Grupa naTemat

25-letni prezydent obcina pensje miejskim prezesom."Jeśli ktoś znalazł sobie intratną posadkę, wytropię go"

Marek Materek - 25-letni prezydent Starachowic
Marek Materek - 25-letni prezydent Starachowic Fot. Archiwum własne
Marek Materek, nowy prezydent Starachowic, stał się bohaterem internetu. I to nie ze względu na młody wiek, ale na drastyczne cięcia dla prezesów miejskich spółek, które rozpoczął tuż po objęciu urzędu. W wywiadzie dla naTemat zapowiada, że koleni urzędnicy będą mieli obcinane pensje, jeśli tylko uzna, że są za wysokie. Swoich zarobków nie zamierza jednak zmieniać.

Panie prezydencie, obciął pan pensje prezesa i wiceprezesa miejskich wodociągów. Temu drugiemu z ponad 13 tys. zł do 1750 zł. Zastanawiam się, czy kierował panem rozsądek, populizm, a może jeszcze co innego?

Marek Materek: To był rozsądek. Zarobki części prezesów miejskich spółek poszybowały w górę za kadencji mojego poprzednika, który odbywa obecnie karę w więzieniu za branie łapówek. W tym od prezesów jednej z miejskich spółek - Zakładu Energetyki Cieplnej. Wtedy przyznawano tez najwyższe nagrody prezesem, a ja w tej chwili normuję tę sytuację.

Prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji zarabiał ponad 15 tys. złotych brutto. Podpisał nową umowę o prace, gdzie ma nowe, niższe wynagrodzenie - 9900 zł brutto. Nie zauważyłem, aby był z tego powodu bardzo nieszczęśliwy. Moje działanie to normowanie pewnej sytuacji, a nie populizm czy pochopne działanie. Te stawki muszą być przemyślane i zgodne z lokalnymi uwarunkowaniami w Starachowicach.

A zastępca prezesa? On również nie protestował, że dziesięciokrotnie zmniejszył mu Pan pensję?

Zastępcę prezesa w dniu wczorajszym odwołała rada nadzorcza i to stanowisko, tak jak zapowiadałem, zostanie zlikwidowane. Nie będę powoływał nowej osoby na to miejsce. Widziałem, że w internecie pojawiały się głosy zdziwienia, że jak mogłem tak drastycznie obniżyć zarobki zastępcy prezesa. Podkreślam tu, że wiceprezes prowadzi jednocześnie działalność gospodarczą, z której ma 260 tys. zł. rocznie. Więc to nie jest osoba, która nie ma z czego się utrzymać. Praca w wodociągach była dla niego zajęciem dodatkowym. To stanowisko było synekurą polityczną, którą jedna z opcji sobie zaklepała. Ja nie zamierzam tego stanu utrzymywać, dlatego to stanowisko zostało zlikwidowane.

A jak wygląda sytuacja w innych spółkach miejskich?

Wczoraj przygotowałem dokumenty, które już dziś zostały podpisane, dotyczące zmiany zarobków prezesa Zakładu Energetyki Cieplnej. Zarabiał do tej pory ponad 13 tys. zł, a będzie zarabiał 9,500 zł brutto.

Będą kolejne cięcia?

Tak. Będą to wynagrodzenia przewodniczących i członków rad nadzorczych gminnych spółek. One również ulegają zmianie.

Czyli zamierza pan się przyjrzeć zarobkom wszystkim osób, które zajmują ważne stanowiska w mieście?

Nie chcę, aby ktoś odebrał moje działania w ten sposób, że chcę wszystkim obciąć wynagrodzenia. Ale gminne spółki są monopolistami na rynkach, którymi się zajmują. Tak jak zakłady energetyki cieplnej czy przedsiębiorstwo wodociągów i kanalizacji. To nie są firmy, które muszą konkurować z innymi podmiotami, walczyć o klienta itd. Wszystko jest tu podane na tacy. Dla przykładu, w przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Opatowie, to jest mniejsza miejscowość, ale również powiatowa, prezes PGKiM-u zarabia około 7 tys. zł. brutto. Nawet chyba niecałe. Ma o wiele więcej pracy, kilka form działalności, a zarabia i tak znacznie mniej niż każdy z prezesów spółek miejskich w Starachowicach.

Z czego to wynika? Podejrzewam, że podobny stan rzeczy utrzymuje się od lat w wielu polskich miastach. Rządzą miejscowe kliki?

Nie chcę tego tak nazywać. Mam nadzieję, że ten okres w historii Starachowic, który część osób źle kojarzy, już się kończy, a ja muszę jeszcze domknąć kilka spraw. A dlaczego tak było? Proszę sobie wyobrazić, że pana partia zdobywa władzę w mieście X. Pan też ma zapotrzebowanie, aby zapewnić pracę swoim znajomym. Dlaczego mieliby oni zarabiać mniej niż ich poprzednicy? Tak to działało i w wielu miejscach to trwa.

Trwa, ale Pan mówi "stop". Z jakim odbiorem na miejscu to się odbywa? Pewnie mówią, że przyszedł jakiś "młody" i się rządzi.

Ja naprawdę nie patrzę z jakim odbiorem to się spotyka. Załatwiam sprawy, które raziły ludzi od bardzo dawna i nikt nie potrafił tej sprawie przeciwdziałać. Każdemu było wygodniej to tolerować. Teraz będzie to uporządkowane. Ale jeśli któryś prezes w przyszłości wykaże się, na przykład w pozyskiwaniu środków unijnych, reorganizacji firmy, którą kieruje, to będę taką osobę wynagradzał. Podobnie jak wszystkich innych pracowników, którzy są aktywni. Prezydent ma i takie możliwości. Ale na razie daję szansę na działanie.

Na przykład nie obniża pensji prezesowi MZK. Chciałem mu nawet zwiększyć wynagrodzenie, ale po rozmowie uznaliśmy, że zostanie ono na tym samym poziomie.

Miejscowi pewnie poklepują pana po ramieniu.

Odzywa się do mnie mnóstwo internatów, którym podobają się moje działania. To pokazuje, że naprawdę wielu osobom nie podobało się to, co działo się w mieście.

Ale pojawiają się i takie komentarze: Jeśli obniża innym, niech zacznie od siebie. Co pan na to?

Prezydent jest wynagradzany nieco inaczej. O pensji prezydenta decydują radni rady miejskiej. Ja wprowadziłem do niej tylko jednego radnego na 23 mandaty. Na jednej z pierwszych sesji rada uchwaliła moje wynagrodzenie jednogłośnie - opozycja i ci, którzy mnie popierają. Ja poddaję się ich ocenie. Za cztery lata moją pracę ocenią wyborcy. Nie prosiłem o podwyżkę ani nie zamierzam prosić o obniżkę. Oddaję się do dyspozycji radnych i mieszkańców.

Ile wynosi teraz pańskie wynagrodzenie?

Około 8 tys. złotych na rękę.

I ta kwota jest sprawiedliwa pańskim zdaniem? Czy jak Pan uzna, że jest za wysoka, to zrzeknie się Pan części wynagrodzenia?

Ta kwota jest tylko trochę większa od zarobków, które miałem pracując nie jako prezydent. A odpowiedzialność za to, co robię w tej chwili, jest dużo większa niż wcześniej.

A jak ktoś powie, aby obniżył pan sobie pensję chociaż o 500 zł, tak dla przykładu?

Każdy ma prawo do takich opinii. Moimi pracodawcami są mieszkańcy. Oni zdecydują, czy będę dalej kontynuował swoją pracę.

Argumentem, przeciwko obniżaniu pensji ludziom pracującym na państwowych stanowiskach jest to, że mogą oni pójść do biznesu. A dla miasta będą pracować co najwyżej "przeciętniacy".

W przypadku tych konkretnych osób nie bałbym się o to.

Bo?

Wolę nie komentować.

A jak sobie Pan radzi ze swoim młodym wiekiem? Podlegają panu ludzie starsi, czasem kilka razy.

Nie odczuwam, aby mój wiek był jakąkolwiek barierą przy współpracy z kimkolwiek.

To może jest zaletą?

Myślę, że moje pojawienie się zdynamizowało pracę wielu osób w urzędzie i spółkach mi podległych. Mam nadzieję, że urzędnicy nie zwolnią tempa i przez cztery lata będą się równie mocno starać.

A jeśli ktoś sądzi, że znalazł sobie ciepłą posadkę w Starachowicach i liczy na to, że Pan go nie dojrzy?

Prędzej czy później go wytropię.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Zarobki
Skomentuj