„To jest sklep, a nie wypożyczalnia butów”. CCC buntuje się przeciwko nadużywaniu praw przez klientów

Ile przebiegu wytrzymują buty aż do zdarcia?
Ile przebiegu wytrzymują buty aż do zdarcia? fot. Agencja Gazeta, Shutterstock
Lewis Hamilton potrafi nawet trzykrotnie zmieniać opony podczas wyścigu Grad Prix Formuły 1. Polak, który przebiegł Maraton Piasków na Saharze zużył podczas imprezy siedem par butów. Dlaczego większość Polaków nie może zrozumieć, że jedna para butów nie wystarczy, aby komfortowo chodzić cały rok?

Dariusz Miłek, szef firmy CCC nie pierwszy raz posyła gromy na klientów. Twierdził już, że nie otworzy internetowego sklepu, bo część klientów zamawia w nich buty na jedno wyjście, a później korzystając z prawa do zwrotu wysyła je do sklepu i odzyskuje pieniądze. Wypominał, że istnieje kategoria klientów, którzy kupują wiosenne obuwie, a gdy pogoda zmieni się na cieplejszą, pod byle pretekstem żądają zwrotu pieniędzy, albo wymiany na inny towar.


– Klienci reklamujący u nas buty dzielą się na dwie grupy: część przychodzi, bo im się naprawdę popsuły, ale większość reklamuje je, kiedy kończy się sezon i chce je sobie wymienić na nowe. Wystarczy, że zaświeci wiosenne słońce, a ludzie zjawiają się w sklepach z kozakami. Nie wiem, co oni myślą. Że prowadzę wypożyczalnię butów? – mówi w wywiadzie dla magazynu "Forbes".

Można by potraktować to jako zwykłe narzekania na klientów, gdyby nie takie szczere komentarze handlowych cwaniaków: – Mam znajomych, którzy kupują buty do 150 zł w CCC, Deichmannie i reklamują je tam nawet 2- czy 3-krotnie, za każdym razem otrzymując z miejsca nowe buty, a jeśli psują się po raz kolejny, to nawet zwrot pieniędzy. Ja nie mam na to po prostu czasu i ochoty.

To strony konfliktu o najczęściej reklamowany towar w Polsce. Internet pełny jest afer i aferek z butami pochodzącymi z półek jeszcze bardziej renomowanych sklepów, które okazują się zadziwiająco nietrwałe. „Wojas buty do noszenia na rękach” – tak zatytułował opis butów tej marki użytkownik serwisu Wykop. Na zdjęciu pokazał skórzane półbuty znanej podhalańskiej firmy. Po pół roku chodzenia odkleiła się w nich podeszwa na ok. jednej trzeciej długości buta. Nie takiej jakości spodziewał się płacąc 300 złotych za parę. W takich sytuacjach internetowi komentatorzy lubują się w pokazywaniu, jakie to badziewie oferują najbardziej ekskluzywne polskie marki. I w tym duchu odbył się sąd nad Wojasem.
Dwuletnia gwarancja to ułuda
Czy otacza nas badziewie, a cwaniacy żerują na niewinnych klientach? O opinię pytamy rzeczoznawców i towaroznawców, którzy rozpatrują reklamacje. A ci wystawiają polskim konsumentom druzgocącą opinię: – Nie umiemy nosić butów – twierdzi rzeczoznawca z Ogólnopolskiej Izby Branży Skórzanej z Radomia z 30 letnim doświadczeniem w pracy z reklamacjami. Prosi jednak o anonimowość, miał już pogróżki, od klientów którym odrzucał reklamację butów za 500 złotych.

Oceniając zdjęcie z Wykopu mówi tak: – Jeśli w ciągu pół roku od sprzedaży powstanie uszkodzenie dyskwalifikujące buty do dalszego użytkowania to zazwyczaj to wina producenta, wady konstrukcyjnej, albo wykonania obuwia. Większość firm nie ma z tym problemu, wymienia towar na nowy lub zwraca gotówkę. Jednak takie odklejenie się podeszwy od noska jest charakterystyczne dla przemoczenia butów. Na pierwszy rzut oka powstało w wyniku złego i zbyt intensywnego użytkowania. Na zdjęciu widzimy obuwie znoszone, ze zniszczonymi sznurówkami, które nie widziało szczotki i pasty – stwierdza rozmówca naTemat i pod odpowiedzią sklepu podpisałby się obiema rękami.
Dariusz Miłek, szef CCC o "zajeżdżaniu butów"

Jak się często w nich chodzi, nie mają czasu odpocząć, są przepocone i zaczynają się niszczyć. W butach należy chodzić co drugi dzień. Poza tym nie ma czegoś takiego jak słaba jakość. Wszystko zależy od tego, ile klient jest gotowy zapłacić za buty. Jeśli ktoś je kupuje za 50 złotych i liczy, że będzie w nich chodził przez trzy lata non stop, to nie ma takich butów.

Zazwyczaj klienci przyjmują za dobra monetę informację o dwuletniej gwarancji na buty. Interpretują to w ten sposób, że w raz zakupionej parze butów powinni móc chodzić właśnie dwa lata. Czy tak jest w istocie?

– Nie znam nikogo, kto chodzi w tych samych skarpetkach przez pół roku i w tym samych majtkach przez miesiąc. Ale wyobraźcie sobie i pomyślcie co dzieje się w bucie zakładanym codziennie. Stopa też się poci – mówi ekspert. Opisuje, jak para wodna, sól i woda brutalnie wpływają na wyściółkę buta. Pół biedy jeśli będzie to krupon, czyli solidnie wygarbowana i zaimpregnowana skóra bydlęca z karku zwierzęcia. Wytrzyma kilka miesięcy dłużej niż texton, czyli chemicznie utwardzona tektura czy płyta pilśniowa. Po seryjnym przepoceniu rozmięknie jak papier toaletowy.

Tyle jakości ile ceny
W praktyce jakość butów za 200 złotych i za 500 zł nie rożni się dwukrotnie. – To mit, że na Dalekim Wschodzie produkuje się obuwie złej jakości, a we Włoszech dzieła sztuki. Maszyny, know-how produkcji buta, materiały, to wszystko na przestrzeni lat specjalnie się nie zmieniło. Zmienił się jedynie pracodawca, na takiego, który oferuje niskie koszty pracy ludzkich rąk. Sprzedawcy butów mogą zamówić dowolnie dobrą lub złą jakość produktów. Jedynym limitem jest cena – przekonuje ekspert.
Czy rzeczywiście jest tak, jak mówi prezes CCC, że but musi odpocząć, że nie można nosić go codziennie? – Jedyne buty jakie mogły znieść dwa lata użytkowania dzień w dzień to trzewiki robocze dla brukarzy. W PRL produkowała je fabryka w Przemyślu. Ponieważ brukarz często pracuje na kolanach, buty miały metalowe noski, aby nie zetrzeć skóry na czubku buta. Może tym modelem inspirowali się projektanci niezniszczalnych glanów dr. Martensa – mówi towaroznawca.

Skoro Lewis Hamilton potrafi nawet 3-krotnie zmieniać opony podczas wyścigu GP formuły 1, a Polak który przebiegł Maraton Piasków zużył podczas imprezy siedem par butów, to inteligentny klient powinien zrozumieć, że podobnie jest w normalnym życiu. Jedna para butów nie wystarczy, aby komfortowo przechodzić w nich cały rok.

– To tak jakby ktoś codziennie pod garażem palił gumę, a potem zgłosił się do Michelin, że opony nie wytrzymują gwarantowanego przebiegu. A jednak ludzie potrafią postawić mi na biurku ohydne, śmierdzące i całkiem zniszczone buty żądając wymiany na nowe, bo produkt nie wytrzymał dwóch lat. Więcej jednak jest w tym cwaniactwa – mówi ekspert.

Grzech lenistwa
Tak naprawdę but okazuje się całkiem skomplikowanym produktem, a lista nieświadomie popełnianych grzechów użytkowników jest bardzo długa. Często klienci reklamują przetarcie wyściółki za piętą. A to już błąd wynikający z tego, że nie chce się nam dokładnie sznurować butów. Robimy to z lenistwa i żeby szybciej się je ściągało - np. zaczepiając palce o piętę. To z kolei przyczyna innej typowej „wady” – odklejania się podeszwy w tylnej części buta.

Brak konserwacji, przemoczenie i nienależyte traktowanie butów to najczęstsze przyczyny nie uznania reklamacji. Zamiast czyścić i pastować buty, wrzucamy je do pralki. Choć pranie butów rekomenduje Perfekcyjna Pani Domu, to ewidentny błąd. Pranie nawet w 30 stopniach i detergenty mogą spowodować rozklejenie się niektórych mocowań – twierdzą eksperci.

A teraz coś, co najmniej spodoba się konsumentom. Najlepsze alibi dla producentów butów to „użytkowanie ich do celów niezgodnych z przeznaczeniem”. W starciu z konsumentami biznes ma spore pole do popisu. Kupujesz Nike Airmax i rozpadają się pod kilku miesiącach? Zanosisz je do sklepu, a tam usłyszysz, że to buty do grania w koszykówkę na hali, a nie nadają się do codziennego chodzenia do pracy.

Skoro tak, to może sprzedawcy obuwia powinni dołączać do kartonu instrukcję obsługi, rozbudowaną o szczoteczkę, szmatkę do czyszczenia, prawidła i łyżkę , a nawet wosk do impregnowania sznurowadeł? Taki model współpracy z klientami próbowała rozpowszechnić firma Bata, sprzedająca buty o średniej cenie powyżej 300 złotych. Niestety wszystkie te akcesoria chcieli sprzedawać za dodatkowe kilkadziesiąt złotych. Teraz ten największy producent butów na świecie doszedł do wniosku, że nie da rady konkurować jakością, nie ma sensu krzewić kultury obuwniczej w Polsce. Przed kilkoma tygodniami zamknął swój flagowy sklep w centrum Handlowym Arkadia. Polacy liczą na cuda w niskiej cenie.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PolacyBiznes
Skomentuj