Minister rolnictwa Marek Sawicki mówi
Minister rolnictwa Marek Sawicki mówi Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

We czwartek rolnicy mają blokować dojazd do domu ministra rolnictwa. – Ja się nie żalę. Wiem tylko, że decyzja, którą ogłosił pan Izdebski jest m.in. pokłosiem tego, co mówił Piotr Duda: "wiemy gdzie mieszkacie, znamy wasze adresy" – mówi w "Bez autoryzacji" Marek Sawicki.

REKLAMA
To politycy PiS podburzają rolników do protestów? Może zachęcił ich przykład górników?
Marek Sawicki: Trudno mi powiedzieć jakie są przyczyny. Rok 2014 był w rolnictwie szczególny, bo produkcja wzrosła o ok. 15 proc. Na początku roku były bardzo korzystne ceny na wielu rynkach, rozbudzono ogromne nadzieje na większe przychody, a z drugiej strony w sierpniu spadło na nas rosyjskie embargo. Do tego kryzys europejski i światowy.
Dlatego mimo zwiększonej produkcji spadły ceny, spadły dochody i stąd takie rozczarowanie rolników. Chcę zwrócić, że dzisiaj rynku rolnego nie kształtuje się w powiecie, województwie, czy nawet kraju, ale światowo. Ceny są zbliżone w całej Europie i na świecie.
Wahania cen, dekoniunktura są problemem rolnictwa od początku jego istnienia. Dlaczego dzisiaj rolnicy wychodzą na ulice? Przelała się czara goryczy, stało się coś, co popchnęło ich do takiego ruchu?
O to trzeba pytać rolników. Wydaje mi się, że był niepełny przekaz co do naszych możliwości wsparcia rolników. Niektórzy uważają, że można dofinansować każdą produkcję rolniczą, inni mówią o interwencji na rynkach. I jedni i drudzy zapominają, że od dziesięciu lat jesteśmy objęci Wspólną Polityką Rolną.
W jej ramach rolnictwo otrzymało w ciągu tej dekady ponad 200 mld zł, które są wsparciem dla wszystkich, którzy okresowo muszą sprzedawać poniżej kosztów produkcji. Tak robi się w całej Unii. O tym zapomniano i dzisiaj robi się tylko prosty rachunek ekonomiczny: koszty produkcji kontra cena za produkt. Nie wlicza się wsparcia w ramach Wspólnej Polityki Rolnej.
Tylko po co te dopłaty na rozwój produkcji, skoro później nie ma gdzie tego sprzedać? Rolnicy budują nowe obory, a później płacą kary za przekroczenie kwot mlecznych.
Wspólna Polityka Rolna jest po to, by konsumenci mieli pod dostatkiem bezpieczną, zdrową i tanią żywność. Ona jest dla konsumentów, nie rolników. Pan poruszył kilka kwestii, że WPR rozpędza produkcję, a jednocześnie są kwoty na mleko. Są też kwoty na cukier.
Bo WPR ma nie tylko rozwijać produkcję, ale też ją stabilizować. Teraz, kiedy światowy rynek się liberalizuje, kwotowanie tych dwóch istotnych rynków będzie zanikało. Po drugie WPR przez dopłaty nie wpływa na to, co się produkuje - o tym decydują rolnicy.
Ma pan sobie coś do zarzucenia? Może wcześniejsze zintensyfikowanie dialogu pozwoliłoby uniknąć protestów na drogach czy pod pana domem?
Proszę przejrzeć mój kalendarz z ostatniego kwartału, ile tam jest spotkań z rolnikami i przedsiębiorcami, ile prób konsolidacji handlu, sprzedaży. Nie dalej jak trzy tygodnie temu rolnicy z Podlasia i OPZZ z panem Izdebskim byli na rozmowach ze mną.
Teraz też zaprosiłem pana Izdebskiego, zaproponowałem dwa terminy: 31 stycznia i 4 lutego. Wybrał drugi, a później zaczął opowiadać, że 31 stycznia przed nim uciekłem na rozmowy międzyrządowe do Paryża, gdzie też rozmawialiśmy wsparciu moich starań o interwencję Komisji Europejskiej na rynku rolnym.
Będzie pan prosił policję o ochronę pana domu w czasie jutrzejszego protestu? Wczoraj spokojna demonstracja w Jastrzębiu-Zdroju przerodziła się w zamieszki.
Nie będę publicznie wypowiadał się o moim domu, o mojej rodzinie. Ja się nie żalę. Wiem tylko, że decyzja, którą ogłosił pan Izdebski jest m.in. pokłosiem tego, co mówił Piotr Duda: "wiemy gdzie mieszkacie, znamy wasze adresy". I pan Izdebski tego nie wymyślił, on to tylko realizuje.
Odpowiedział pan na prośby rolników z Podlasia mówiąc, że możliwy jest odstrzał całej populacji dzika w regionie. Później dodał pan, że nie jest specjalistą. Przeanalizował pan od tego czasu jaki to miałoby wpływ na środowisko?
Zgodnie z prawem decyzję podejmuje sejmik województwa na wniosek marszałka, nie minister rolnictwa. Ja tylko dyskutując z rolnikami powiedziałem jako rolnik, nie jako myśliwy czy ekolog, że uważam, iż trzeba podjąć bardziej zdecydowane działania w celu zwalczenia afrykańskiego pomoru świń. Marszałek potwierdził, że jest gotów przygotować taką uchwałę i wtedy wszystkie strony będą się mogły się wypowiedzieć, łącznie z wojewodą, który ocenia to pod względem prawnym. Nie jestem znawcą od ekologi czy rolnictwa.
To po co ta deklaracja, skoro to ani pana specjalność jeśli chodzi o wiedzę, ani pana kompetencje jeśli chodzi o podejmowanie decyzji?
Powtarzam: to była rozmowa. Nie możemy bagatelizować afrykańskiego pomoru świń na Podlasiu, on się nadal utrzymuje. Może jedynym sposobem jest ta drastyczna metoda. Ale o tym muszą zdecydować fachowcy o łowiectwa, weterynarii i ekologii. To oni podejmą ostateczną decyzję.