
Wystarczyło kilka miesięcy od jedynych udanych wyborów w tym wieku, żeby partia Janusza Korwin-Mikkego pogrążyła się w typowych dla polskiej prawicy samobójczych walkach.
REKLAMA
Najnowszą odsłoną tej bratobójczej walki jest nocne odwołanie przez sąd partyjny postanowień konwentu Kongresu Nowej Prawicy, który z władz partii wyciął "starą gwardię", zastępując ich Przemysławem Wiplerem i popularnym w internecie Konradem Berkowiczem.
Tymczasem starzy się nie poddali i jak donosi "Rzeczpospolita", wyciągnęli przepis, który mówi, że głosować na konwencie mogą tylko delegaci, a nie każdy obecny członek partii.
Sąd partyjny więc wybory unieważnił, ale nowo wybrany Przemysław Wipler nie składa broni. Jak zadeklarował "Polityce", wybory może unieważnić tylko sąd rejestrowy, do którego nowe władze się wkrótce z wynikami głosowania udadzą.
A jak to nie poskutkuje? Wipler sugeruje, że Janusz Korwin-Mikke może wtedy porzucić Kongres Nowej Prawicy i założyć nową partię. Cokolwiek lider postanowi - mówi się też o powtórzeniu konwentu - jego przyszłość nie rysuje się w różowych barwach.
Jak pisał niedawno w naTemat Kamil Sikora, partia, która w maju osiągnęła największy sukces wyborczy w swojej burzliwej historii, dziś musi walczyć o przekroczenie progu 5 procent.
