Nagonka internautów na Michała Rusinka. Wszystko przez konkurs, w którym jest jurorem

Informacja o konkursie, w którym jurorem jest Michał Rusinek, oburzyła internautów.
Informacja o konkursie, w którym jurorem jest Michał Rusinek, oburzyła internautów. facebook.com
W internecie poruszenie. Michał Rusinek, literaturoznawca, tłumacz i wieloletni sekretarz Wisławy Szymborskiej, występuje w roli jurora konkursu na limeryk organizowanego przez producenta orzeszków Felix. Internauci uważają, że to nie przystoi. I publikują prześmiewcze limeryki.

Na plakacie reklamującym konkurs napisano, że „orzeszki Felix to czysta przyjemność jedzenia, która gwarantuje nie tylko relaks i odprężenie, ale też pobudza nasz umysł do efektywnego i twórczego myślenia”. Poniżej sloganu znajduje się informacja o konkursie na „orzeszkowy limeryk”, w którym jurorem będzie właśnie Rusinek, znany ze swojej limerykowej twórczości, najbardziej jednak kojarzony jako sekretarz Wisławy Szymborskiej. I to właśnie obecność nazwiska noblistki najbardziej poruszyła komentujących.

Komentarze internautów

Szanowny Panie Pierwszy Sekretarzu, /Piszę do Pana w sprawie mej idolki poetki,/Niech pan te deale na swe konto smaży,/W własnym imieniu wpieprza te orzeszki!

Widocznie jest ciśnienie na SUV, meblościanka i zakupy w światowych butikach. Ideały już dawno w trumnach...

Mieć serce puste jak orzeszek...

Nie no, pan Rusinek - człowiek błyskotliwy i zdolny, wydał własne książki, w limerykach jest świetny. (...)Ale heca z orzeszkami taka sobie...

Witam! Chciałbym powiedzieć, że wycierać sobie mordę utytłaną orzeszkami Wisławą Szymborską, po prostu nie uchodzi!!!

Wyrozumiałych komentarzy jest zdecydowanie mniej: "A dla mnie to jest fajnie zabawne. Znając twórczość Pani Szymborskiej...gdyby żyła odebrałaby to z humorem. A że orzeszki? Że reklama? A niech żyje swoim życiem....".


Wiele hałasu o nic (?)
Michał Rusinek uważa, że nie ma o czym mówić.
Michał Rusinek

Właściwie nie ma tu nic do gadania – jestem jurorem w konkursie. Występuję w roli limerysty, za chwilę będę publikował swoją książkę z limerykami, więc traktuję to trochę jako promocję. Na ich prośbę napisałem też przykładowy limeryk.

W takich konkursach, zarówno komercyjnych, jak i innych, jurorował jeszcze za życia Wisławy Szymborskiej. Nie jest to więc nic nowego. – W tej sytuacji oni oczywiście nie powinni używać nazwiska pani Szymborskiej, to ma zostać zmienione. Sądzę, że chcieli mnie po prostu dookreślić przedstawiając mnie jako sekretarza Wisławy Szymborskiej, nie tylko jako tłumacza czy wykładowcę – dodaje w rozmowie z naTemat.

Internet nie zapomina
Specjalista PR i ekspert ds. wizerunku Dariusz Tworzydło po przeanalizowaniu całej sytuacji uważa, że Rusinek prawdopodobnie nie przewidział konsekwencji wizerunkowych wynikających z jego zaangażowania w konkurs.
dr Dariusz Tworzydło

Pan Rusinek mógł zaangażować się w komercyjną reklamę, bo polskie prawo tego nie zabrania. Jednak prawdopodobnie nie przewidział konsekwencji wizerunkowych. Przewidywanie to ważny element, który w swoich decyzjach powinny uwzględniać nie tylko osoby publiczne. Gdyby to był neutralny konkurs na limeryki, organizowany nie przez firmę, tylko organizację społeczną, jestem przekonany, że temat nie byłby przedmiotem kpin i nawet jakiejkolwiek dyskusji.

W tym przypadku problem tkwi tylko w połączeniu i zaangażowaniu Pana Rusinka, który kojarzony jest przede wszystkim z osobą polskiej noblistki, z komercyjnym konkursem.

To nie pierwszy raz, kiedy Michał Rusinek stał się obiektem ataków internautów. Głośno było o jego umieszczonym za Facebooku wpisie, w którym oznajmił, że „przestaje odpisywać na e-maile, które zaczynają się od słowa 'witam'”. Internauci mieli używanie. Kpili, że teraz będą zaczynać e-maile od "Ave Cesar".

Drugi raz Rusinek znalazł się pod pręgierzem opinii publicznej, kiedy w imieniu fundacji im. Wisławy Szymborskiej odebrał kluczyki do Mercedesa, w którym zainstalowano audiobook, na którym Szymborska czyta wiersze z tomu „Dwukropek”. Mówiono wtedy, że fundacja „nie przestaje zaskakiwać operatywnością”, a ton komentarzy był raczej negatywny. A internet, co podkreśla dr Tworzydło, zapomnieć nie pozwala.

– Każde tego typu zderzenie z rzeczywistością i oceną, czy to w mediach drukowanych czy w internecie, przekłada się na ocenę wizerunkową. Z pewnością ślad pozostanie, bo internet nie pozwala zapomnieć. Aczkolwiek sam udział w roli eksperta nie dyskwalifikuje go, czy nie odbiera mu kompetencji i profesjonalizmu. Bardziej na zmiany w wizerunku będzie miała wpływ korelacja określonego zaangażowania z jego dotychczas prawie idealnym obrazem w mediach – mówi ekspert.
Trwa ładowanie komentarzy...