Grupa naTemat

Nowosądecka liga milionerów. Nie biorą od banków kredytów, sami współpracują z UE

Ryszard Florek jeden z nowosądeckich milionerów opowiada o fenomenie lokalnej społeczności. Od galicyjskiej nędzy do wielkich pieniędzy.
Ryszard Florek jeden z nowosądeckich milionerów opowiada o fenomenie lokalnej społeczności. Od galicyjskiej nędzy do wielkich pieniędzy. fot. Adam Golec / Agencja Gazeta
Podziękowali bankom za kredyty, sami negocjują z Unią i urzędnikami dotacje dla regionu. Podobno są mniej zawistni, a bardziej pracowici. Oto, dlaczego w Nowym Sączu jest proporcjonalnie więcej milionerów niż w innych regionach Polski.

Przedstawiciel niemieckiego banku specjalizującego się w obsłudze firm wysiadł na lotnisku w Rzeszowie. Przesiadł się do wynajętego auta i ruszył do Nowego Sącza, w laptopie miał prezentację, a w głowie mocne postanowienie wciągnięcia do banku słynnych „nowosądeckich milionerów”, o których zaczęła rozpisywać się prasa. Słusznie. Tylko połączone majątki kilku wywodzących się z Nowego Sącza bohaterów rankingu 100 najbogatszych Polaków to 3 mld złotych. A za nimi znajdzie się jeszcze setka innych, bardziej anonimowych biznesmenów - z branży budowlanej, transportowej, handlowej. Prezentację bankowiec pokazał w lokalnym klubie biznesu, a tam...

– Dziękujemy że zadał Pan sobie aż tyle trudu, żeby przyjechać, ale my banków nie potrzebujemy. To małe środowisko, prędzej pożyczę pieniądze od znajomego niż z banku - biznesmen z nowego Sącza ze śmiechem opowiada jak odprawiono finansistę z kwitkiem. – No co myślał, że uwikła nas w jakieś opcje walutowe albo za nasze pieniądze pogra akcjami – dodaje.

Cuda i góry
Jak to możliwe, że region, który przed wojną był kojarzony z „nędza galicyjską" dziś jest jednym z najlepiej rozwiniętych gospodarczo regionów w Polsce?Na Forum Ekonomicznym w Krynicy ten fenomen biznesowy doczekał się własnej debaty. W całej Polsce 12 tys. osób ma roczny dochód większy niż milion złotych. Tymczasem według danych nowosądeckiej skarbówki, ponad 100 z nich mieszka w Nowym Sączu. Nieźle jak na liczące 83 tys. powiatowe miasteczko. To więcej niż ma Rzeszów. Na tysiąc mieszkańców przypada też tu więcej milionerów niż w Warszawie. Na dodatek, miasto rządzone przez nielubiących się z zamożnymi przedsiębiorcami polityków PiS - konkretnie prezydenta Ryszarda Nowaka.
Ryszard Florek, założyciel Fakro, drugiego na świecie (około 15-17 proc rynku) producenta okien dachowych uważa, że klucz do zrozumienia fenomenu Nowosądecczyzny leży w mentalności jej mieszkańców. – PRL stosunkowo mało namieszał w głowach tutejszym. Rolnicy byli przywiązani do swojej ziemi, nie było PGR. Przetrwały też warsztaty rzemieślnicze. Kiedy władza poluzowała gospodarkę właściwie zaczynał biznes – wspomina w rozmowie z naTemat.

Tu zagrał, tam zarobił
Ścieżkę w biznesie przetarł Kazimierz Pazgan. Pierwsze pieniądze zarabiał grając na trąbce na weselach, handlował kwiatami, a w 1982 roku założył Konspol, hodowlę i przetwórnię kurczaków. Dziś jego firma to główny dostawca drobiu do restauracji KFC, sklepów Tesco, Biedronki, a także eksporter mięsa nawet na tak egzotyczne rynki jak Arabia Saudyjska czy Indonezja. Wartość jego firmy Forbes szacuje na 800 mln zł.
– Nawet ten folklor i przywiązanie do tradycji czegoś dowodzą. Jesteś grajkiem, to musisz trenować grę, znać melodię, nauczyć się kroków. To uczy dyscypliny i samodoskonalenia – mówi Mirosław Janik, prezes Wincor Nixdorf, największego w Polsce producenta systemów kasowych dla sieci detalicznych oraz drugiego największego producenta bankomatów. Pochodzi z Nowego Sącza. Biznesu uczył się nie u byle kogo – w Optimusie, u Romana Kluski. Po sprzedaży firmy przez Kluskę trafił do zagranicznej korporacji Wincor Nixdorf. Z dyrektora finansowego awansował na wiceprezesa, założył oddział spółki w Moskwie, wreszcie został prezesem odpowiadającym za rynki polski, rosyjski i ukraiński.

– Zatrudniam tysiąc osób w Polsce i prawie pięćset w Rosji i powiem, że takich pracowników jak Sądeczan nie znajdzie się łatwo. To wynika z kultury, nabytych w domu wartości – opowiada dalej Janik. - Kiedy myślę o ekipie budowlanej nie przyjdzie mi do głowy nikt inny jak ci rzetelni górale z Grybowa. Kupuję okna dachowe, to tylko z naszego Fakro, a bramę do garażu od Wiśniowskiego. Kiedy Rosja wprowadziła embargo na polskie produkty nas nie trzeba było zachęcać do jedzenia polskich jabłek. W każdej lokalnej firmie znajdzie się owoce z sadów w Łącku. Jedni drugich ciągną i wspierają – opowiada prezes Wincor Nixdorf.
Człowiek z garażu
Wspomnianą firmę Andrzeja Wiśniowskiego nie sposób przeoczyć. Jadąc do Nowego Sącza drogą krajową po obu stronach widać kompleks hal, a nad szosą wiadukt zabudowany biurami. To właśnie tam urzęduje największy w Polsce producent bram garażowych. – Mieczysław Rakowski powiedział słynne słowa: jeśli masz garaż albo stodołę, załóż w nich firmę – opowiada Andrzej Wiśniowski. Mając 23 lata zgromadził w garażu narzędzia i zaczął produkcję bram garażowych. Jak się domyślacie, wielu mieszkańców Nowego Sącza wolało wydać pieniądze u zaradnego sąsiada, niż kupować drogie bramy renomowanych firm. Dziś to Wiśniowski ma renomę, zatrudnia 1200 osób, a zarządzając międzynarodową firmą podróżuje śmigłowcem – jednym z najdroższych dostępnych na rynku.

W wydatkach reprezentacyjnych biją go na głowę inni lokalni bonzowie. Rodzina Koralów, która w Limanowej założyła fabrykę lodów. Obok Grycana to jedyna polska firma w branży rywalizująca na równi z koncernami Unilever i Mondelez. Wartość tego biznesu szacuje się na 250 mln złotych. Koralowie nie udzielają wywiadów prasowych, ale wystarczająco wiele mówi o nich ich dobytek. Wjazdu do dwóch okazałych rezydencji położonych na sąsiadujących ze sobą wzgórzach strzegą złote lwy. Józef Koral nawet do fryzjera potrafi pojechać Lamborghini. Na bardziej reprezentacyjne okazje ma w garażu Bentleya, dwa Rolls Rolls-royce'y i Maybacha.
Mobilizująca zazdrość
– W tutejszych ludziach mało jest tej zwykłej polskiej zawiści. Raczej jak już ktoś zobaczy u sąsiada lepszy samochód to się zaweźmie, zarobi uczciwie i kupi lepszy. Ale to inna, bardziej pozytywna motywacja – mówi Ryszard Florek. Przyznaje, że w swojej ponad 20 letniej karierze przedsiębiorcy nigdy nie wypłacił sobie zysku z firmy. Wszytko ładuje w biznes. Kiedy Duńczycy z Veluxa zaproponowali mu odkupienie udziałów i wejście, uniósł się honorem. – To by oznaczało, że my Polacy nie jesteśmy w stanie stworzyć globalnej firmy I nadajemy się tylko na pracowników montowni – mówi dalej Ryszard Florek.

Inny z moich rozmówców opowiada historię szefa lokalnej firmy przewozowej. Mało kto wie, że kapitał na start zdobył wygrywając szóstkę w totka. Każdy inny by puścił na samochód, dom i wystawne życie, on kupił autobus. Takich zapobiegliwych jest więcej.

Sądeccy milionerzy nie tylko razem działają, ale też sami się rządzą. Kazimierz Pazgan założył lokalny klub biznesu. Kilka tygodni temu jego członkowie zapowiedzieli, że zrzekają się eurodotacji dla biznesu z budżetu na lata 2014-18 w zamian za ekspresową drogę z Nowego Sącza do autostrady A4. List w tej sprawie dostała już Elżbieta Bieńkowska, minister Infrastruktury. Główny argument: prowadząc firmę o zasięgu międzynarodowym trudno zarządza się z Nowego Sącza, z którego do cywilizowanej autostrady jedzie się 1,5 godziny.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Biznes
Skomentuj