Pawlak: Nie wierzę w państwowe emerytury, liczę na dzieci. Poważna propozycja czy medialna farsa?

Waldemar Pawlak z synem Maciejem
Waldemar Pawlak z synem Maciejem Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Panie Waldku, Pan się nie boi, wszystkie dzieci za Panem stoją - można by sparafrazować słynną piosenkę Kazika. Żarty żartami, ale zastanawiamy się: co wicepremier miał na myśli i czy sam siebie traktował wówczas poważnie? Opozycja z trwogą w sercu: "Strach się bać, jeśli wicepremier mówi takie rzeczy."

Zdawać by się mogło, że Waldemar Pawlak - jako lider koalicyjnego PSLu i wicepremier - powinien wspierać rozwiązania rządowe. Najwyraźniej jednak miłość między koalicjantami jest bardzo krucha, bo Polskie Stronnictwo Ludowe dość często daje świadectwa jeśli nie chęci rozwodu, to przynajmniej zdrady. Dzisiejszy występ wicepremiera przed kamerami TVN24 zdaje się potwierdzać to po raz kolejny.

Opozycja i biznes oburzone




- Nie wierzę w państwowe emerytury, liczę przede wszystkim na dobre relacje ze swoimi dziećmi - rzucił Pawlak w świetle reflektorów. O ile brak wiary w państwo nie dziwi nas wśród społeczeństwa, o tyle od zastępcy premiera oczekiwaliśmy jednak mniej politycznego cynizmu. A może największy sejmowy fan iPadów mówił poważnie? Opozycja bowiem potraktowała jego wypowiedź co najmniej jak propozycję, jeśli nie polityczną deklarację.

- To potwierdza ruinę finansów publicznych - grzmiał Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej.

- Jeżeli wicepremier mojego rządu mówi takie rzeczy, to strach się bać. Jak jest tak źle to co mamy robić, uciekać za granicę? - z kolei pytał nas retorycznie Grzegorz Napieralski. Były lider SLD wydawał się autentycznie przerażony wypowiedzą Pawlaka. I nie tylko on.

- Wicepremier nie powinien wypowiadać takich słów na temat tak istotny dla całego społeczeństwa - oświadczył Zbigniew Żurek z Business Centre Club. - Jest to pomysł idący wspak wszelkim obecnie dyskutowanym rozwiązaniom emerytalnym - dodał biznesmen. I podkreślił, że on sam nie oczekuje dużej emerytury z ZUS-u, ale można temu zapobiegać inaczej, niż polegając na dzieciach. Co Polacy mogą zrobić w tych trudnych czasach, by oszczędzić na kolejne lata?

- Wszystkim ludziom polecałbym poszukiwanie alternatyw wobec ZUS-u. Ja na przykład inwestuję w nieruchomości. Społeczeństwa należy, szczególnie w regionach wiejskich, uczyć inwestowania - zaproponował Żurek.

Młodzi Polacy nadal mało samodzielni

Takie reakcje nie dziwią: proponowanie rodakom, by na starość utrzymywały ich dzieci, to projekt kompletnie chybiony. Dane demograficzne bezlitośnie weryfikują postawę Pawlaka: liczba urodzeń w naszym kraju, od 2010 roku, systematycznie i znacznie spada. W porównaniu do lat poprzednich sytuacja jest tragiczna. Ale to nie jedyny powód, dla którego wizja wicepremiera nie ma sensu.

- To rodzice i dziadkowie częściej utrzymują swoje dzieci, niż odwrotnie - powiedział nam Wojciech Połeć z Zakładu Socjologii Struktur i Działań Społecznych SGGW. - System emerytalny całościowo oparty jest na systemie solidarności pokoleń, jednak nie tak bezpośrednio jak u Waldemara Pawlaka. Dziś zdecydowanie bardziej popularna w Polsce i na świecie jest wersja odwrotna solidarności pokoleń - skrytykował wicepremiera Połeć. Naukowiec wskazuje jeszcze jedną kwestię burzącą wizję Pawlaka: środowiska wiejskie.
- Na wsi jest bardzo różnie. Utrzymywanie rodziców przez dzieci byłoby możliwe jedynie w dużych, bogatych gospodarstwach, a co z resztą? - podsumował Połeć.

No właśnie - mamy wrażenie, że Waldemar Pawlak, mówiąc o liczeniu na dzieci, zapomniał chyba o dużej części społeczeństwa. Tej, która dzieci nie ma, bo ich na to nie stać oraz tej młodej, wchodzącej w dorosłość - która ledwo na siebie zarabia. I też chciałaby kiedyś móc mieć dzieci, a nie całe życie spędzić w cieniu rodziców.
Trwa ładowanie komentarzy...