Kto dostarczy rządowe listy? Dziwna historia jednego przetargu

Fot. Adam Stępień/Agencja Gazeta
Przetarg na obsługę rządowej korespondencji przypomina operę mydlaną, w kilku aktach. O prestiżowy kontrakt, wart 33 mln zł, ścierają się Poczta Polska i prywatny InPost. Właśnie otworzył się nowy front tej batalii.

Akt pierwszy i od razu falstart
Ta historia zaczyna się w lipcu ubiegłego roku. Wtedy to Centrum Usług Wspólnych, jednostka podległa kancelarii premiera, ogłosiła prestiżowy przetarg na obsługę rządowej korespondencji. Stawka szła o listy ze wszystkich ministerstw, prokuratur, urzędów centralnych i wojewódzkich.
Ale wymogi konkursu były tak wyśrubowane, że nie spełniła ich nawet Poczta Polska: największy operator na rynku. Jako jedyna stanęła do przetargu – i nie wygrała, bo ten ostatecznie unieważniono.



Dwa miesiące później CUW spróbował raz jeszcze. Ogłosił drugi przetarg, dokonując „drobnej” modyfikacji. Tym razem kryterium wyboru zwycięzcy nie była - jak poprzednio - liczba placówek pocztowych, ale niższa cena. W szranki stanęło dwóch oferentów: ponownie Poczta Polska i prywatny InPost. Ten drugi okazał się o 2,8 mln zł tańszy i wygrał.

Tu powinna zapaść kurtyna, ale tak się nie stało. Państwowy dostarczyciel odwołał się w Krajowej Izbie Odwoławczej. Argumentuje, że w sieci placówek pocztowych InPostu są widma, które istnieją tylko na papierze. To zaś powoduje, że oferta InPostu powinna zostać odrzucona.

Zresztą, ten zarzut nie wziął się znikąd. Przykładem jest ogłoszony, również w ubiegłym roku, przetarg na obsługę korespondencji ZUS. Wtedy również startowało w nim dwóch konkurentów: Poczta Polska i Polska Grupa Pocztowa, należąca właśnie do InPostu. Zakład zweryfikował kilkadziesiąt placówek każdej z nich. I okazało się, że w kilkunastu przypadkach PGP nie było pod wskazanym adresem. - Sytuacja powtarza się i tym razem - dowodzi państwowy operator.
Akt drugi. Dwugodzinny
Krajowa Izba Odwoławcza uznała, że sprawa jest dyskusyjna. Nakazała odtajnić cennik InPostu i przeprowadzić ponowną ocenę ofert.
Ale Poczta Polska nie zdążyła zapoznać się z dokumentami, a KIO nie zdążyła jeszcze uzasadnić wyroku. W zaskakującym tempie - niespełna dwie godziny po tym, jak Izba ustnie ogłosiła decyzję - Centrum Usług Wspólnych ponownie wybrało ofertę InPostu.

Poczta złożyła kolejną skargę. Jednak tym razem KIO ją odrzuciła. Powód? Izba uznała, że zażalenie na formularz cenowy InPostu powinno zostać złożone już za pierwszym razem. Tyle, że to niemożliwe: wtedy dokument był jeszcze utajniony. - Jak to? Mieliśmy się skarżyć „w ciemno”? - zdziwili się pocztowcy. I poszli ze sprawą do sądu oraz Urzędu Zamówień Publicznych.

Kurtyna?
Tu zaczyna się, miejmy nadzieję, ostatni akt tej historii.
Prezes UZP stwierdził, że państwowy operator ma rację, domagając się merytorycznego rozpoznania sprawy: - Krajowa Izba Odwoławcza naruszyła przepisy prawa zamówień publicznych m.in. poprzez bezpodstawne odrzucenie odwołania Poczty Polskiej w sprawie zamówienia na rządowe listy – uznał. I nakazał, by całą sprawę rozpatrzył teraz Sąd Okręgowy. Co ciekawe, prezesa Urzędu Zamówień Publicznych korzysta z tego uprawnienia nadzwyczaj rzadko. W 2013 roku, na ponad 2300 analizowanych orzeczeń KIO, wniósł zaledwie 8 skarg.
Trwa ładowanie komentarzy...