasz hymn na otwarcie. Boję się, że pseudo-kibice będą darli ryja w takcie trzy czwarte.

Skoro tak bardzo wzorujemy nasze życie na amerykańskim, importując telewizyjne You Can Dance’y, angażując „account managerów”, sprzedając „last minute” i oglądając „Pana i Panią House”– skopiujmy Super Bowl 1991 na Euro 2012. Niech zawyją nad głowami nasze F-16, a hymn niech zaśpiewa polska Whitney Houston. My zaś połóżmy rękę na sercu, spójrzmy ze łzą w oku na biało-czerwoną flagę łopocącą na wietrze i posłuchajmy w spokoju. Pokażmy, że jesteśmy u siebie. Świadomi naszej tradycji, wiary, flagi, przekonań i pewni „świtu nadchodzącego dnia”.

Nie jestem pewien, czy mecz – ale na pewno „coś” tym wygramy.

www.MaxKolonko.com
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PatriotyzmDo Hymnu dla Reprezentacji
Skomentuj