Grupa naTemat
NIE PRZEGAP WESPRZYJ POLSKI STARTUP W ŚWIATOWYM KONKURSIE. ZAGŁOSUJ I DAJ SZANSĘ POLAKOM WYGRAĆ 250 TYS. USD.

Kot-pielęgniarz z bydgoskiego schroniska opiekuje się czworonogimi pacjentami

Rademenes od pół roku asystuje przy zabiegach sterylizacji i kastracji. Pracownicy nazywają go "kot–pielęgniarz".
Rademenes od pół roku asystuje przy zabiegach sterylizacji i kastracji. Pracownicy nazywają go "kot–pielęgniarz". Fot. materiały własne
Rademenes, kot mieszkający w bydgoskim schronisku, od pół roku asystuje przy zabiegach wykonywanych w gabinecie weterynaryjnym. Przytula zwierzaki poddane leczeniu a jeśli trzeba ogrzewa je własnym ciałem. Zdaniem jednych to empatia, zdaniem drugich – czysty egoizm i zaspokajanie własnych potrzeb.

Trafił do schroniska jako małe kociątko. Był chory, łysiał, atakowała go m.in. grzybica. – Jego stan był trudny, ale też nie na tyle, by go uśpić – mówi Lucyna Kuziel–Zawalich, lekarz weterynarii pracująca w bydgoskim schronisku. – Gdyby to był mój kot, czy pani, kogokolwiek o innym podejściu, to trafiłby do lekarza z pytaniem o leczenie. Ludzie, którzy go przynieśli prosili jednak o uśpienie.

– Dlaczego pani nie uśpiła? – pytam.

– Bo kupił mnie tym swoim mruczeniem (śmiech) – wyjaśnia. – Zaczął się łasić jak tylko wzięłam go na ręce.

Kot–pielęgniarz
Lekarka, wspólnie z dyrektor schroniska, podjęła decyzję o utrzymaniu kota przy życiu i rozpoczęło się leczenie. Terapia, początkowo dość niestereotypowa, przynosiła niewielkie efekty. Kot, ze względu na liczne zarazki, zamieszkał w klatce, w gabinecie lekarki. Rademenes nadal też tracił sierść. Tak mocno, że w pewnym momencie miał całkiem łysy łepek a pracownicy zaczęli nazywać go „Nubuk”.

– Któregoś dnia ustaliłyśmy, że nie będziemy już dłużej ciągnąć tego, wówczas uciążliwego i mało efektywnego leczenia, i kota jednak uśpimy – wspomina, nie bez emocji, lekarka. – Rademenes zaczął być jednak coraz bardziej ożywiony. Podjęliśmy więc dalszą terapię. Zmieniono leki.

Udało się. Dziś Rademenes to zdrowy, piękny kot, który stał się dla schroniska maskotką i znakiem rozpoznawczym. Kochają go i pracownicy i właściciele, którzy do schroniska przychodzą ze swoimi czworonożnymi podopiecznymi. – On wprowadza taką specyficzna, ciepłą, atmosferę w gabinecie, i chyba zwierzętom jest z racji jego obecności raźniej – dodaje Lucyna Kuziel–Zawalich. – Rademenes podchodzi bez lęku do każdego zwierzęcia, które znajdzie się w gabinecie. Nie boi się psów.
Podchodzi i, jak twierdzą niektórzy, próbuje wesprzeć asystując przy zabiegach kastracji i sterylizacji. – Może przespać cały dzień, ale gdy w gabinecie pojawia się zwierzę poddane wcześniej zabiegowi, to układa się tuż przy nim – mówi z kolei Izabella Szolginia, dyrektor schroniska. – Czasem na termoforku czy poduszce elektrycznej. Czasem, gdy to dodatkowe ogrzewanie nie jest pacjentowi potrzebne, na zwykłym materacu.

Zwierzę pełne empatii?
To dość rzadkie zachowanie, choć, jak zaznacza Maciej Trojan, psycholog zwierząt, wcale nie tak dla zwierząt nietypowe, jak mogłoby się początkowo wydawać. Choć trudno jednoznacznie stwierdzić jakie są jego przyczyny bez dokładnych obserwacji.

Empatia w rozbudowanym stopniu wynika niejako ze świadomości tego, co druga istota czuje – wyjaśnia Trojan. – A by taką świadomość mieć, potrzeba teorii umysłu. Ta z kolei u zwierząt wykształcona jest w rożnym stopniu, w zależności od gatunku. Wierzę jednak, że pies czy kot to te gatunki, które teorię umysłu mają rozwiniętą w dość rozbudowanym stopniu.

Dlaczego? Ano dlatego, że – jak wyjaśnia ekspert – psy świetnie potrafią np. oszukiwać. Wiedzą, że nie wolno im czegoś zjeść, ale też wiedzą, że jeśli jesteśmy czymś zajęci, śpimy, wyjdziemy do innego pomieszczenia, to warto spróbować, bo może nikt tego nie zauważy.

Zachowania opiekuńcze, takie jak w przypadki Rademenesa, mogą być jednak równie dobrze efektem próby zaspokajania własnych potrzeb. – Wówczas to się dzieje na poziomie instynktownym – wyjaśnia Trojan. I dodaje: – My lubimy te zwierzęce zachowania analizować tak jak ludzkie. Warto jednak pamiętać, że te zwierzęta, którym Rademenes okazuje jakieś uczucia, niekoniecznie muszą być mu wdzięczne. To najłatwiej można by stwierdzić konfrontując ze sobą konkretne zwierzęta dwie, może pięć godzin po zabiegu. Zobaczyć czy w ogóle wchodzą w jakąś interakcję i – jeśli tak – jaką.
Rademenes nie jest jedyny
Literatura zna również historię szympansicy Washoe. Do piątego roku życia uczestniczyła w eksperymencie naukowym "Projekt Washoe", w ramach którego analizowano możliwości zwierząt w zakresie opanowania języka ludzi. Szympansica była pierwszą istotą niebędąca człowiekiem, która opanowała elementy języka migowego. Po kilku latach odesłana do ogrodu zoologicznego, nadal bardzo lgnęła do ludzi. Którego dnia do wody znajdującej się na terenie zagrody szympansa wpadła kobieta. Washoe, choć stroniła od wody, natychmiast zaczęła próbować jej pomóc.

– I to świetnie pokazuje siłę takiego zjawiska – dodaje Trojan. – Bo rzeczywiście wygląda jak ratunkowe zachowanie pełne empatii, gdy szympans naraża się na ból i na śmierć wchodząc do nieznanego środowiska i próbując pomóc nieznanej kobiecie.

Rademenes może nie ryzykuje życiem. Jednak patrząc na jego zdjęcia, gdy obejmuje śpiące psy i koty, trudno nie odnieść wrażenia, że niektóre zwierzęta są bardziej ludzkie niż ich właściciele. Przykładem może być historia kota-pielęgniarza, którego właściciele chcieli skazać na pewną śmierć.

napisz do autorki:malgorzata.golota@natemat.pl

ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj