Buty do biegania z Biedronki czy z Lidla? Test najtańszych butów do biegania

Test najtańszych butów do biegania - z Lidla, biedronki i popularnego sklepu sportowego
Test najtańszych butów do biegania - z Lidla, biedronki i popularnego sklepu sportowego Fot. Krzysztof Majak / naTemat.pl
Bez złudzeń – zdecydowanie lepiej biega się w butach renomowanej marki, za kilkaset złotych. Trudno w ogóle porównywać Adidasy, Nike czy Asicsy do obuwia z dyskontu. Ale ten test nie jest skierowany do biegaczy, tylko do osób, które chcą zacząć biegać. Czy trzeba od razu wydawać majątek na buty? Odpowiedź brzmi – nie. Oto test tanich butów do biegania, nad którymi warto się zastanowić na początku przygody. Koszt? Kilkadziesiąt złotych.

Po głośnej aferze wywołanej przez firmę New Balance, niemal wszyscy usłyszeli o tanich butach do biegania z Lidla. Projektanci dyskontu skopiowali modny design i zaoferowali własną wersję butów do biegania. Cena? Zamiast 359 zł.... 59 zł.

Przez kilka tygodni testowaliśmy dyskontowe obuwie. W nasze ręce trafiły m.in. wspomniane buty z Lidla czy Biedronki. Oto nasze wrażenia.

Test obuwia został przeprowadzony przez biegacza - amatora i ma być jedynie wskazówką również dla początkujących biegaczy. To subiektywna opinia autora i tak też należy ten tekst traktować.

Pierwsze wrażenie
Buty z Lidla, które otrzymaliśmy do testów wyglądają "znajomo". Modny, być może dla niektórych atrakcyjny, ale jednak "zapożyczony" design butów Crivit może się podobać. Ich wykończenie jest całkiem niezłe i nie odbiega znacząco od najtańszych butów znanych marek. Jest przyzwoicie, lecz nie wszystko jest idealnie i równo poklejone.
Biedronka przysłała nam dwie pary butów do biegania. Zanim jednak oceni się ich wygląda, uwagę zwraca marka. Jeronimo Martins w odróżnieniu od konkurenta, drugi rok z rzędu postanowił zaoferować buty znanej marki - Dunlop (tej od opon i obuwia). Firma ma też w ofercie buty wielokrotnie droższe, ale do Biedronki trafił rzecz jasna produkt z najniższej półki. Ale nie tylko siła marki, tylko cała konstrukcja butów sprawia, że zdają się być bardzo solidne. Być może nawet zbyt solidne.
Biedronka zaprezentowała dwie wersje obuwia. Pierwsza z nich zasługuje na szczególną uwagę, bo buty zostały pozbawione języka. Zamiast niego, mamy do czynienia z "grubą skarpetą", która tworzy cały but. To dość nietypowe, być może nieco gadżeciarskie rozwiązanie, które na początku nie budzi mojego zaufania. Noga dość ciężko ląduje w bucie, ale gdy już się w nim znajdzie, wrażenia są dość dobre. Może poza jednym... Jest ciasno. Rozmiarówka jest nieco zaniżona. Warto, a nawet trzeba wziąć to pod uwagę przy zakupie, zwłaszcza gdy ktoś tak jak ja ma raczej "większe 43".
Drugi but z Biedronki to ukłon w stronę miłośników klasyki. Szare, bez udziwnień, a o sportowym charakterze świadczy pistacjowy kolor wnętrza. Bez fajerwerków i bardzo poprawnie - zaliczam na plus. Rozmiar również mógłby być o pół numeru większy, ale w tym modelu jest odrobinę lepiej.

Lidl Balance w praktyce
Jako pierwsze "w boju" wypróbowałem buty z Lidla. But waży 293 gramy, czyli sporo więcej niż buty, w których biegam zazwyczaj (270 gramów). Pierwsze pokonane kilometry zrobiły na mnie dobre wrażenie. Cały czas czułem, że mam "coś" na nogach. W bardziej profesjonalnych butach mam wrażenie, że buty i stopy stanowią jedność, dzięki czemu bardziej można skupić się na samym biegu. W butach z Lidla było inaczej.
Tylna część buta wypada zdecydowanie lepiej niż frontowa. Przylega i daje wrażenie stabilności. Zupełnie inaczej jest w przedniej części, gdzie miałem wrażenie, iż stopa "lata". Nie był to duży luz, lecz odczuwalny. Pierwszy test wypadł w lany poniedziałek, kiedy na ulicach było nieco mokro. Buty, o dziwo, trzymały się bardzo dobrze, nie ślizgały się i czułem się w nich pewniej niż w nieco "wybieganych" już Adidasach Revenergy Boost, których używam co dzień.
W butach "Lidl Balance", jak je nazwali internauci, najbardziej dokuczliwa jest zbyt duża różnica wysokości między przodem a tyłem. W czasie biegu odnosiłem wrażenie, że ląduję na pięcie, a później długo czekam aż przednia część buta dotknie asfaltu. Być może rozwiązaniem jest zmiana techniki biegu, ale biegacza na takim poziomie jak mój (roczny staż, ok 150-200 km w miesiącu i jeden półmaraton na koncie), był to jednak problem.
Ale nie jedyny. Dzień po bieganiu w obuwiu z Lidla okazało się... że miałem lekko zbitą piętę. Co to oznacza? Dla początkującego biegacza prawdopodobnie nic. Tempo w jakim biegłem - między 4:15 a 4:45 min/km to nawet dwa razy szybciej, niż biega początkująca osoba. Tym bardziej pokazuje to, że obuwie z dyskontu nie jest dedykowane osobom regularnie trenującym.

Solidne, bo z Biedry?
Sieć Biedronka nie informuje jeszcze, ile dokładnie będą kosztowały buty do biegania. Można jednak podejrzewać, że cena wyniesie również około 60 złotych. Wersja "bezjęzykowa" sprawia wrażenie bardzo dobrego przylegania do stopy i zapewne o to chodziło projektantom. Nie czułem się w nich jak w butach do biegania. Są dla mnie zbyt solidne, zbyt ciężkie - 283 gramy (choć lżejsze od lidlowych). Mają moim zdaniem zbyt wiele efektownych gadżetów, które są mi do biegania zupełnie niepotrzebne. Przykład? Wzmocniony przód buta.
Na początku nie było źle. Wydawało mi się, że buty nieźle amortyzują. Stopa jest w nich bardzo stabilna, zarówno w przedniej jak i tylnej części. Pod tym względem zdecydowanie wyprzedzają dyskontowego konkurenta ze stajni Crivit. Moim zdaniem, największym mankamentem tych butów, jest ich wygląd. Wolę bardziej klasyczne, ale odważna i bardzo oryginalna linia Dunlop może trafić w niektóre gusta, szczególnie młodszych klientów.
W butach biegło się poprawnie do mniej więcej 7-8 kilometra. Od tej poru zaczynałem się męczyć, a ostatnie kilometry do domu były wręcz nieprzyjemne. Stopy zaczęły mnie po prostu boleć (lekko, ale jednak). Prawdopodobnie dlatego, że buty były na mnie ciut za małe, mimo teoretycznej zgodności rozmiarówki. Buty Dunlop są dobrze i solidnie wykonane, ale nadają się bardziej do jazdy rowerem niż do prawdziwego biegania.
Bardzo podobnie wypadają drugie Dunlopy, choć lepiej udają prawdziwe buty do biegania niż te "niebieskie". Będą dobre dla osób, które wolą mniejszą amortyzację. Są nieco lepiej wykonane od butów z Lidla. Mają mocno zakrzywione "noski", co w sposób naturalny predestynuje je do biegania. Zdecydowanie lepiej sprawdziły się na bieżni niż na asfalcie. Model "pistacjowy" fajnie wypada również w terenie. Stopa trzyma się w nich na tyle stabilnie, że można śmiało biegać w nich również w terenie, jak choćby tu – w Kazimierzu Dolnym.
Które lepsze?
Żadna z testowanych par nie wypadła na tyle dobrze, aby móc śmiało polecić je do biegania. Wszystkie mają swoje mankamenty i są jedynie wzorowane na prawdziwych butach do biegania. To po prostu "adidasy", jak w Polsce zwykło się mówić na buty sportowe, również te najtańsze. Nadają się do wszystkiego i do niczego, również do biegania. Równie dobrze można chodzić w nich na wieczorne spacery jak i jeździć rowerem. Gdybym miał wybierać, pewnie zdecydowałbym się na szaro-pistacjowe Dunlopy.

Osoba, która już biega, może je potraktować wyłącznie jako ciekawostkę, a nie jako buty treningowe. Różnica jest kolosalna, dlatego jak zaznaczałem na początku, z góry odradzam bieganie w tych butach biegaczom z co najmniej kilkumiesięcznym dorobkiem przy regularnych treningach. Ci, jeśli chcą zaoszczędzić, powinni udać się do outletu (choćby Factory lub podobnych), tam można tanio kupić buty do biegania renomowanych firm. Za 100-130 zł można przebierać w markach i modelach. A nawet taniej.
Czy buty do biegania z dyskontu są złe? Nie. Dla początkującego biegacza są dobre, bo nie potrzebuje on lepszych. Nie ma sensu inwestować w sport, który przyjdzie nam uprawiać przez dwa tygodnie. Nie ma natomiast nic lepszego, niż przesiadanie się w nowe, coraz lepsze buty, gdy bieganie wchodzi nam w krew. Nie odbierajmy sobie tej przyjemności, zaczynając od najmodniejszych i reklamowanych na mieście modeli. Po prostu szkoda pieniędzy. Ważne jednak, aby nie biegać w trampkach lub tenisówkach, a i takie obrazki widać na chodnikach.

Początkujący biegacz nie zauważy niemal niczego, co napisałem. Szczerze? Jeśli ktoś chce zacząć biegać, niech pójdzie do sklepu i wybierze jakiekolwiek buty z wyżej wymienionych i zacznie się ruszać. Przez pierwsze tygodnie i tak narzeka się głównie na własny brak kondycji, motywacji, zmęczenie po pracy, a nie na sprzęt.

Jest jeszcze jedna możliwość
Jest jeszcze jedna możliwość "taniego biegania", które będzie dobry rozwiązaniem na początek. O ile bylibyśmy w stanie dołożyć 20 zł do zakupów, warto zwrócić uwagę również na tanie buty oferowane przez sklepy sportowe, a nie dyskonty. Popularne wśród początkujących biegaczy są buty marki Kalenji, od których sam zaczynałem bieganie. Są ultra lekkie, bo przy rozmiarze 39 ważą zaledwie 148 gramów. Wersja z Plusem waży więcej - 223 g w rozmiarze 43. Znam osoby, które biegały w nich przez wiele miesięcy.
Najtańsza wersja kosztuje 49 zł. Ja dostałem do testów wersję z "plusem" za 79.99 zł. Są zdecydowanie mniej siermiężne, wykonane z cienkiej siateczki i piankowej podeszwy. Można się spodziewać, że nie wystarczą na równie długo, co obuwie z Lidla czy z Biedronki. Nawet producent napisał na stronie: "Przeznaczenie: do biegania po utwardzonej nawierzchni raz w tygodniu po 45 minut". Mimo że obuwie to nie ma najlepszej prasy, a sprzedawcy butów mają nimi "straszyć", dla mnie są to buty, w których bieganie najbardziej przypomina to w butach renomowanej marki. Po przebiegnięciu w nich 10 kilometrów nie czułem szczególnej różnicy w stosunku do butów z wyższej półki.
Ich stylistyka jest znana wśród biegaczy, bo buty te widać na ulicach. Nie udają innej marki, nie są co prawda najpiękniejsze, ale zbliżone do modnych trendów. Stopa w nich oddycha, są bardziej przewiewne niż pozostałe modele. Może to być problemem w chłodniejsze dni i z pewnością wpłynie to na wytrzymałość buta. Podobnie jak pianka, która wystarcza tylko na jakiś czas, czyli właśnie tyle, ile powinno zająć nam znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy bieganie jest dla mnie.

Podobnie jak Biedronka, Decathlon również przysłał nam dwie pary do testów. Model Kapteren Discover jest przeznaczony do biegania po łagodnym terenie, oczywiście również dla początkujących. Również są droższe od obuwia dyskontowego, ale w odróżnieniu od modelu EKIDEN ONE PLUS, sprawiają wrażenie bardzo trwałych. Są cięższe - 282 g w rozmiarze 43.
Biegało mi się w nich dobrze zarówno po asfalcie, jak i w terenie, do czego są przeznaczone. Jeśli ktoś ma w pobliżu domu kawałek lasu lub zielone tereny, śmiało może myśleć o tego typu butach. Stopa leży w nich bardzo pewnie, a podeszwa dobrze tłumi drobne nierówności - gałęzie, kamienie itd. Rozmiar 43 jest na mnie akurat, choć i w tym wypadku buty mogłyby być o pół rozmiaru większe. Ich stylistka przypomina starsze Nike czy Adidasa i – co ważne – nie kopiuje obecnie sprzedawanych modeli.
Który z modeli wybrać? Każdy musi zadecydować sam. Najważniejsze jest, aby mieć motywację do biegania, a jeśli ta się znajdzie, to nie będzie nam przeszkadzał brak czasu, pogody, a już na pewno nie buty.
Gdybym jednak to ja miał wybrać dla siebie buty spośród tych, które przetestowałem, ranking wyglądałby tak:

1. Ekiden one plus KALENJI
2. Kapteren Discover KALENJI
3. Dunlop z "Biedronki" (szaro - pistacjowe)
4. Buty marki Crivit z Lidla
5. Dunlop z "Biedronki" (niebiesko - czarne)


Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...