IT-arystokracja. Najbardziej zepsuta pensjami i przywilejami grupa zawodowa

Firmowi informatycy  to obiekt biurowych żartów, przez pracodawców są doceniani finansowo.
Firmowi informatycy to obiekt biurowych żartów, przez pracodawców są doceniani finansowo. fot. Shutterstock.com
Polscy informatycy są tak rozwydrzeni, że pracodawcy muszą sprowadzać „normalnych” z Ukrainy, Indii, a nawet Korei Północnej. Nawet, gdy zarabiają 10 tys. miesięcznie, bez mrugnięcia zmienią pracę za 500 zł podwyżki. Jeden kazał się wykupić z konkurencji wraz ze służbowym Volvo. A to dzięki temu, że na europejskim i polskim rynku pracy brakuje setek tysięcy specjalistów IT.

Na rynku pracy w UE brakuje 275 tys. pracowników z umiejętnościami cyfrowymi, a za sześć lat liczba ta może wzrosnąć do miliona – donosi raport Komisji Europejskiej "E-skills for job in Europe”. Publikacja tłumaczy, dlaczego pracownicy branży informatycznej są najbardziej rozpieszczaną grupą zawodową w Polsce.


– To wielkie ssanie na rynku wykreowało bardzo roszczeniową grupę zawodową. Pracownicy IT potrafią zarabiać ponad 10 tys. zł miesięcznie, a mimo to bez mrugnięcia okiem zmienią pracę za 500 zł podwyżki albo darmowy karnet na siłownię – mówi Wojciech Warski, ekspert gospodarczy Business Center Club oraz biznesmen, prezes warszawskiej firmy Softex Data.

Wtóruje mu Jarosław Szawlis, prezes wrocławskiej firmy InsERT działającej na rynku oprogramowania dla małych i średnich przedsiębiorstw. – Zapotrzebowanie na informatyków jest ogromne. W każdym najprostszym nawet urządzeniu mamy elektronikę i procesor, który trzeba oprogramować – mówi.

W wywiadzie dla agencji Newseria skarży się na brak rąk do pracy. We Wrocławiu, gdzie działa kilka dużych centrów IT, trudno już znaleźć pracowników tej branży. – Dlatego często szukamy ich za granicą, zwłaszcza wschodnią. Tu pojawia się jednak problem językowy, gdyż trudno jest Ukraińcowi wytłumaczyć np. co to jest amortyzacja środków trwałych. Myślę, że przepływ informatyków będzie następował – mówi dalej Szawlis.


100 samochodów kupiłem chłopakom
Skąd ten boom na informatyków w Polsce? Już w 2010 roku sektor informatyczny zatrudniał w Polsce ok. 100 tys. pracowników (bez uwzględnienia handlowców, pracowników sieci dystrybucyjnej). Argumenty były dwa. Młodzi polscy informatycy rokrocznie zajmują najwyższe miejsca w międzynarodowych konkursach dla programistów, takich jak Imagine Cup, Code Jam czy Central European Programming Contest (CEPC). Po drugie, na tle Europy zarobki Polaków były znacząco niższe.

Kiedy swoje centra usług IT otworzyły w Polsce Microsoft, HP, Google, Oracle, IBM czy SAP, nawet największe polskie ośrodki akademickie nie były w stanie dostarczyć wystarczającej liczby pracowników. Szefowie z branży IT mówią, jak to firmy wręcz wyrywały sobie co bardziej zdolnych i doświadczonych specjalistów.

Prof. Janusz Filipiak, założyciel Comarchu (zatrudnia ok. 3200 specjalistów) opowiada, że krakowski oddział jednej z zagranicznych korporacji IT zaczął mu podbierać pracowników oferując służbowe samochody. – Kiedy zastanawiałem się jakie najcenniejsze aktywa mam w firmie doszedłem do wniosku, że są nimi ludzie. Od ich kreatywności i umysłów zależy wynik biznesu. Dlatego pojechałem do salonu Renault, kupiłem sto samochodów i rozdałem chłopakom – wspomina Filipiak.


W badaniu portalu Wynagrodzenia.pl informatycy występują jako jedna z najlepiej opłacanych grup zawodowych w Polsce. Co drugi z nich powiedział, że w 2013 roku zarabiał lepiej niż w poprzednim. Informatyk z kilkuletnim doświadczeniem zarabia 7,4 tys. zł brutto, a kierownik 10-osobowego zespołu 11 tys. zł miesięcznie. Administrator systemów IT w banku zarabia 8,4 tys. , a kierownik projektu IT 11 tys. zł – wynika z raportu o wynagrodzeniach na stanowiskach IT w 2013 roku. Rywalizacja pracodawców przeniosła się nie tylko na płace.

Poprzewracało się w systemach
Szef notowanej na giełdzie spółki informatycznej opowiada jak to, cały zespół pracujący nad nowym produktem uciekł do konkurencyjnej firmy zabierając również efekty swojej pracy. Konkurent nie tylko zapłacił za nich wysokie odszkodowanie za naruszenie zakazu konkurencji, ale też wykupił po zawyżonych stawkach używany służbowy samochód prowodyra ucieczki. – Był on „uczuciowo związany” z Volvo XC 70. Co ciekawe, kandydat na jego miejsce chciał auta służbowego za minimum 180 tys. zł, do wyboru z dowolnego salonu, a z CV wynikało, że w ciągu dwóch lat 4-krotnie zmieniał pracę – dodaje zbulwersowany prezes.


Wojciech Warski z Softex Data szczerze wyznaje, że po takich przygodach nie stać go, aby zatrudniać więcej niż 50 osób. Od znajomych z branży słyszał już o rekrutacji zespołów IT z Indii czy Korei Północnej. – Wbrew stereotypom są tam bardzo dobrze wykształceni ludzie. Nie liczy się tylko płaca, ale też szacunek do samej pracy, zdobywania doświadczenia i firmy. A tego większość młodych polskich informatyków nie ma za grosz – mówi dalej Warski.

Dodaje, że na boomie płacowym w branży korzysta też nowa grupa pracowników. Nie są już oni twórczymi programistami, inżynierami czy specjalistami IT, a jedynie osobami obsługującymi rozwiązania informatyczne w firmach. Choć wiele czynności informatycznych jest do ogarnięcia dla nie-specjalistów, nadużywają oni technicznego slangu i żądają wysokich pensji za usługi polegające na instalowaniu poczty i aktualizacji Windowsa.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PracaZarobki
Skomentuj