Smutny koniec szejka biodiesla. Rolnik chce, ale nie może w Polsce produkować paliwa

Biopaliwa prawie nie mają w Polsce przyszłości
Biopaliwa prawie nie mają w Polsce przyszłości FOT. AGNIESZKA SADOWSKA / AGENCJA GAZETA
Urząd Celny nakładał kary, a Agencja Rynku Rolnego żądała drogich badań od rolników, którzy na własny użytek chcieli produkować biopaliwo. Większość nie dała rady wymaganiom i musiała zaprzestać produkcji.

– Ze swojej ziemi, swoimi rękoma zrobiłem paliwo. Wlałem je do ciągnika i on jechał – opowiada Stanisław Komosa. Kiedyś nazywano go nawet szejkiem biodiesla... z Podlasia. W Zabielu koło Jaświł kilka lat temu zaczął produkować własne paliwo z rzepaku, które było wtedy znacznie tańsze, niż to ze stacji i bardzo proste do zrobienia. Kupił z innymi rolnikami sprzęt za 36 tysięcy złotych (twierdzi, że bez tego też się da), złożył dokumenty i czekał na pozwolenie rozpoczęcia produkcji.



Najpierw przyjechali przedstawiciele Urzędu Celnego. – Myślałem, że przyjechali, żeby sprawdzić i dać mi pozwolenie. Pokazałem im, jak wszystko działa, a oni, nie wiem na jakiej podstawie to wyliczyli, ale od razu nałożyli mi 3 tysiące podatku akcyzowego. A Agencja Rynku Rolnego dołożyła mi jeszcze 1 tysiąc kary. Pojechałem do Ministerstwa Rolnictwa by zapytać, co mogę zrobić. Powiedzieli mi, że nie ma dla mnie odstępstwa od prawa – opowiada Stanisław Komosa.
Przepisy dotyczące produkcji biopaliwa
Źródło: Mazowiecki Ośrodek Doradztwa Rolniczego

Produkcja biopaliw przez rolników jest ograniczona, a roczny limit wynosi 100 litrów w przeliczeniu na hektar użytków rolnych posiadanych przez rolnika. Został on wyznaczony na podstawie szacunkowego, średniego zużycia paliwa przeznaczanego na produkcję roślinną.

Rolnikom zabrania się też odsprzedawania wytworzonego przez siebie paliwa, a jeśli takie nieprawidłowości wykryje kontrola, to Agencja Rynku Rolnego ma obowiązek wykreślenia rolnika z rejestru i wydania mu zakazu produkcji na kolejne trzy lata.
Czytaj więcej

Mam świadomość, nie chcę kary
Stanisław Komosa twierdzi, że produkował tylko na własny użytek. Ma 30 hektarów ziemi nad Biebrzą, siał trochę rzepaku i potem jeździł na swoim ekologicznym paliwie. – Mam świadomość, że tego nie można robić na sprzedaż, wtedy od razu nałożyliby mi karę 40 tysięcy złotych. Zażądali ode mnie drogich badań mojego paliwa. Po co robić badania dla własnego ciągnika? On dobrze chodził – mówi. Opowiada, że słyszał, że inni rolnicy ze Wschodniej i Centralnej Polski po takich przejściach też rezygnowali.

Zderzali się z bardzo restrykcyjnymi przepisami zezwalającymi na produkcję biopaliwa i to tylko na własny użytek. Właściciele prywatnych gospodarstw produkujących biopaliwa mówią, że uzyskanie wszystkich pozwoleń i spełnienie wszystkich wymagań było bardzo trudne.

– W tej chwili w rejestrze rolników wytwarzających biopaliwa z rzepaku znajdują się 3 podmioty – potwierdza Agencja Rynku Rolnego w Dziale Biopaliw Biura Cukru i Biopaliw. Jej pracownik taką sytuację tłumaczy nieopłacalnością – rzepak jest obecnie bardzo drogi.

Zmiany prawa dotyczące innych ekologicznych surowców pozostają na razie tylko martwymi dokumentami. Produkcja tańszych biopaliw byłaby możliwa, ale też jest dla rolników bardzo trudna.

Sami nie mogą, Niemcom pomogą
– Delikatnie można powiedzieć, że ci ludzie są rozżaleni. Nie powiem Pani, jakim językiem rolnicy o tym mówią prywatnie. Przecież oni tkwią w jakimś gąszczu niemożliwości – denerwuje się profesor Grzegorz Żurek z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin.

Żurek zajmuje się produkcją biopaliw z traw, które też są obwarowane przepisami, a są tańszym surowcem. Wraz ze swoim zespołem wymyślili kilka nowych form traw, które można by zmienić w pellet. Rzecz jest ekologiczna, bo gdy trawy rosną pochłaniają CO2, które się wydziela w czasie ich spalania i zmieniania w opał. Ale firmy w Polsce nie zdecydowały się na produkcję. Brakuje wsparcia ze strony państwa.

– Premier powiedział kiedyś, że Polska stoi węglem. To się powoli zmienia. Dużo się dzieje w głębokim terenie. Ale nasz kraj jest co najmniej oryginalny. Nie ma klimatu, żeby produkcja biopaliw ruszyła u nas z kopyta. Co innego na zachodzie – mówi profesor.

Stanisław Komosa pomaga Niemcom, którzy do niego przyjeżdżają. – Tam jest jeden land, gdzie można produkować biopaliwo – opowiada. – Dali nam nawet kiedyś dwa ciągniki, sprawdziłem na moim paliwie i każdy ciągnik na nim dobrze chodził. Niemcy sami produkują olej z rzepaku, potem oddają to ludziom, którzy zamieniają ten olej na biopaliwo. Powiedziałem im, jak mogą to biopaliwo produkować sami, we własnym gospodarstwie. Oni na przykład powstałą glicerynę lali do ziemi, a to przecież można wykorzystać potem dla krów – tłumaczy.

Sprzęt, który kupił Komosa stoi od kilku lat nieużywany. Nie niszczeje, jest ze stali nierdzewnej. Ale Komosa mówi, że czuje się spokojniejszy, jak już w ogóle się tym nie zajmuje. – Zniszczyli to, co robiłem z zarodku. No co podskoczę? – pyta smutno.
Trwa ładowanie komentarzy...