Na własnej skórze: Bikram joga. Przeżyłam, sprawdziłam, polubiłam!

Joga Bikram w Warszawie
Joga Bikram w Warszawie Fot. Arkadiusz Obszyński / areq.pl
Jeżeli wydaje Ci się, że wylewasz siódme poty na siłowni lub biegając w upale po parku, to w porównaniu z jogą Bikram - tylko delikatna rozgrzewka. Na sali temperatura podgrzana do 41 stopni i wilgotność powietrza 60proc. Jak w tropikach. Do tego 1,5 godziny intensywnego rozciągania ciała. W życiu nie byłam taka mokra i tak szczęśliwa po zajęciach sportowych!

Może nie krew, ale na pewno pot i niemalże łzy. Taki był mój początek w szkole jogi Bikram. Zaraz po wejściu na salę, cieszyłam się, że wzięłam ze sobą ręcznik i butelkę wody (ale ręcznik brałam z myślą o prysznicu po sesji jogi - nie nadawał się do niczego oprócz prania, ale na szczęście można tu na miejscu wypożyczyć czysty, a wodę można pić tylko w niektórych momentach).
Spociłam się już przy pierwszej asanie - głębokim oddychaniu z podnoszeniem brody splecionymi dłońmi przy wdechu i opuszczaniem ich - przy wydechu. Nie wytrzymam - pomyślałam, skoro wymiękam przy samym tylko oddychaniu.





Uff, jak gorąco!
Następnie, było tylko trudniej. Od razu chciałam rzucić się na butelkę wody, ale instruktorka, Marta Hodgdon mi ten manewr odradziła. Bo czekały nas ćwiczenia, a raczej asany, które oparte były o trening mięśni brzucha. Ale Marta pozwoliła nam przełknąć ślinę, co zrobiłam tak łapczywie, jakbym co najmniej przemierzyła Saharę wzdłuż i wszerz.

Usłyszałam, że mam dzisiaj, jako nowicjuszka - taryfę ulgową i nie muszę wykonywać każdej asany przez tyle oddechów, ile reszta grupy. Przyzwyczajona do astangi, czyli jogi dynamicznej, podczas której w pozycje wchodzi się dość płynnie i zostaje bardzo krótko, myślałam, że naprawdę nie dam rady i polegnę w każdej jednej pozycji. I do tego to ciepło i ta wilgotność powietrza...

Ale znajomść podstaw jogi i mój upór - popłaciły. Wiedziałam, że albo wykorzystam ten czas na maksa, albo bezsensu posiedzę sobie w saunie, patrząc jak inne dziewczyny wspaniale otwierają swoje ciała. Bo ta temperatura i wilgotność nie są tu dla picu. Ułatwiają wejście w kolejne pozycje, rozluźniają mięśnie i stawy. Dlatego wielu rehabilitantów poleca ten typ jogi z uwagi na to, że jest po pierwsze: mniej kontuzjogenny, po drugie: relaksuje stawy.

- Miałam kiedyś kontuzję prawego kolana. Zawsze sztywniało mi podczas ćwiczeń i było jak drewno. Na Bikram chodzę od stycznia i widzę ogromną poprawę stanu zdrowia. Kolano jest rozluźnione, wysiłek jest kosmiczny, a same zajęcia mają w sobie coś niemal narkotycznego. Wciągają, pomimo, że padam z nóg po każdej sesji, to jednak euforia, jaka mi po nich towarzyszy przyciąga mnie ponownie - mówi współtowarzyszka moich dzisiejszych zajęć, która dawniej była instruktorem nurkowania w Egipcie. Teraz szukała czegoś dla siebie i wreszcie jest to wysiłek, który spełnia jej oczekiwania.



Fałszywy alarm
Po kilkunastu (chyba, bo nie sprawdzałam na zegarku) minutach słyszę magiczny wyraz, na który zawsze czekam na najtrudniejszych sesjach jogi: Savasana (pozycja trupa, zwana przez wielu - relaksem). Kładę się więc ochoczo na matę, zamykam oczy i dziwię się, jak szybko zleciał czas i że nie było aż tak źle. Kiedy po dwóch oddechach instruktorka woła: ręce w górę, do tyłu i podnosimy się do góry na dwa wydechy... Trening trwa dalej. W sumie 1,5 godziny. Savasana, czyli pozycja relaksu, jest tutaj przerywnikiem, który pojawia się właśnie wtedy, kiedy już myślisz, że nie dasz rady ani sekundy dłużej wytrzymać w pozycji.

Nauczycielka genialnie i szczegółowo tłumaczy każdą asanę z osobna. Pomimo, że znam je z hatha jogi i astangi, te mają nieco inne ustawienie dłoni i stóp. I często są wariacją na temat tamtych, które znam, jak: drzewo, świerszcz, wielbłąd (podobno nikt nie robi go na pierwszych zajęciach, a mi się udało!) czy trójkąt. Ale cieszę się jak dziecko, kiedy wychodzą mi kolejne etapy treningu! Trochę, jakby moje ciało rozgrzane dzięki wysokiej temperaturze powietrza, głębiej wchodziło i otwierało się na kolejne wyzwania.

Czuję, jak pot kapie mi po całym ciele - nawet po łydkach, które nigdy mi się nie pocą. Na dekolcie mam kałużę potu, a po powiekach spływają jego słone strużki. W lustrze widzę, że moja twarz ma "piękny" buraczany odcień. Uczciwie powiem, że mój podkład dziś nie dał rady - spłynął w tempie błyskawicy na matę i ręcznik.



Trudno, następnym razem na trening przyjdę lepiej przygotowana: niepomalowana, z wodą niegazowaną, dwoma ręcznikami i w króciutkich spodenkach i krótkim topie. I jeśli bardzo dbasz o swój wygląd, także na treningu, to na pewno nie jest aktywność dla ciebie. Patrzę się na salę pełną kobiet, które ćwiczą tu od kilku miesięcy. I wszystkie są czerwone, spocone, z włosami jak po ulewnej burzy. Ale jest w tym coś niezwykle pięknego. Ich ciała układają się harmonijnie, uginają w pozycjach i niemal słychać wysiłek, z którym napinają mięśnie. Mało tego, martwią się, że podczas wakacyjnych wyjazdów, będą mieć przerwę od zajęć Bikram!

Endorfiny i spółka
- Panowie u nas bywają bardzo rzadko. Zrażają się, że jest to tak nieprawdopodobny wysiłek. Nawet ci wysportowani nie zawsze dają sobie przez pierwszych kilka zajęć radę. Ostatnio jeden pan siedział przez całe zajęcia na macie. I pod koniec mi wyznał, że cieszy się, że wytrzymał na sali w takiej temperaturze! Następnym razem już próbował coś ćwiczyć. A zaznaczam, że to facet, który codziennie biega - mówi właścicielka, Marta Hodgdon.

Na koniec zajęć jest zasłużony relaks. Tym razem na całe dwie minuty (!) Pomimo, że nogi od wysiłku mam czerwone i pod prysznicem trzęsą mi się jak po całym dniu na nartach, albo jak po przebiegnięciu kilku kilometrów, szczerzę się sama do siebie. Jestem szczęśliwa, po pierwsze, że przeżyłam, po drugie, że zrobiłam coś dla siebie, a po trzecie - wiadomo, duży wysiłek fizyczny wywołuje przypływ endorfin. I ten stan utrzymuje się do teraz (a na jodze byłam o 10 rano).



Jak mi jeszcze ktoś powie, że joga to nudny trening dla mięczaków i emerytów, osobiście wyślę go na Bikram. Ja na koniec dostałam pochwałę, że jak na pierwszy raz radziłam sobie świetnie. Nawet nieco zbyt ambitnie, co prawdopodobnie skończy się jutro mega zakwasami. Ale za dwa dni planuję tu wrócić i znowu się spocić!



Trwa ładowanie komentarzy...